Pociąg uciekł. Ekonomista mBanku alarmuje rząd i biznes w sprawie opóźniania transformacji.

Z faktami nie da się polemizować, jednak można je rozmaicie rozumieć. Kurczenie się źródeł naturalnych, zmiany ludnościowe, nowoczesne technologie i modele działalności, jak również trudniej uchwytne transformacje o charakterze geopolitycznym i kulturowym wywierają wpływ na gospodarkę, w tym na sektor bankowy. Od reakcji sektora bankowego na te przemiany w dużej mierze uzależniona jest sytuacja pozostałych gałęzi przemysłu, które wymagają środków na transformację, aby podtrzymać konkurencyjność.

"Ten pociąg już odjechał". Ekonomista mBanku ostrzega rząd i firmy przed spowalnianiem zmian

fot. IMAGO / /  imago sport / Forum

Zapytaliśmy czołowych ekonomistów banków o to, jak widzą wpływ stabilnego rozwoju na polską gospodarkę, firmy i sektor bankowy. Pragniemy zaprezentować to zagadnienie z perspektywy konkretnych danych oraz nieprzemijających, dających się zmierzyć tendencji.

W związku z tym, zapraszamy na serię rozmów POLSIF i Bankier.pl z naczelnymi ekonomistami banków na temat oddziaływania zrównoważonego rozwoju na transformację i konkurencyjność polskiej gospodarki, przedsiębiorstw i sektora bankowego. Żywimy nadzieję, że te konwersacje umożliwią jeszcze lepsze zrozumienie otaczającego nas świata i umożliwią podejmowanie celniejszych decyzji inwestycyjnych oraz finansowych. 

Transformacja pod analizą: jak zrównoważony rozwój wpływa na gospodarkę i branżę bankową. Opinie głównych ekonomistów banków

Nasz cykl zaczynamy od dyskusji z doktorem Marcinem Mazurkiem, głównym ekonomistą mBanku.

Marcin Mazurek (mBank)

Dlaczego w ostatnich latach do idei rozwoju gospodarczego dołączono określenie „zrównoważony”?

Marcin Mazurek, główny ekonomista mBanku: Możemy tutaj wyszczególnić dwa powody.

Po pierwsze: fizyczne (naukowe) – planeta nie jest z elastyczna. Wzrost zaczął sam się niszczyć, wyczerpując ograniczone zasoby, które przez dekady były uważane za nieograniczone. W rezultacie wzrosły nie tylko dające się zmierzyć zagrożenia dla aktywności gospodarczej, ale także zakres środków finansowych, które trzeba przeznaczyć na przeciwdziałanie ich konsekwencjom. Zrównoważenie to z jednej strony próba uzmysłowienia kosztów aktywności gospodarczej, które dotychczas nie były uwzględniane w kalkulacji ekonomicznej, a z drugiej formuła, która przynajmniej w świetle dzisiejszej wiedzy daje możliwość odwrócenia negatywnych zjawisk, które wzrost gospodarczy wywołał jako efekt uboczny, czynnik zewnętrzny. Tak zwane granice planetarne dobrze pokazują co do tego czasu udało się zepsuć.

Po drugie: społeczne. W tym pojęciu mieści się wszystko to, co zbiorowo zgodziliśmy się przyjmować i co wspólnie chcemy ulepszać. To procesy, które doprowadziły do likwidacji niewolnictwa, zakazu zatrudniania dzieci, walki z nierównościami. Ten ostatni aspekt wydaje się obecnie najważniejszy. Wzrost liczby ludności w sytuacji, gdy nie każdy ma identyczne możliwości i umiejętności, a ważną rolę odgrywa również element szczęścia, doprowadził do sytuacji, w której dysproporcje dochodowe wzrosły do poziomu, który przestał być społecznie akceptowalny i wywołuje liczne napięcia w systemie gospodarczym. Idąc dalej, ludzie powoli zaczynają dochodzić do przekonania, czy jest moralne, aby żyć teraz tak, jakby jutra nie było, skoro i tak koszt poniesie generacja, której jeszcze nie ma (lub jest, ale nie ma wpływu). Solidarność nabiera teraz nie tylko obecnego, ale i międzypokoleniowego znaczenia. Jest ona także podstawą do tego, by w ogóle myśleć o zmianie przyszłości, gdy poprawa sytuacji w przyszłości (lub jej mniejsze pogorszenie) wymaga poniesienia nakładów już dziś.

Zrównoważony rozwój został przełożony na konkretne działania nie tylko środowiskowe, ale także społeczne i zarządcze. Z tym wiąże się prawdopodobnie najbardziej znany skrót ESG. Część E z tego wyrażenia każdy z łatwością odgadnie, ale jaką rolę pełnią tam S i G?

Działania proekologiczne, czyli E, są w rzeczywistości dość oczywiste, przynajmniej z nazwy. Ekonomiści postrzegają S (czynniki społeczne) i G (czynniki zarządcze) jako elementy kluczowe, aby w ogóle można było rozważać wprowadzanie jakichkolwiek zmian w zakresie E. Jak wyglądałoby E bez S? Wyobraźmy sobie sytuację, w której firmy zarządzają zasobami ludzkimi, oferując jedynie niskie wynagrodzenia. Proces polityczny doprowadzi prawdopodobnie albo do podniesienia podatków dla firm, albo do pogłębienia nierówności, a deprywacja dochodowa spowoduje, że nikogo nie będzie obchodziło jutro, tylko dzisiaj, i całe zrównoważenie środowiskowe nie powiedzie się.  A jakwyobrazić sobie E bez G? Bez efektywnych mechanizmów zarządczych firmy mogą oszukiwać w dążeniu do zrównoważenia, podejmując działania wręcz sprzeczne z długofalowym interesem społecznym. Jak skutecznie wdrażać E, skoro wszyscy będą tylko symulować?  

Jakie Państwo identyfikujecie najważniejsze trendy społeczne, zarządcze i środowiskowe wpływające na polską gospodarkę, a w szczególności na sektor finansowy.

W kwestiach środowiskowych możemy wyróżnić transformację energetyczną czy zagrożenia klimatyczne. Banki muszą szacować i kontrolować ryzyko kredytowe portfeli powiązanych z sektorami wysokoemisyjnymi (energetyka węglowa, przemysł, transport). Z kolei zwiększona częstotliwość występowania klęsk żywiołowych (powodzie, wichury) również prowadzi do wzrostu ryzyka kredytowego w przypadku kredytów hipotecznych, ale też korporacyjnych. Zwróćmy uwagę, że to drugie ryzyko dotyczy już każdego.

W kwestiach społecznych można wspomnieć o demografii (wpływ czynnika na rentowność firm) czy cyfryzacji i związanym z nią cyberbezpieczeństwem. Ochrona danych to fundamentalne ryzyko operacyjne dla banków.

Wreszcie w kwestiach zarządczych możemy mówić na przykład o ryzyku greenwashingu – fałszywe lub przesadzone twierdzenia dotyczące zrównoważonego rozwoju. Dla banków oznacza to ryzyko oskarżenia o finansowanie szkodliwych projektów i konieczność ustanowienia restrykcyjnych standardów dla "zielonych" produktów.

Jak oceniają Państwo wpływ nowych technologii, w tym postęp sztucznej inteligencji na transformację polskiej gospodarki? Jakie z perspektywy banków dostrzegają Państwo wpływ tych technologii na zmiany społeczne i gospodarcze? 

AI postrzegana jest jako technologia podnosząca ogólną produktywność czynników wytwórczych, czyli tak zwaną TFP. Automatyzacja zadań powtarzalnych (na przykład w administracji, usługach biurowych, handlu) może prowadzić jednocześnie do zmniejszenia kosztów i poprawy samopoczucia pracowników, którzy zamiast wykonywać pracę monotonną i powtarzalną mogą zająć się czymś innym. Zmniejszenie kosztów i przesunięcie pracowników do bardziej produktywnych zadań mają szansę przełożyć się na dodatkowy wzrost PKB.  Polska wciąż pozostaje w tyle za Europą Zachodnią pod względem wdrożeń AI, szczególnie w sektorze MŚP. W bankach rozwiązania wykorzystujące AI powstają na zasadzie pojedynczych przypadków użycia i na tym etapie nie są wyraźnie komunikowane przez banki jako istotny element dźwigni. Z punktu widzenia sektora bankowego AI może zaoferować szybszą i bardziej precyzyjną analizę ryzyka kredytowego, w tym uwzględnianie w modelach czynników ESG. Szybkie przetwarzanie obszernych zbiorów danych  poprawia wycenę zabezpieczeń. Rozwój tej technologii może również zwiększyć skuteczność w zapobieganiu wyłudzeniom i praniu pieniędzy (AML), co jest kluczowe dla zarządzania ryzykiem regulacyjnym. To już się dzieje, ale nie jest w pełni automatyczne i ostateczna decyzja należy do człowieka.

Najwięcej zmian zachodzi w trendach środowiskowych. Jakie konkretne decyzje strategiczne, modyfikacje w strukturze portfeli lub produktach Państwa bank już wprowadził?

Tu naszym kluczowym przykładem jest nasz portfel w energetyce, gdzie ponad 95% to OZE. W innych bankach nie wygląda to tak samo, a my dodatkowo zaczęliśmy wcześniej. Ma to również swoją ciemną stronę – najbardziej transformują się teraz koncerny energetyczne, których my nie posiadamy w portfelu, więc nie czerpiemy korzyści z ich zapotrzebowania na kredyt inwestycyjny. W naszej strategii na lata 2026-2030 wskazujemy na obiecujące branże, w których chcemy wspierać firmy. Większość z nich dotyczy zrównoważonego rozwoju, transformacji energetycznej i technologicznej, cyfryzacji, automatyzacji procesów, gospodarki o obiegu zamkniętym, współdzielenia, gospodarki zdrowia i czasu wolnego. Naszym celem jest podwojenie udziału tych obszarów  w akcji kredytowej. Do roku 2030 osiągną one 40%, a zrównoważone finansowanie osiągnie 15% całego portfela kredytów korporacyjnych.

Jak oceniają Państwo krótkoterminowy i długoterminowy wpływ europejskiej i polskiej polityki zrównoważonego rozwoju na dynamikę gospodarki Polski – czy przynosi ona rzeczywiste impulsy wzrostowe, czy raczej podnosi koszty i zagrożenia dla sektora przedsiębiorstw?

Krótkoterminowo głównym kosztem dla gospodarki są właśnie wyższe koszty i co za tym idzie zwiększona inflacja – wskazują na to chociażby kalkulacje Banku Rozrachunków Międzynarodowych czy grupy banków centralnych NGFS. Autorzy nie podają jednak uśrednionych wartości liczbowych – koszty dotkną głównie mniej rozwinięte państwa. Nie oszukujmy się, ale to bezpośrednio i w krótkim okresie obniża konkurencyjność. Wszystko jest projektowane jako bodziec do działania, ponieważ cena jest bardzo istotnym czynnikiem wpływającym na decyzje podmiotów gospodarczych. Pokonanie tej przeszkody wymaga rozważnej i dalekowzrocznej polityki. Nie obędzie się także bez błędów.

Dlatego jednocześnie w perspektywie najbliższych lat nastąpi wzrost inwestycji, które mają tą konkurencyjność podnosić. NGFS oraz Bruegel wskazują, że to wydatki o wielkości odpowiadającej 2% globalnego PKB. W przypadku Polski większość funduszy spójności i KPO (łącznie 140 mld EUR) stanowić będą środki przeznaczone na zrównoważony rozwój. Otrzymają je firmy oraz rządy.

Ocena długoterminowych skutków jest zagadnieniem bardziej skomplikowanym – metaanalizy (na przykład Tol, Howard) jednoznacznie wskazują, że ryzyko związane ze zmianami klimatycznymi ograniczy wzrost PKB rzędu 3-10%, w porównaniu do zachowania obecnych warunków. Inwestycje nie gwarantują odrobienia wszystkich, ani nawet większości strat. Możemy się pocieszać, że wzrost gospodarczy i jego główny filar – produktywność – to niejako definicja wytwarzania większej ilości dóbr przy mniejszym zużyciu zasobów. Przekonamy się, jak bardzo uda się to zintensyfikować.

W jakim stopniu wymogi regulacyjne, takie jak taksonomia UE, CSRD czy ETS, faktycznie wpływają dziś na politykę kredytową i portfel aktywów banków, a w jakim pozostają głównie kwestią formalnego raportowania?

Regulacje dotyczące sprawozdawczości wpływają na strategie i sposób działania banków –  skoro musimy raportować, to zależy nam, aby wypaść dobrze, chcemy się wyróżnić – ale same w sobie nie są zasadniczymi wyznacznikami zmian w politykach kredytowych. Dostarczają jednak informacji niezbędnych w procesach decyzyjnych, zwracają uwagę na potencjalne braki w tych procesach.

Z punktu widzenia banków najważniejsze są wytyczne EBA w zakresie zarządzania ryzykami ESG, które nakładają na banki szereg obowiązków zarządczych (rozwój procesów analizy ryzyk ESG w różnych horyzontach czasowych, przeprowadzanie analiz scenariuszowych/stress testów, rozwijanie systemów zarządzania danymi ESG, w tym pozyskiwania danych ESG od klientów). EBA oczekuje od banków planów transformacji portfeli i będziemy to robić.

Jakie branże w Polsce – z perspektywy banku – mogą w średnim okresie zyskać, a które stracić na przyspieszeniu transformacji klimatycznej? Czy widać już przesunięcia strukturalne w popycie na finansowanie?

Do branż, które stracą, można zaliczyć górnictwo, energetykę konwencjonalną, część transportu drogowego czy przemysł energochłonny. Z punktu widzenia całego sektora jest to w pewnym sensie problem, ponieważ z danych NBP wynika, że ekspozycja polskiego sektora na branże wrażliwe klimatycznie stanowi ponad połowę portfela kredytowego dla przedsiębiorstw, co uwypukla skalę potencjalnego ryzyka.

Do branż, które zyskają, można zaliczyć nie tylko oczywiste tematy, takie jak OZE czy magazynowanie energii, ale również budownictwo (termomodernizacje itp.) czy usługi i doradztwo związane z ESG. Rozwiązaniem koniecznym do przeprowadzenia transformacji klimatycznej jest elektryfikacja wszystkiego, co tylko możliwe, i wszędzie tam, gdzie istnieje nawet niewielki związek z tym trendem, można znaleźć branże, które będą się rozwijać. Przesunięcia na finansowanie są już widoczne, ale nie wynikają z nakazów, lecz raczej z tego, że konstruując portfel kredytowy bank również zastanawia się, jak będzie wyglądać przyszłość i co ma potencjał. Już mówiłem w jednym z poprzednich pytań, jakie bank ma tu plany.

Na ile technologie cyfrowe, w tym sztuczna inteligencja i analiza danych ESG, pomagają bankom realnie ocenić ryzyka klimatyczne i społeczne, a na ile generują nowe wyzwania analityczne lub reputacyjne?

Dane dotyczące ESG często mają charakter nieustrukturyzowany bądź jedynie częściowo ustrukturyzowany (semi-structured). Modele językowe pomagają uporządkować takie informacje do postaci numerycznych danych, a uczenie maszynowe daje podstawy do prowadzenia różnych imputacji.

Oczywiście wiąże się z tym kilka wyzwań – różne założenia dotyczące funkcjonowania takich modeli będą subiektywne począwszy od doboru zmiennych poprzez tak zwany wybór hiperparametrów oraz procedury walidacji wyników. Zapewne nastąpi taki okres, w którym zaobserwujemy błędy wieku dziecięcego na przykład spore niespójności między podejściami różnych banków do bardzo podobnych firm.

I wreszcie, nawet najlepsze rozwiązanie automatyczne polega na wykorzystaniu danych wejściowych, o które w ESG wciąż trudno, a ich jakość nadal nie jest wysoka w dużej skali. W rozwijanych rozwiązaniach polegamy głównie na średnich lub tak zwanych proxies. Nawet wydawałoby się, że tak prosty ślad węglowy, będący relatywnie zaawansowaną i dojrzałą metryką w uniwersum ESG, polega na wielu założeniach i estymacjach dotyczących jego generowania w łańcuchu wartości.

Czy obserwują Państwo ryzyko, że rosnąca presja na „zielone finansowanie/transformacyjne finansowanie” prowadzi do ograniczenia dostępu kapitału dla tradycyjnych sektorów gospodarki, które nadal odgrywają kluczową rolę w PKB i zatrudnieniu?

Trudno jednoznacznie stwierdzić i to z kilku powodów.  W dłuższej perspektywie tradycyjne polskie sektory, takie jak przetwórstwo przemysłowe, handel czy transport, mogą być narażone na ograniczenia w finansowaniu w związku z trudnościami w dostosowaniu działalności do wymogów ESG. Kluczowe będzie dostosowanie firm oraz wsparcie ich transformacji. Ewentualne utrudnienia w dostępie do finansowania w przyszłości będą wspierać sektory, w których adaptacja do wymogów będzie prostsza. W takiej sytuacji możliwe są sektorowe przetasowania ze względu na zmianę konkurencyjności między sektorami.

Zwróćmy uwagę, że postęp gospodarczy polega na tym, że tradycyjne sektory i zawody zmieniają się w inne, nowe. To naturalny proces. Nie widzę powodu, aby go w jakikolwiek sposób spowalniać. Co więcej, spowalnianie tych zmian jest często nieskuteczne i bardziej szkodliwe. W ostatecznym rozrachunku chodzi o to, aby zaprojektować tak politykę publiczną, żeby ludzie, którzy będą zmuszeni do zmiany pracy, mieli odpowiedni komfort jej poszukiwania. Ekonomiści doradzają ochronę pracowników, a nie miejsc pracy. To drugie spowalnia postęp.

Jaki Państwa zdaniem wpływ na gospodarkę i sektor bankowy będą miały aktywa osierocone, w tym w szczególności cały przemysł wydobywczy?

Banki wciąż jeszcze coś mają w portfelach, ale już od pewnego czasu nie finansują nowych przedsięwzięć. Bardziej cierpi budżet państwa, dofinansowując górnictwo węgla kwotą kilku miliardów złotych rocznie. Przemysł wydobywczy to jedna z gałęzi, w których można przeprowadzić tak zwane całkowite transformacje polegające na zmianie profilu biznesowego, rekultywacji terenów i tworzeniu nowych miejsc pracy dla dotychczas zatrudnionych. Dobrym przykładem są Niemcy, gdzie trudno rozpoznać tereny po kopalniach, które działały tam jeszcze jakiś czas temu. Jako ekonomista patrzę na to jako na coś nieuchronnego. Pamiętajmy też, że przemysł wydobywczy to nie tylko węgiel, a węgiel to nie tylko ciepłownictwo. Technologia będzie się zmieniać w kolejnych latach i być może nawet regulacje będą zachęcać do finansowania pewnych rodzajów wydobycia.

Z kolei Koncerny energetyczne w Polsce mają bardzo ambitne plany transformacji i spore potrzeby inwestycyjne. Są to duże kwoty i często skomplikowane, duże projekty, które będą bardziej zależały wymagały współpracy różnych instytucji z bankami lub banków ze sobą (wliczając w to banki zagraniczne). Jest to spore wyzwanie i jednocześnie szansa na zdobycie doświadczenia.

Czy zrównoważona transformacja może ona stać się motorem innowacji, czy raczej źródłem utraty konkurencyjności i presji kosztowej?

Oczywiście i taki jest zamysł. Konkurencyjność utraci ten, kto niezwłocznie i strategicznie zainwestuje w innowacje i efektywność (przekształcając koszt w przewagę). Stracą ją ci, którzy będą odwlekać, ponosząc narastające koszty regulacyjne (ETS) i tracąc dostęp do taniego kapitału, co ostatecznie uczyni ich model biznesowy nieopłacalnym. Na tym zasadza się całe ESG – aby poprzez system kar i zachęt kierować przedsiębiorców w stronę lepszej przyszłości (presja kosztowa jest niejako emanacją tych kar). Banki będą tu bardzo ważnymi pośrednikami. Uważajmy jednak również, aby nie przesadzić z oczekiwaniami. Banki będą o wiele lepsze w finansowaniu już sprawdzonych innowacji, przeszczepianiu ich na warunki polskie. Automatycznie też dużo gorsze w finansowaniu przedsięwzięć, które dopiero staną się innowacjami, ponieważ to nie jest poziom ryzyka, który regulowana instytucja, taka jak bank, może przyjąć. I teraz najważniejsze – Polska nie jest na etapie, w którym tylko tworzenie innowacji może podnosić produktywność. Pisałem o tym z profesorem Ignaszakiem.

Jakie rekomendacje skierowaliby Państwo do firm z gospodarki realnej w Polsce – w jaki sposób powinny przygotowywać się do transformacji, by zminimalizować koszty dostosowania i utrzymać konkurencyjność na rynku?

Skupilibyśmy się tutaj na kilku aspektach. Przede wszystkim należy rozpocząć od pomiaru śladu węglowego oraz przeprowadzać ocenę ryzyk fizycznych, jak powodzie i ich wpływ choćby na budynki firmy, czy ryzyk transformacyjnych, jak wrażliwość na ceny emisji CO2. Następnym krokiem powinno być stworzenie wiarygodnego w czasie planu transformacji energetycznej. Nie wystarczy opowiadać o byciu "zielonym", trzeba posiadać konkretny harmonogram odejścia od wysokoemisyjnych źródeł. Kolejnym krokiem powinno być zainwestowanie w podnoszenie kwalifikacji pracowników (szkolenia cyfrowe, ESG) i przejrzystość relacji w łańcuchu dostaw. Aspekt ten wpływać może bowiem na stabilność operacyjną. Czwartym krokiem mogłoby być zdywersyfikowanie źródeł finansowania, ale też kontrahentów. Warto poszukiwać nowych instrumentów finansowania powiązanych z ESG, które mogą okazać się bardziej atrakcyjne kosztowo. Wreszcie regulacje ESG warto traktować jako swego rodzaju motor innowacji, a nie tylko uciążliwy wymóg, jako impuls do innowacji i przewagi rynkowej, a nie tylko jako koszt dostosowania.

Na ile koszty zrównoważonego rozwoju i transformacji energetycznej są już „wbudowane” w inflację i prognozy stóp procentowych w Polsce?

W pewnym stopniu, choć trudno to oszacować ilościowo. Trudno tego dokonać przede wszystkim dlatego, że przepisy stale się zmieniają (weźmy choćby ETS2) i zmienia się moment ich wejścia w życie. Dla inwestorów jasne jest, że polska gospodarka może rosnąć przez pewien czas wolniej i być mniej konkurencyjna. Krytyka w mediach nie bierze się znikąd. Również nikt nie przedstawia prognoz wzrostu, które jakoś specjalnie odbiegają od wzrostu tak zwanego potencjalnego, czyli czegoś w okolicach 3%. Byłbym jednak ostrożny w ferowaniu wyroków długoterminowych, ponieważ innowacje pojawiają się czasem nagle i niespodziewanie. Zresztą, sam fakt wysokiego zaawansowania technologicznego Chin wcale nie gwarantuje, że kraj ten ma przed sobą świetlaną przyszłość wzrostu do końca świata. Wzrost jest trudny, można popełnić wiele błędów i sporo gwiazd potknęło się o własne sznurówki, gdy hegemonia światowa była na wyciągnięcie ręki. Dlatego jakoś specjalnie nie stresuje mnie Polska za 20 lat. Wciąż kraj ten wykazuje dużą elastyczność adaptacyjną. I tu fajnie byłoby, gdyby celebrowanie przeszłych sukcesów spróbować przekształcić w zapowiedź przyszłych, ponieważ z tym jest jakoś medialnie gorzej i tu narracje często się załamują.

Czy z perspektywy Pana/Pani banku zielona transformacja oznacza docelowo wyższe ceny produktów finansowych dla klientów – wyższe marże, prowizje, droższy kredyt?

Zielona transformacja będzie prowadzić do zróżnicowania oferty dla klientów w zależności od ich profilu ESG. Z punktu widzenia banku, w dłuższym okresie czasowym inwestycje odporne na transformację energetyczną i zmiany klimatyczne są mniej ryzykowne z punktu widzenia wypłacalności klienta. Wyższe ryzyko przekłada się na zwiększone koszty finansowania. Wraz z postępem zielonej transformacji produkty finansowe dla klientów realizujących cele zielonej transformacji powinny stawać się tańsze w porównaniu do oferty dla klientów nierealizujących celów ESG. W ogólnym rozrachunku nie powinno wpłynąć to na średnie ceny produktów finansowych, a na ich zróżnicowanie. Pamiętajmy również, że skuteczna transformacja przeobraża całą gospodarkę w kierunku odpornej i produktywnej. To są warunki, gdzie koszty finansowania są po prostu niższe, a kapitał zagraniczny płynie strumieniami.

Czy w portfelu kredytowym banku widać już różnicę w koszcie kapitału i dostępności finansowania między firmami „zielonymi” a „brązowymi”? Jak to wygląda w praktyce?

Klienci i produkty oparte na zrównoważonym rozwoju korzystają z preferencyjnych warunków (niższe marże, dedykowane produkty, większa dostępność finansowania), natomiast dla „brązowych” sektorów wprowadzane są restrykcje i ograniczenia finansowania, podwyższone ryzyko. Różnica jest więc coraz bardziej zauważalna i wynika zarówno z regulacji, jak i strategii banku.

Jako mBank raportujemy dynamiczny wzrost wartości zrównoważonego portfela – do końca 3 kwartału 2025 roku przekroczono cele strategiczne, osiągając ponad 18,1 mld zł finansowania zrównoważonego, w tym 9,5 mld zł bezpośrednich kredytów i 8,6 mld zł mobilizacji kapitału. To pokazuje, że "zielone" firmy mają coraz większy dostęp do kapitału.

No votes yet.
Please wait...

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *