[START]
Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego zainicjowało prace legislacyjne nad Ustawą o ochronie rynku książki. Kluczowe proponowane zmiany obejmują wprowadzenie stałej ceny książki przez okres 12 miesięcy od daty jej wprowadzenia do obrotu. Resort deklaruje cel ochrony małych podmiotów gospodarczych, jednakże przedstawiciele branży sygnalizują, że potencjalne skutki mogą być sprzeczne z zamierzonymi.

Prace nad Ustawą o ochronie rynku książki prowadzone w Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego opierają się, według resortu, na analizach zawartych m.in. w publikacji „Jeszcze książka nie zginęła? Raport o stanie polskiego rynku książki”, opracowanej w lutym 2025 roku przez Polskie Sieci Ekonomii na zlecenie Instytutu Książki.
Pozostała część artykułu pod materiałem wideo:
Jak inwestować w obligacje skarbowe? | Onet Rano Finansowo
Kryzys strukturalny
Autorzy raportu identyfikują strukturalny kryzys na rynku książki, charakteryzujący się zaburzeniem równowagi w łańcuchu wartości. Wskazują, że cztery największe podmioty dystrybucyjne kontrolują około 80 proc. rynku hurtowego, co, ich zdaniem, prowadzi do systematycznego wypierania mniejszych graczy.
Dane przytoczone w raporcie pokazują, że w latach 2010-2020 zamknięto w Polsce blisko co trzecią księgarnię, co szczególnie dotknęło mniejsze ośrodki. „Osoby tworzące literaturę funkcjonują w warunkach skrajnie prekarnych — mediana ich przychodów z pracy artystycznej wynosi zaledwie 2500 zł brutto miesięcznie” — alarmują autorzy raportu, wskazując na trudną sytuację twórców.
Podkreślają, że mniejsze podmioty tracą zdolność do konkurencji w wyniku praktyk takich jak nieterminowe płatności, wymuszanie dodatkowych opłat oraz brak bezpłatnego dostępu do danych sprzedażowych ich produktów. Ponadto, duże podmioty narzucają wysokie rabaty, co zmusza wydawnictwa do sztucznego zawyżania cen okładkowych.
Przykładem ilustrującym problem jest książka, której koszt produkcji wynosi 18 zł. Po przejściu przez proces wydawniczy i dystrybucyjny, trafia do księgarni z ceną 57,50 zł, natychmiast objęta promocją za 40,25 zł. Marża księgarni wynosi 4,60 zł, dystrybutora 6,90 zł, wydawnictwa 7,87 zł, a autora jedynie 2,87 zł.
Raport zwraca uwagę na fakt, że polski rynek książki, w przeciwieństwie do innych sektorów kultury czy rynków strategicznych, jest niemal całkowicie nieuregulowany. W związku z tym zaproponowano konkretne rozwiązania: po pierwsze, ustawę o ochronie rynku książki, która wprowadzałaby jednolitą cenę książki, obowiązek przekazywania danych rynkowych, utworzenie funduszu stabilizacyjnego oraz proces certyfikacji kameralnych księgarń jako instytucji kultury.
Oprócz ustawy, zaproponowano również utworzenie kodeksu dobrych praktyk rynku książki, zaangażowanie Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów w analizę sytuacji na rynku oraz powołanie przez uczestników rynku Spółdzielni Księgarskiej.
Czytaj też: ZUS odmawia wyliczenia kapitału. Często z powodu braku tego dokumentu
Jednakowa cena przez rok
Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego uwzględniło te propozycje. Projekt ustawy zakłada wprowadzenie jednolitej ceny książki przez okres jednego roku od jej premiery rynkowej. „Nowe przepisy sprawią, że książki przestaną być jedynym towarem, który już od pierwszego dnia sprzedaży może być oferowany w obniżonej cenie. Rozwiązanie to ma na celu wyrównanie szans na rynku, by małe księgarnie i niezależni dystrybutorzy nie byli wypierani przez duże sieci handlowe” — wyjaśnia resort.
W ustawie zawarto również zapis o maksymalnym rabacie przy sprzedaży hurtowej, ustalonym na poziomie 45 proc. „Zakazane będzie także pobieranie dodatkowych opłat związanych z dystrybucją książek. Dzięki temu dystrybutorzy nie będą mogli przerzucać kosztów wynikających z obowiązywania jednolitej ceny na wydawców ani twórców, co zapewni bardziej sprawiedliwe zasady współpracy w branży” — zapewnia ministerstwo.
Dodatkowo, wydawca lub importer, dystrybutor oraz sprzedawca końcowy będą zobowiązani do kwartalnego raportowania danych sprzedażowych do Głównego Urzędu Statystycznego. GUS ma corocznie publikować statystyki dotyczące rynku książki, zapewniając twórcom i wydawcom dostęp do wiarygodnych danych o wynikach sprzedaży ich publikacji.
Poruszenie na rynku
Branża została zaskoczona pracami nad ustawą, dowiadując się o nich z komunikacji resortu. „Dochodzą do nas sygnały o założeniach ustawy, które wprowadzą rewolucję na rynku książki. Działamy na nim od 20 lat. Rozumiem motywację ministerstwa, ale dobór osób, które pracowały nad tym projektem, jest w mojej opinii bardzo niereprezentatywny. Głos rynku nie został w ogóle uwzględniony” — komentuje Adam Zegiel, prezes firmy Ateneum, jednego z największych dystrybutorów książek, zabawek i artykułów papierniczych w Polsce.
Główne zastrzeżenia wydawców i dystrybutorów budzi jednolita cena książki. „Pomysł na ustawę zrodził się, by ratować małe księgarnie oraz naprawić rynek. Ale skutek może być odwrotny. Najbardziej na zmianach mogą ucierpieć czytelnicy. Stała cena książki spowoduje, że czytelnik będzie musiał przez rok płacić za książkę więcej. To może spowodować, że ograniczy zakupy. Wydawcy zaczną unikać publikacji książek ambitniejszych i debiutów. Potencjał rynku wydawniczego zostanie ograniczony, a cały jeszcze bardziej się skurczy” — ostrzega Adam Zegiel.
Maciej Czechowicz, prezes zarządu grupy wydawniczej Publicat, również zwraca uwagę na potencjalne zagrożenia. „Obecnie głównym kanałem sprzedaży są kanały e-commerce, gdzie dzięki niższym marżom ceny, w tym ceny nowości książkowych są znacząco niższe, nawet o ponad 30 proc. w stosunku do kanałów tradycyjnych. Ta forma sprzedaży odpowiada dziś za 40-50 proc. sprzedaży w tzw. ofercie kolorowej: książka dziecięca, poradnikowa itp., i nawet 60 proc. w ofercie książki z kategorii beletrystyka, nonfiction. Ujednolicenie cen na nowości książkowe spowoduje skokowy wzrost cen w kanałach e-commerce. Jednocześnie ze względu na przyzwyczajenia konsumenckie nie spowoduje to powrotu popytu do tradycyjnych kanałów sprzedaży i nie uratuje małych księgarń, jak twierdzi ministerstwo” — zauważa Czechowicz.
Podkreśla, że wzrost cen przełoży się na zmniejszenie popytu i dalszy spadek czytelnictwa oraz na zmniejszenie oferty wydawniczej. „Powyższe zjawiska przełożą się na mniejszą skłonność do ryzyka ze strony wydawców, co spowoduje zmniejszenie ilości wydawanych tytułów, ograniczenie się do oferty bezpiecznej handlowo kosztem ryzykownych debiutów literackich czy mniej poczytnej, bardziej wymagającej, wysokiej literatury” — dodaje Czechowicz.
Zwraca uwagę, że wprowadzenie ustawy z jednolitą ceną książki na obecnym etapie rozwoju rynku w Polsce jest działaniem spóźnionym. W większości krajów, gdzie takie ustawodawstwo obowiązuje, było ono wprowadzane całe dekady temu, w czasach, gdy nie było Internetu lub na bardzo wczesnym etapie jego rozwoju. Gdyby takie przepisy wprowadzono w Polsce 20 lat temu lub wcześniej, rynek w procesie ewolucyjnego rozwoju uwzględniłby je i się przystosował. Wprowadzenie go obecnie będzie zmianą rewolucyjną, która wyłącznie zaburzy kruchą równowagę rynku, a i tak nie zrealizuje podstawowego celu, czyli ochrony małych księgarń indywidualnych — podsumowuje Czechowicz.
Na granicy opłacalności
Według ustaleń wydawców i dystrybutorów, Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego zwróciło się do Ministerstwa Finansów z wnioskiem o obniżenie stawki VAT na książki z 5 proc. do 0 proc., co spotkało się z negatywną opinią. Proponowano również wprowadzenie tzw. opłaty dystrybucyjnej w wysokości 1,5 proc. od wydawców i dystrybutorów, z której miałyby być finansowane działania Instytutu Książki. „Problem w tym, że nasz dochód netto, jako dystrybutora, wynosi 1,5-2 proc. netto. Tego typu opłata spowodowałaby, że moja działalność stałaby się praktycznie zupełnie niedochodowa” — podkreśla Adam Zegiel.
Zdaniem wydawców i dystrybutorów, resort nie w pełni rozumie specyfikę rynku książki i problemy całej branży. „Jeżeli chodzi o kwestie wsparcia małych księgarń, to popieram te idee w 100 proc. Obrany kierunek nie wydaje się jednak dobry. Małe księgarnie to moi klienci, korzystają z naszych zasobów i z niektórymi współpracujemy od 20 lat, od początku istnienia firmy. Staramy się ich edukować, pomagać w tym biznesie. To, co mógłby zrobić ministerstwo, to wspierać ich poprzez na przykład poprzez redukcję czynszów” — proponuje Adam Zegiel.
Uważa, że obecne propozycje mogą doprowadzić do kurczenia się rynku, ponieważ mniej osób będzie stać na zakupy książek, co w konsekwencji zmniejszy różnorodność oferty. „Wygrywać będzie ten, kto będzie miał bogatszą ofertę oraz większą sieć sprzedaży. A małe księgarnie nie mogą sobie pozwolić, by mieć na półce ponad 100 tysięcy tytułów. Nie możemy nie brać też pod uwagę zachowań konsumentów. Część osób wybiera zakupy przez internet — nie da się z tym walczyć” — konkluduje Zegiel.
Maciej Makowski, prezes Prószyński Media, również zauważa, że projekt nie jest wynikiem szerokich konsultacji z wydawcami, autorami i dystrybutorami, a tym bardziej porozumienia między tymi środowiskami. „Moim zdaniem w tej chwili taka regulacja nie ma uzasadnienia. Podobnie jak większość wydawców, dostrzegam bolączki rynku książki: wysokie ceny okładkowe, upadek księgarń, zbliżone do dumpingowych ceny w księgarniach internetowych. Jednak wprowadzenie ustawy w brzmieniu zbliżonym do zasygnalizowanym przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego nie rozwiąże tych problemów. Wręcz przeciwnie może doprowadzić do destabilizacji rynku” — stwierdza.
Obawia się, że główny beneficjent rynku książki, czyli czytelnik, straci na wprowadzeniu ustawy. „To on, bez promocyjnych okazji w księgarniach, zapłaci więcej za książkę. Kupi mniej i drożej. Spadnie sprzedaż książek, a wraz z nią spadnie czytelnictwo. Rynek się skurczy. Spadek sprzedaży dotknie autorów i tłumaczy. Odczują go również niezależne księgarnie. Na ustawie mogą skorzystać tylko największe sieci detaliczne, które dyktują wydawcom warunki handlowe” — twierdzi Maciej Makowski.
Wyjaśnia, że obecnie od 50 do 55 proc. ceny detalicznej książki pozostaje u dystrybutora. Część tej marży dystrybutorzy przekazują czytelnikom w postaci rabatów promocyjnych, szczególnie w księgarniach internetowych, co umożliwia zakup książki taniej. „Wprowadzenie ustawy, mimo zawartym w niej ograniczeniu rabatu do 45 proc. nie zmieni tej sytuacji. Trzeba pamiętać, że z tych 50-55 proc. tylko część to rabat podstawowy, a to on ma podlegać ograniczeniu. Reszta to dodatkowe opłaty marketingowe, logistyczne itd. Jeżeli dystrybutor nie będzie już udzielał czytelnikowi tych rabatów, to nadwyżka zostanie u niego, a czytelnik kupi mniej książek za wyższą cenę” — zauważa Makowski.
„Silna wiara i przekonania”
Wątpliwości co do wpływu jednolitej ceny książki na rynek mają również małe wydawnictwa, dla których ten pomysł miałby być rozwiązaniem. „Dyskusja o jednolitej cenie książki jest gorąca, ale tak naprawdę trudno udzielić jednoznacznej odpowiedzi, czy jej wprowadzenie pomoże rynkowi książki, czy może nastąpi spadek sprzedaży. Wszystko opiera się na wierze i silnych przekonaniach” — ocenia Ewa Wieleżyńska, redaktor naczelna Wydawnictwa Filtry.
Jej zdaniem, ani stała cena, ani jej brak, nie są jednoznacznie dobre lub złe. „Praktyka wskazuje, że te dwa różne systemy są ściśle powiązane z innymi czynnikami — podatkowymi, kulturowymi, konsumenckimi, jakie oddziałują w poszczególnych krajach. Wprowadzeniu ustawy o stałej cenie książki przyświecają moralnie słuszne wartości: ustawa ta chce traktować książkę jako dobro kultury, a nie towar podlegający wojnom cenowym, chce wzmocnić pozycję księgarń stacjonarnych jako miejsc kulturotwórczych, chce, by cena nie była jedynym narzędziem walki o klienta. Nie mamy jednak żadnej pewności, że po wprowadzeniu ustawy przychody z książek tak wzrosną, że powstanie w Polsce większa ilość księgarń stacjonarnych. Nie mamy też w moim przekonaniu czytelnika wychowanego, by w stacjonarnych księgarniach robić zakupy. Polacy lubią kupować w internecie” — zauważa Wieleżyńska.
Przyznaje, że trudno przewidzieć reakcję czytelnika i jego elastyczność cenową po wprowadzeniu jednolitej ceny książki, można podejrzewać, że będzie niewielka. „A trzeba mieć przecież świadomość, że po wprowadzeniu jednolitej ceny książki te zdrożeją. Można oczywiście argumentować, że choć sprzedaż w pierwszym okresie spadnie — jak to się na przykład stało na rynku węgierskim, to obroty wydawnictw wzrosną. I że wygrają ci z literaturą jakościową. Ale to wcale nie jest pewne. Bo literatury jakościowej wcale nie jest tak mało na rynku. Być może jednolita cena książki pomoże przede wszystkim bestsellerom i literaturze rozrywkowej. Niektórzy ekonomiści zwracają uwagę, że tak naprawdę istotą jednolitej ceny książki jest zasada krzyżowego wsparcia czy krzyżowego dotowania, w którym wyższe ceny jednego produktu pokrywają koszty produkcyjne i niższe ceny innego produktu. Ale w takim ujęciu ta ustawa pomogłaby prawdopodobnie przede wszystkim dużym wydawnictwom o szerokiej ofercie” — dodaje redaktor naczelna Wydawnictwa Filtry.
Jej zdaniem, ustawy nie powinno się traktować jako „świętego Graala, który uzdrowi rynek”. „Na rozwiniętych rynkach książki, jak francuski, niemiecki czy skandynawski, czytelnictwo oraz różnorodność rynku książki są wspierane w sposób kompleksowy — chociażby przez rozbudowane budżety państwa na zakupy biblioteczne, na rozwój bibliotek jako miejsc kulturotwórczych, na dofinansowania zarówno dla wydawnictw, jak dla autorów. Jednolita cena książki załatwi niewiele, jeżeli nie będziemy prowadzić kompleksowej polityki kulturalnej wspierającej ambitne wydawnictwa i księgarnie, również przez system subwencji” — podkreśla Ewa Wieleżyńska.
Wielu przedstawicieli rynku wstrzymuje się z komentarzami do czasu publikacji projektu ustawy, aby móc odnieść się do konkretnych zapisów. Obawy dotyczące pomysłu jednolitej ceny książki wyraża również autor serwisu Świat Czytelników, zastanawiając się, czy obejmie ona e-booki. Jeśli tak, mogłoby to oznaczać zamrożenie rynku e-booków i jednocześnie rozkwit platform subskrypcyjnych, które z takich rozwiązań czerpałyby korzyści.
Ocena ze strony autorów jest niejednoznaczna. Ci, z którymi przeprowadzono rozmowy, niechętnie komentują propozycje, które nie zostały jeszcze opublikowane w formie projektu ustawy. Podkreślają jednak, że im wyższa cena książki, tym większy zarobek dla osób rozliczających się od wartości sprzedaży. Jednakże, jeśli czytelnicy ograniczą zakupy, ucierpią na tym również autorzy.
Piotr Jędrzejowski z Centrum Informacyjnego Ministerstwa Kultury zwraca uwagę, że jednolita cena książki przez 12 miesięcy od daty jej wprowadzenia do obrotu ma na celu wyrównanie szans rynkowych dla małych księgarń i niezależnych dystrybutorów. „Książka jest dziś jedynym towarem, który już od pierwszego dnia sprzedaży może być oferowany w obniżonej cenie” — wskazuje.
Zapewnia, że wszyscy zainteresowani będą mogli wziąć udział w konsultacjach. Obecnie trwają prace wewnątrzresortowe. „Po zatwierdzeniu przez ministerkę Martę Cienkowską projekt skierowany zostanie do Rządowego Centrum Legislacji, a następnie do konsultacji międzyresortowych i społecznych” — informuje Jędrzejowski.
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Wyniki Biznes Fakty:
- Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego pracuje nad Ustawą o ochronie rynku książki, proponując m.in. stałą cenę książki przez 12 miesięcy od premiery.
- Celem jest ochrona małych księgarń i dystrybutorów przed dominacją dużych sieci, które obecnie kontrolują znaczną część rynku hurtowego.
- Branża wydawnicza wyraża obawy, że proponowane zmiany mogą doprowadzić do wzrostu cen dla czytelników, ograniczenia popytu, zmniejszenia oferty wydawniczej oraz kurczenia się rynku.
- Przedstawiciele branży wskazują, że polski rynek książki jest unikalny i regulacje wprowadzone w innych krajach dziesiątki lat temu, w odmiennych warunkach rynkowych i technologicznych, mogą nie przynieść oczekiwanych efektów.
- Wątpliwości budzi również brak szerokich konsultacji rynkowych oraz potencjalne negatywne skutki dla autorów, tłumaczy i sektora e-booków.
- Eksperci sugerują, że kompleksowe wsparcie rynku powinno obejmować szerszą politykę kulturalną, obejmującą m.in. wsparcie dla bibliotek, dofinansowania dla wydawnictw i autorów, a nie tylko regulację cen.
[END]
Według danych portalu: businessinsider.com.pl
