Zatrzymanie Nicolasa Maduro i atak w Wenezueli — w ten sposób Stany Zjednoczone po raz kolejny udowodniły, że są w stanie zrealizować precyzyjną, ekspresową operację militarną. W tym obszarze USA wciąż pozostają bezkonkurencyjne — i to pozytywnie wpływa na Polskę. Gdy Twój sprzymierzeniec demonstruje swoją moc, możesz czuć się bezpieczniej. Niestety, interwencja ta może wciągnąć Donalda Trumpa w kilka kwestii niekorzystnych dla Warszawy.

Czy Polska może się radować z potencjału sił specjalnych USA? Zdecydowanie tak. Czy powinna odczuwać zadowolenie z tego, w jaki sposób i gdzie zostały one użyte? Już niekoniecznie.
Zobacz też: Zarzuty wobec Maduro już w poniedziałek. O co go oskarżą?

Gdy chodzi o interesy USA w obu Amerykach, Donaldowi Trumpowi nie można odmówić stanowczości. Podobnie było w przypadku poparcia Javiera Mileia przez amerykański resort finansów, a o tym, że w tej części świata będzie grał ostro, sygnalizował od samego początku swojej kadencji — zarówno manifestując zainteresowanie kontrolą Grenlandii, jak i wdając się w spór handlowy z rządami Kanady i Meksyku. Wenezuela to najbardziej widowiskowy, bezpośredni przypadek, ale jednocześnie druga strona tej samej monety. Potwierdzająca moc amerykańskich sił specjalnych.
Można debatować o różnorodnych problemach i słabościach mocarstwa, ale wyłącznie Waszyngton jest w stanie przeprowadzać tego typu operacje. W liczbie mnogiej, bowiem w zeszłym roku, równie imponującą akcją okazało się zrzucenie bomb na irańskie obiekty nuklearne przez bombowce B-2 po wielogodzinnym locie nad Atlantykiem i Morzem Śródziemnym.
Dalsza część artykułu pod wideo:
Hubert Stojanowski o napięciach między Chinami a USA. "Eskalacja ma charakter systemowy"
W takich chwilach prawo międzynarodowe traci na znaczeniu nawet dla amerykańskiego „obrońcy demokracji”. To stwierdzenie równie przykre i rozczarowujące, co oczywiste. Aczkolwiek można dopatrywać się także aspektów, które dla Warszawy mogą być korzystne.

Scenariusz pozytywny
Teoretycznie taka demonstracja powinna zniechęcać przeciwników i umacniać pozycję sojuszników Waszyngtonu. Amerykański pokaz potęgi militarnej to coś, czego konkurenci nie mogą zlekceważyć. Mimo ponownych narzekań na amerykański imperializm, śmiałość nocnej akcji w Caracas musi robić wrażenie. To demonstracja możliwości operacyjnych USA.
O tym, jak trudno przeprowadzić takie operacje, wie Władimir Putin — jego próby błyskawicznej interwencji w Ukrainie w 2022 r. zakończyły się spektakularną porażką i przekształciły się w przewlekły konflikt.
Działanie Trumpa może mieć również inny pozytywny aspekt dla Polski w przyszłości. Uzdrowienie pogrążonej obecnie w kryzysie Wenezueli mogłoby wpłynąć na zniesienie sankcji, a tym samym zredukować ceny na rynkach ropy naftowej. A to również w dłuższej perspektywie byłoby sprzeczne z interesami Rosji Władimira Putina. Moskwa już w ubiegłym roku dotkliwie odczuła spadki cen na światowych rynkach. Zbyt wcześnie jednak na przesadny optymizm, gdyż w tle rysują się znacznie mniej optymistyczne scenariusze.

„Ostry izolacjonizm” USA. Co oznacza w praktyce?
Poczynania Trumpa z ostatniego weekendu to izolacjonizm określany niegdyś jako doktryna Jamesa Monroe’a w pełnej krasie — gdy USA w XIX w. zrezygnowały z ingerowania w sprawy świata, kontrolowanie wydarzeń w obu Amerykach staje się fundamentalną kwestią ich bezpieczeństwa. A współcześnie, w dobie globalnych napięć, widać, że Waszyngton nie zamierza już uciekać się do półśrodków.
Interwencja w Wenezueli jest również praktycznym potwierdzeniem przedstawionej niedawno amerykańskiej strategii — Ameryka Południowa jest zasadniczym zapleczem do rywalizacji o hegemonię na Pacyfiku. Pokaz siły i dominacji w regionie dowodzi, że Ameryka ten naszkicowany podział wpływów na świecie traktuje nad wyraz poważnie.
Przeprowadzenie samej operacji to jednak dopiero początek — decydujące będą kolejne miesiące ustanawiania nowych władz w Wenezueli. Ameryka ma już za sobą pokaz nawet bardziej spektakularnej operacji militarnej w Iraku i zajęcie Bagdadu. Nie udało się jednak stworzyć wtedy modelowej, stabilnej bliskowschodniej demokracji, a uwikłanie USA w długotrwały i kosztowny konflikt do dziś jest interwencją obnażającą słabość amerykańskiej soft power i zakończyła się swoistą traumą amerykańskiego społeczeństwa.
Rosja i Chiny w Wenezueli
Ameryka Południowa jest obecnie areną intensywnej rywalizacji mocarstw. Zmierzający zaledwie tydzień temu do Wenezueli chiński tankowiec był symbolicznym potwierdzeniem ambicji Pekinu tuż obok USA. China Concord Resources Corp. rozpoczęła eksploatację dwóch wenezuelskich złóż ropy naftowej i planuje zainwestować ponad 1 mld dol. w projekt, którego celem jest produkcja 60 tys. baryłek ropy dziennie do końca 2026 r. — informował w sierpniu Reuters, opierając się na własnych źródłach.
A dowodem na strategiczne znaczenie kontynentu jest także dążenie Komisji Europejskiej do zawarcia kompleksowej umowy handlowej z państwami Mercosur, w której istotną rolę odgrywa m.in. kwestia eksportu strategicznych metali.
Deal Trumpa z Putinem? Wariant negatywny. Również dla Polski
Przejdźmy zatem do wariantów negatywnych. Tonąca w chaosie Wenezuela będzie czynnikiem mogącym pośrednio destabilizować pozostałe obszary świata. Zniszczenie tamtejszych instalacji naftowych będzie dodatkowym obciążeniem dla globalnego rynku ropy i może sprzyjać poszukiwaniom przez inwestorów bezpiecznych aktywów i redukowaniu skłonności do ryzyka, co może jeszcze bardziej podbijać ceny surowców.
Ponadto, nie można wykluczyć, że interwencja USA w Wenezueli może być częścią szerszej (pośredniej) rozgrywki z Władimirem Putinem. Moskwa, wspierająca reżim Maduro, chociażby poprzez wspólne projekty naftowe, będzie musiała teraz zaakceptować gorzką prawdę o utracie dotychczasowych wpływów — przynajmniej chwilowo. W zamian za co? W pesymistycznym scenariuszu, postrzegający politykę przez pryzmat „dealów” Trump może stać się jeszcze mniej stanowczy wobec rosyjskich planów na Ukrainie.
Zobacz też: USA przejmują kontrolę nad Wenezuelą. Czy największe złoża globu uratują portfele kierowców?
Postrzeganie poszczególnych obszarów przez pryzmat stref wpływów, które lokalny hegemon może kształtować całkowicie według własnego uznania, to postulat od lat wysuwany przez Rosję Władimira Putina. Rytualne narzekania Rosji na amerykańską interwencję nie zmieniają faktu, że Moskwa w rzeczywistości jest pionierem myślenia o świecie przez pryzmat w pełni podporządkowanych stref wpływów kontrolowanych przy użyciu siły.
Dostosowanie się USA do tej antydemokratycznej wizji świata byłoby dla Warszawy złą wiadomością — ponieważ, nawet jeżeli tym razem znaleźliśmy się po „właściwszej stronie” podzielonego świata, to jesteśmy niejako skazani na funkcjonowanie tuż obok wrogiego mocarstwa, które będzie mogło poszerzać swoje wpływy.
Ważna lekcja dla liderów z całego świata
Wbrew pozorom interwencja Amerykanów nie pokazuje, jak kończą dyktatorzy. Ukazuje jednak, jak kończą dyktatorzy państw słabych, bez solidnych, mocnych sojuszy. I to lekcja, obok której nie można przejść obojętnie. Niezależnie od ostatecznego obrotu spraw w Wenezueli.
Grzegorz Kowalczyk, dziennikarz Business Insider Polska
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Źródło
