Naoczni świadkowie katastrofalnego pożaru w szwajcarskim ośrodku Crans-Montana, który miał miejsce w noc sylwestrową, przekazali mediom o wstrząsających obrazach wewnątrz ogarniętego płomieniami baru oraz o utrudnieniach z ewakuacją obiektu. W pożodze poniosło śmierć blisko 40 osób.

Jeden ze świadków zdarzenia oznajmił dla BBC, że był blisko baru La Constellation, gdy usłyszał silną eksplozję, po której zauważył mnóstwo dymu. Pomimo, że pozostali uciekali, on dostał się do wnętrza, ponieważ chciał odnaleźć swojego brata.
Dostrzegłem płonących ludzi. Płonęli doszczętnie. Byli pozbawieni odzieży. To było zatrważające – relacjonował. Finalnie okazało się, że jego brat był bezpieczny.
Tenże świadek podkreślił, iż odwiedzał bar La Constellation codziennie przez cały tydzień, a incydent miał miejsce akurat tego dnia, kiedy go tam nie było.
La Constellation to obszerny, dwukondygnacyjny bar z tarasem, który mógł pomieścić około 300 osób. Nie ma jednak informacji, ile osób przebywało w środku w chwili wybuchu ognia.
Zimne ognie wywołały pożar drewnianego sufitu?
Dwie obywatelki Francji zawiadomiły francuską stację telewizyjną BFMTV, że były wewnątrz baru, gdy pojawiły się płomienie. Ich zdaniem, przyczyną pożaru były „świeczki urodzinowe”, które jedna z pracownic umieściła na butelkach szampana.
– W ciągu kilku sekund cały pułap stanął w płomieniach. Wszystko wykonane było z drewna – powiedziała jedna z kobiet.
Śmiertelna pułapka z powodu wąskich wyjść
Według relacji obu Francuzek, wydostanie się z wnętrza było niezwykle trudne, ponieważ wyjście z pomieszczenia, w którym się znajdowały, było „wąskie”, a schody prowadzące na zewnątrz „jeszcze węższe”.
Nastolatek, który był w barze, oznajmił dla BBC, że próbował ukryć się przed „ścianą gorąca”, po czym udało mu się odnaleźć schody na zewnątrz. Jednakże, nie mógł się wydostać z powodu ścisku, w związku z czym spróbował zbić przy pomocy stołu szybę w oknie. Gdy to zawiodło, kopnął w nią z dużą siłą i dopiero wtedy udało mu się wyjść.
Tragedię obserwowała również Daniella z Mediolanu, która posiada dom na ulicy przylegającej do baru. Wracając z mężem z kolacji, wyczuli dym i zauważyli na ziemi kompletnie spaloną kurtkę.
Ludzie uciekali we wszystkich kierunkach, krzyczeli i płakali. Widziałam, jak niektóre osoby wynoszono na noszach – oznajmiła dla BBC. Dodała również, że po powrocie do mieszkania „przez całą noc słyszała krzyki”.
Student, który udał się do baru z koleżanką, po przybyciu na miejsce zauważył, że „z budynku zaczynają wybiegać płonący ludzie”. Jedna z poszkodowanych poinformowała go, że wszystko ją boli. – Niektórzy jedynie krzyczeli. Samo krzyczenie. Nic ponadto. Pozostali tylko leżeli na podłożu – powiedział.
Pewien Włoch oznajmił, że jego przyjaciel, który był w barze „kompletnie się spalił”, a inny został przetransportowany do Zurychu helikopterem. – Jeszcze jeden z naszych znajomych… nie mamy pojęcia, co się z nim stało, nie udało się go odnaleźć – powiedział mężczyzna stacji RAI News.
Agencja AP przytoczyła relację 16-latka z Paryża, który po rozpoczęciu pożaru odczuwał duszenie się i zdołał uciec dopiero po wybiciu okna stołem. Jeden z jego przyjaciół zginął, a o „dwóch lub trzech” wciąż brak wiadomości.
Nie widział on chwili wybuchu ognia, ale zapamiętał kelnerki przynoszące trunki z zapalonymi zimnymi ogniami.
Bilans ofiar: przeważnie młodzi ludzie
W pożarze poniosło śmierć blisko 40 osób, a 115 doznało obrażeń, w tym wiele ciężkich. Znaczną część ofiar śmiertelnych oraz rannych stanowią osoby w wieku nastoletnim lub około 20 lat – zawiadomiła policja. Wiadomo, że wśród poszkodowanych znajdują się obywatele Włoch oraz Francji.
Niedaleko baru utworzono prowizoryczne miejsce upamiętnienia ofiar, gdzie składane są świece oraz kwiaty. Kilkaset osób modli się w sąsiednim kościele.
Tusk ws. Szwajcarii : Polska gotowa zaoferować opiekę medyczną. MSWiA: pomoc w Siemianowicach Śląskich
Premier Donald Tusk poinformował w piątek, że Polska jest przygotowana do zapewnienia specjalistycznej pomocy medycznej poszkodowanym w pożarze w Szwajcarii. Rzeczniczka MSWiA Karolina Gałecka oznajmiła PAP, że zaproponowano m.in. lokacje w Centrum Leczenia Oparzeń w Siemianowicach Śląskich.
W pożarze, który wybuchnął w sylwestrową noc w ośrodku narciarskim Crans-Montana w Szwajcarii, śmierć poniosło według najnowszych ustaleń policji około 40 osób, 115 zostało rannych, a wielu z nich – poważnie. Przyczyna pożaru pozostaje nieznana, aczkolwiek władze wykluczyły atak terrorystyczny.
Premier Donald Tusk za pośrednictwem portalu X przekazał w piątek, że Polska, na prośbę Szwajcarii, jest gotowa udzielić specjalistycznej pomocy 14 poszkodowanym w polskich placówkach szpitalnych.
Rzeczniczka Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji oświadczyła PAP, że MSWiA oraz ministerstwa zdrowia i obrony narodowej angażują się w przygotowanie wsparcia dla Szwajcarii, jeśli ta zadecyduje się na jego przyjęcie.
– Polska zaoferowała 14 miejsc dla poszkodowanych w pożarze w szpitalu w Siemianowicach Śląskich. Składają się na to cztery miejsca na OIOM-ie i dziesięć dla pacjentów mniej poszkodowanych – wytłumaczyła. W pomoc włącza się także Państwowy Instytut Medyczny MSWiA.
Polska zaproponowała dodatkowo pomoc dwóch zespołów lekarskich na miejscu, m.in. w ocenie kondycji pacjentów. MON, jak dodała Gałecka, zaoferowało samoloty do transportu rannych, którzy mogliby trafić do polskich szpitali.
Centrum Leczenia Oparzeń im. dr. Stanisława Sakiela w Siemianowicach Śląskich to wiodący polski ośrodek zajmujący się kompleksowym leczeniem obrażeń oparzeniowych i ran przewlekłych. Funkcjonują tutaj cztery specjalistyczne oddziały, a także Pracownia Hiperbarii Tlenowej, Bank Tkanek oraz Zakład Leczenia Ran Przewlekłych. Placówka posiada 70 łóżek. Rocznie hospitalizowanych jest tutaj ponad 1,2 tys. pacjentów, a poradnie przyszpitalne przyjmują ponad 7 tys. osób. Organem założycielskim szpitala jest samorząd woj. śląskiego. (PAP)
ak/ amk/ akar/ ktl/
mw/ ap/
