Mamy za sobą jedną z kluczowych premier technologicznych tego roku. Wydarzenie, od którego uzależniona jest przyszłość Intela, a co za tym idzie również przyszłość całego środowiska laptopów z systemem Windows, na który firma ta wciąż ma znaczący wpływ. Chodzi o procesory Intel Core Ultra Serii 3 i z pierwszych testów niezależnych notebooków wyposażonych w te układy scalone wynika, że Intel spełnił obietnice i wreszcie stworzył znakomity, w pewnych aspektach wręcz innowacyjny produkt.

- Intel przedstawił nowe procesory Core Ultra Serii 3, od których zależy przyszłe „istnienie” firmy
- Nowe systemy charakteryzują się wysoką efektywnością energetyczną i wydajnością, przybliżając laptopy z Windowsem do możliwości prezentowanych przez MacBooki
- Bardzo obiecujące wyniki testów niezależnych dobrze świadczą o nowym procesie produkcyjnym Intela, od którego zależy przyszłość fabryk firmy
- „Intel powraca”, lecz okoliczności rynkowe nie sprzyjają pobijaniu rekordów sprzedaży
- Więcej informacji dotyczących biznesu znajdziesz na stronie Businessinsider.com.pl
Dalsza część artykułu pod materiałem wideo
Nadchodzi reforma KSeF, mamy się czego bać? | Onet Rano Finansowo
Dlaczego układy Intel Core Ultra Series 3 są takie ważne?
Zacznijmy od objaśnienia tego, dlaczego wprowadzenie nowych układów Intel Core Ultra jest tak istotne. Dla Intela powodzenie lub niepowodzenie tych procesorów w dużym stopniu zadecyduje o „być albo nie być” całej korporacji. Intel doświadcza powszechnie opisywanych problemów i żeby się z nich wydostać, potrzebuje produktu, który z jednej strony pozwoli mu umocnić pozycję w segmencie procesorów (mocno osłabioną serią mało konkurencyjnych chipów), a z drugiej będzie w korzystnym świetle ukazywać potencjał jego fabryk półprzewodników, które co kwartał generują gigantyczne straty i pilnie wymagają zamówień od zewnętrznych odbiorców. Tym produktem, który albo pogrąży Intela, albo pchnie go do przodu i umożliwi dopłynięcie na spokojniejsze wody, są właśnie nowe systemy Core Ultra serii 300, nazywane także pod nazwą kodową Panther Lake.
W tym tygodniu pojawiły się pierwsze niezależne analizy laptopów wyposażonych w te chipy i, w dużym uproszczeniu, prezentuje się to bardzo obiecująco. Choć naturalnie nie obyło się bez komplikacji. W dalszej części tekstu wymieniamy najważniejsze aspekty, które należy o nich wiedzieć.

Laptopy z Windowsem w końcu jak MacBooki
Z pierwszych testów wynika, że nowe układy scalone Intela są bardzo oszczędne energetycznie. Oznacza to, że nowe tegoroczne laptopy z procesorami Core Ultra Serii 3 nie tylko zwykle będą długo funkcjonować na baterii, w niektórych sytuacjach i zastosowaniach nawet dłużej niż MacBooki, które pod tym względem były dotychczas niedoścignionym ideałem, ale też w dużym stopniu zmniejszają jeden z zasadniczych kłopotów laptopów z systemem Windows: znaczący spadek efektywności po odłączeniu od ładowarki. Oczywiście finalny czas pracy na baterii i profil wydajności będzie uzależniony od konkretnej konfiguracji notebooka i najnowsze układy Apple wciąż zdają się mieć przewagę wynikającą z dokładnej kooperacji sprzętu i oprogramowania, którą może osiągnąć tylko wytwórca MacBooków. Jednak posiadacze laptopów z Windowsem nareszcie mają sprzęt, który przynajmniej rywalizuje w tej samej kategorii pod względem energooszczędności, co komputery Apple.
Dobrze to też rokuje procesowi technologicznemu Intela, używanemu do produkcji nowych procesorów Core Ultra 300. Z komunikatów kierownictwa Intela wiemy, że nie jest on jeszcze całkowicie przygotowany do tego, aby na dużą skalę korzystali z niego klienci zewnętrzni, ale dostrzegalny jest solidny fundament do zbudowania czegoś wartościowego w przyszłości.
Duży wzrost wydajności, zwłaszcza w zastosowaniach multimedialnych
Nowe procesory Intela w wielu zastosowaniach oferują również znaczący progres wydajnościowy. Najbardziej zauważalny będzie on w przypadku najcieńszych i najlżejszych laptopów, szczególnie w zastosowaniach multimedialnych. W porównaniu z wcześniejszą generacją układów Intela dedykowanych najbardziej mobilnym notebookom, czyli z procesorami Core Ultra 200 z literą V na końcu, mówimy tu nawet o niemal dwukrotnym zwiększeniu wydajności procesora przy zachowaniu porównywalnego lub lepszego czasu pracy na baterii. W porównaniu z mocniejszymi procesorami z literą H, które z założenia mają trafiać do mobilnych stacji roboczych i laptopów gamingowych, progres wydajności jest zdecydowanie mniejszy (rzędu kilkunastu procent) – przynajmniej dopóki laptop jest podpięty do ładowarki. Po odłączeniu od zasilania przewaga staje się dużo większa.

Największą zmianę odczują osoby zajmujące się obróbką multimediów w terenie. Dzięki wspomnianym wzrostom efektywności, mocy obliczeniowej procesora i znacznie większemu układowi graficznemu, laptopy z najmocniejszą wersją chipów Core Ultra X serii 300 dorównują pod względem efektywności w czasie obróbki wideo (w aplikacjach Adobe Premiere i DaVinci Resolve) MacBookom Pro z procesorami Apple M5. Sprzęt Apple nadal ma znaczną przewagę w czasie edycji fotografii (Photoshop, Lightroom), ale przestał być jedynym właściwym wyborem dla osób zajmujących się wideo (przy czym mówimy tu o bazowych układach Apple M, a nie tych potężniejszych z dopiskiem Pro, Max lub Ultra).
Presja na Nvidię i AMD
Nowe procesory Intela posiadają kilka odmian, a spośród nich szczególnie wyróżniają się te ze wspomnianą w poprzednim akapicie literą X w nazwie, która oznacza znacznie większy, 12-rdzeniowy układ graficzny. Relacjonowaliśmy już, że ma on ogromny wpływ na efektywność w zastosowaniach multimedialnych, takich jak montaż wideo, ale może on doprowadzić do przemeblowań na rynku laptopów i handheldów gamingowych. Z testów wynika, że układ ten jest na tyle wydajny, że przy odpowiedniej cenie wyposażonych w niego urządzeń może wyrwać z rąk AMD zdominowany przez tę firmę segment handheldów i naruszyć kontrolę Nvidii nad rynkiem laptopów gamingowych, ponieważ Intel swoimi nowościami wchodzi na teren do tej pory zarezerwowany dla bardzo popularnych podstawowych układów GeForce RTX.
Intel just put AMD on Notice.
Największe haczyki: cena i dostępność
Oczekiwania związane z nowymi układami Intela można podsumować stwierdzeniem „Intel powraca”. Od strony technicznej zapowiadają się one fantastycznie i w niektórych zastosowaniach (szczególnie w czasie pracy z multimediami i grania na zasilaniu bateryjnym) oferują ogromny progres wydajnościowy, którego potrzebował zarówno Intel, jak i laptopy z Windowsem.
Ich ostateczny sukces jest jednak mocno zależny od tego, ile będą kosztować laptopy zasilane nowościami Intela. Na razie widzieliśmy tylko możliwości ich najmocniejszej 16-rdzeniowej wersji, która z pewnością będzie bardzo droga i przez to raczej nie należy jej oczekiwać w odpowiednikach cenowych bazowych MacBooków Air, a w odpowiednikach cenowych MacBooków Pro. Nie spodziewamy się też plagi tanich laptopów gamingowych za około 4000-5000 zł z chipami w wersji X (czyli z 12-rdzeniowym GPU), więc budżetowe notebooki gamingowe powinny pozostać w gestii Nvidii – choć oczywiście możemy być pozytywnie zaskoczeni.

Możliwym problemem stojącym na drodze Intela jest też globalny kłopot z dostępnością i cenami pamięci operacyjnej i na dane. Wszyscy analitycy prognozują trudne miesiące dla rynku komputerów osobistych i to, że wiele przedsiębiorstw skupi się na produktach klasy premium, które są bardziej odporne na wahania cen poszczególnych podzespołów i nie są produkowane w dużych ilościach.
Uwarunkowania rynkowe nie są więc sprzyjające, jednak nie zmienia to faktu, że Intel swoimi nowymi układami zyskał czas na to, aby dalej rozwiązywać swoje trudności i pokazał, że w jego fabrykach można produkować udane chipy. Na razie to powinno wystarczyć.
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
