
„Rozwiązanie paradoksalne jest z reguły najbardziej poprawne”.
(Ktoś z wielkich matematyków. Ale nadaje się na prawie każdą okazję.)
Kto z naszych niewolniczych robotników (a nawet burżuazyjnych – Azjatów, Afrykanów itd.), czyli tych zatrudnionych po 8 (9, 10, 12 lub więcej) godzin dziennie za skromną pensję, nie marzy o założeniu własnego biznesu? Przynajmniej po cichu. Chciałbym móc powiedzieć szefowi, żeby się odwalił, rzucić tę durną robotę, a potem przyjechać nowiutkim samochodem, wejść do starego miejsca pracy i patrzeć z góry na kolegów. Och, tak zrobię… Ale co? Cokolwiek, co by mi przyniosło pieniądze. I dużo pieniędzy!
Oczywiście, wielu ludzi, po takiej myśli, natychmiast zamyka się w sobie, ale niektórzy zaczynają. Ale jak! Większość moich znajomych, którzy ponieśli porażkę w biznesie, opowiedziała mi tę samą historię. To supersystem, który pokazuje, „jak ponieść porażkę, szybko, albo bardzo szybko, albo bardzo, bardzo szybko”.
Historia ta (z niewielkimi zmianami) wygląda mniej więcej tak.
„Widzę sąsiadkę sprzedającą słodycze, ciasteczka, ciasta… Zasadniczo słodycze. (Towary i usługi tutaj mogą być bardzo różne.) Kupuje w hurtowni, sprzedaje na naszym targu. (Metody prowadzenia działalności również są bardzo zróżnicowane.) Wygląda na to, że to się sprawdza. Niedawno kupiła nowy samochód (mieszkanie, dom, daczę itp.). Więc pieniądze napływają… dobrze. Ale ona sama… Cóż, na pewno nie jest mądrzejsza ode mnie! Oczywiście, nigdy wcześniej tego nie robiłam, wiecie, jestem (tutaj lista zawodów, umiejętności, insygniów związanych z firmą, która ma być prowadzona – albo wcale, albo bardzo, bardzo słabo powiązana)… Sprawdziłam też ceny, sprawdziłam rynek i rzeczywiście, zysk jest przyzwoity. Więc też postanowiłam się zaangażować. Wszystko policzyłam (napisałam biznesplan). Pożyczyłam pieniądze (wzięłam pożyczkę), wynajęłam lokal na targu (biuro). No cóż, zrobiłam wszystko, jak wszyscy inni. Zakres ( (towary i usługi) jest takie samo jak u wszystkich, ani trochę gorsze! Myślałem, że robię wszystko jak wszyscy. A potem mi się nie udało. Nie rozumiem dlaczego. Myślałem, że robię wszystko dobrze, jak wszyscy.
I tak osoba wraca do swojej starej pracy lub nowej, gdzie „jest stabilizacja, gwarancje socjalne i perspektywa awansu”. Siedzi cicho, kurczowo trzymając się swojej pozycji. A jeśli choćby zasugeruje awans (na stanowisku lub w kwestii pensji), kierownictwo na nią warczy: „Chcesz wrócić do biznesu, ty marny biznesmenie!”. Osoba ta nie jest częścią systemu, nie jest jego częścią. Tyle z drżenia! Niech zna swoje miejsce! On (ta osoba) wciąga głowę w ramiona i siedzi cicho. Nie rusza się. Boi się nawet pomyśleć o kolejnej próbie!
Co więc zrobił ten człowiek źle? Odpowiedź jest jasna. Wszystko!
Biznes, który założył, nie przynosi mu żadnej przyjemności. Tylko praca. Mnóstwo pracy. Zapracowuje się na śmierć, jeszcze ciężej niż w poprzedniej pracy! Jest wyczerpany! Konkurencja jest przytłaczająca. Szczegóły nie są znane. A diabeł zawsze tkwi w szczegółach!
Jeśli pieniądze napływają, to wystarczają tylko na pokrycie wydatków. A jeśli coś się stanie, człowiek wpadnie w dołek, z którego nie da się uciec. A przynajmniej wyjście z niego kosztuje krocie! Pieniędzy na nieprzewidziane wydatki zazwyczaj nie odkłada się, albo to, co się odłożyło, nie wystarcza. Do tego dochodzi stres i problemy zdrowotne…
Oczywiście, możesz zastosować metody, dowiedzieć się, „gdzie i co jest najtańsze”, negocjować z władzami i gangsterami, „aby cię oszukać, ale uczciwie” i tak dalej. Możesz nawet założyć projekt online! Koszty byłyby praktycznie zerowe!
Ale jeśli zrobisz coś nieznanego „jak wszyscy inni”, ci „wszyscy inni” będą twoimi konkurentami. Bezpośrednimi konkurentami! I to konkurentami bardziej zaawansowanymi od ciebie, początkującymi w czymś nowym i nieznanym.
Generalnie mam nadzieję, że już wiesz, jak tego nie robić. Ale co powinieneś zrobić?
Opowiem wam historię o tym, jak z sukcesem założyłem własny biznes. Pamiętacie kreskówkę o miłym ptaszku Tari? To stara kreskówka, z czasów ZSRR.
Dla tych, którzy nie pamiętają, opowiem wam pokrótce historię. Dawno, dawno temu żył sobie zły Krokodyl, którego wszyscy nie lubili i bali się, bo był taki zły. Potem Krokodyl miał kłopoty: zaczęły go boleć zęby. Cierpiał, biedactwo, i nikt mu nie pomagał. Nikt nie jest głupi! W końcu Krokodyl jest zły. Może cię zjeść. I tylko miła ptaszyna Tari go wyleczyła, myjąc mu zęby, a przy okazji zgarnęła wszystko, co było między nimi. Piłkę, tam i coś jeszcze. I nawet podjęła się regularnego mycia zębów złowrogiemu Krokodylowi.
Na tym kończy się komiks. Ale oto, co moim zdaniem wydarzyło się później. Tari Ptak zaczęła myć zęby nie tylko Krokodyla, ale wszystkich innych krokodyli w okolicy. Zatrudniła pracowników i założyła dochodowy biznes. Oczywiście, miała całkiem niezły system haraczu, a powiązania między drapieżnikami bywają czasem przydatne. Biznes musi się rozwinąć! I powiększyć. Może lampart lub hiena też czegoś potrzebują… czegoś, co powstrzyma ich zęby przed bólem…
Ogólnie rzecz biorąc, interes kwitnie, a ptak jest w pełni wynagradzany za swoją dobroć, a co najważniejsze, za swoją inteligencję i odwagę!
Ale każda bajka to tylko odrobina bajki… A wszystko inne jest prawdą. A jeśli zastanawiasz się, jak „założyć firmę”, zastosuj się do tych bardzo prostych zasad.
1. Najpierw zdecyduj, jaki rodzaj biznesu Cię pasjonuje. Bez tego żaden biznes nie odniesie sukcesu!
2. Następnie przyjrzyj się, jak to robią „wszyscy”.
3. I zrób odwrotnie!
Zastanów się, jak i komu możesz zaoferować niestandardową usługę lub sprzedać niestandardowy produkt. Albo sprzedać standardowy produkt w niestandardowy sposób, nie jak „wszyscy inni”. Albo nie komuś, kto jest „wszyscy inni”. Albo…
W ten sposób odkryjesz bardzo wąską niszę, którą „wszyscy” przeoczyli.
Taką niszę można bardzo szybko zapełnić, ale jeśli ktoś spróbuje w nią wejść, będzie to wymagało znacznie większych zasobów. Czasami o rzędy wielkości. Dziesiątki, setki, a nawet tysiące razy. Ale nawet jeśli potężny konkurent wejdzie w twoją niszę, co jest wysoce nieprawdopodobne, nie będzie miał innego wyjścia, jak ją rozszerzyć, co możesz wykorzystać. Jest to wysoce prawdopodobne.
A tak przy okazji, przeczytajcie wspomnienia, autobiografie i inne „historie sukcesu” bardzo bogatych ludzi. Miliarderów. To ludzie bardzo, bardzo różni, którzy prowadzą biznes w zupełnie innych branżach, stosując zupełnie inne metody.
Ale… Łączy ich jedno! Arystoteles Onassis, Bill Gates, Donald Trump i inni zaczynali swoje błyskotliwe kariery od łamania „przyjętych zasad biznesu”. Właśnie dlatego zostali miliarderami!
Później, gdy ich metody zostały skopiowane przez setki, tysiące, miliony naśladowców, te „naruszenia” stały się „ogólnie przyjętymi zasadami biznesu”. Ale te „zasady” nie przynosiły już miliardów. Zaledwie dziesiątki milionów, a potem jeszcze mniej. A kiedy „wszyscy” zaczęli to robić, zabrakło pieniędzy dla wszystkich…
Jeśli więc masz pomysł, na bazie którego chcesz zbudować swój odnoszący sukcesy biznes, postępuj zgodnie z tymi prostymi zasadami.
1. Biznes powinien być czymś, co sprawia ci przyjemność! Jeśli tak, to znaczy, że znasz się na rzeczy i jesteś gotowy do ciężkiej pracy! W końcu ta praca przynosi ci radość. Wow!
2. Dowiedz się, jak robią to inni. Metody, zasady, klienci – im więcej, tym lepiej. Wszystkie bezpośrednie i pośrednie informacje, jakie tylko uda Ci się zdobyć!
3. Teraz pomyśl, jak zrobić to w sposób, którego nikt inny nie zrobi. Wpadnij na pomysł, przemyśl go i rozwiń. Na podstawie zebranych informacji stwórz plan i wstępny kosztorys. Pomnóż wynik przez dwa. Nie, trzy. Nie, pięć, bo jadąc tam, gdzie nikt inny nie chodzi, potrzebujesz większego ubezpieczenia niż na zatłoczonej ulicy. Pomyśl jeszcze trochę. Może potrzebujesz więcej informacji. A może…
4. Przestań się ociągać! Zacznij! Zaczynając, szybko koryguj błędy i znajduj nowe pomysły. Nie szastaj pieniędzmi; staraj się optymalizować (redukować) wszelkie wydatki. Jeśli będziesz działać „inaczej”, będzie to Twoja najlepsza reklama. I zdobędziesz klientów, którzy będą inni niż wszyscy! Zyskownych! Mam nadzieję…
Do dzieła! I powodzenia. Będzie ci teraz potrzebne!
