[Tłumaczenie na język polski. Styl: Tech-savvy. Skupienie na sprzęcie, oprogramowaniu i trendach cyfrowych w 2026 roku.]
Nie chcemy, by ludzie zbytnio przywiązywali się emocjonalnie do SI czy „zakochiwali” w systemach — podkreśla Akshay Bhargava, wiceprezes ds. zarządzania produktem w dziale oprogramowania i platform SI w Cisco, w wywiadzie dla Business Insider Polska. Przywołuje również badania, według których bycie miłym dla SI niekoniecznie przynosi lepsze rezultaty.
Przedstawiciel firmy o wartości ponad 300 mld dolarów opowiada w rozmowie z Business Insider Polska o sposobach walki z „halucynacjami” modeli SI, szansach, jakie SI otwiera dla krajów takich jak Polska, oraz o tym, jak sam korzysta z generatywnej SI — także jako ojciec dwóch synów.
Grzegorz Kowalczyk, dziennikarz Business Insider Polska: Czy pisząc do SI, używa Pan zwrotów grzecznościowych typu „proszę”, „dziękuję”?
Akshay Bhargava, wiceprezes ds. zarządzania produktem w dziale oprogramowania i platform SI Cisco: To, wbrew pozorom, bardzo dobre pytanie — i są na to badania. Wyniki prac opublikowanych m.in. przez zespoły Google Gemini, Anthropic i OpenAI sugerują coś zaskakującego: dla najnowocześniejszych modeli SI czasem lepiej działa podejście odwrotne.
Jeśli powiesz systemowi: „odpowiedz na to pytanie, jakby od tego zależało twoje życie”, modele często udzielają lepszych odpowiedzi niż wtedy, gdy używasz bardzo uprzejmych formułek. Dotyczy to właśnie najbardziej zaawansowanych modeli.
Czy zatem warto kląć na SI?
Nie namawiam do tego, by ludzie zaczęli przeklinać na SI, próbując „wycisnąć” z niej lepszą odpowiedź — to nie jest właściwe rozwiązanie. Jednak faktem jest, że w modelach istnieją pewne uprzedzenia (biases), które sprawiają, że reagują one inaczej na różne style promptów, i nad tym trzeba pracować. Kilka tych badań jest publicznie dostępnych — można je łatwo znaleźć.
Ta historia zyskała rozgłos m.in. za sprawą Sergeya Brina z Google, który opowiadał, jak podczas przygotowań do posiedzenia zarządu zaczął kląć na Gemini i zauważył, że model zaczął dawać lepsze odpowiedzi. Zapytał wtedy: „Co tu się dzieje?”. Krótko mówiąc: dla dobra społeczeństwa i przyszłych pokoleń musimy ten problem rozwiązać.
Moje 11-letnie dziecko korzysta z SI stale i chcę, by uczyło się właściwej etykiety i sposobu prowadzenia rozmowy. Coraz częściej mówi się, że najlepszym sposobem używania SI nie jest traktowanie jej wyłącznie jako narzędzia, ale jako cyfrowego asystenta, współpracownika — taką wizję przedstawiają liderzy branży na konferencjach. W kontekście korporacyjnym dobrze jest traktować SI jak kolejnego cyfrowego asystenta: to pozwala ustalić właściwe oczekiwania wobec jej roli.
Dalsza część rozmowy pod materiałem wideo:
Polskie urzędy wchodzą w cyfrowy świat | Onet Rano
To chyba zbyt daleko idące stwierdzenie. To narzędzie jak każde inne, dlaczego mamy je uczłowieczać?
To prawda, że istnieją pewne granice społeczne — nie chcemy, by ludzie zbytnio przywiązywali się emocjonalnie do SI czy „zakochiwali” w systemach. W firmach traktowanie SI jako współpracownika ma sens, ponieważ pomaga w mentalnym ustawieniu roli technologii; w życiu społecznym jednak trzeba pamiętać o tych warunkach brzegowych.
Jak powinniśmy regulować i projektować SI w kontekście interakcji dzieci z tymi systemami? Chodzi o ryzyko nieodpowiednich treści, niepokojących dialogów i problematycznych informacji.
Pojęcie „guardrails” — bariery ochronne — jest często używane bardzo ogólnie. Podam analogię z naszego podwórka produktowego, a następnie przełożę ją na kwestię dzieci. Na Cisco AI Summit ogłosiliśmy, że jeden z produktów, którym kieruję — AI Defense — jest pierwszym produktem Cisco napisanym w 100 proc. przez sztuczną inteligencję. To poważny, korporacyjny produkt z obszaru cyberbezpieczeństwa, całkowicie wygenerowany przez SI.
Wiele osób pyta wtedy: „Nie boicie się? Duży klienci używają produktu, który napisała SI?”. Odpowiedź brzmi: to możliwe, ale tylko dlatego, że zbudowaliśmy bardzo restrykcyjny proces, który zapewnia, że SI pisze oprogramowanie bezpieczne, niezawodne i wolne od „halucynacji”. Kluczową rolę odgrywa tu podejście, które nazywamy „spec-driven design” — projektowanie sterowane specyfikacją.
Nasi inżynierowie nie zniknęli; koncentrują się teraz na czymś innym: pisaniu bardzo precyzyjnych specyfikacji, ich przeglądaniu, zapewnianiu, że nie zawierają niejasności ani przypadków brzegowych, które mogłyby prowadzić do „halucynacji”. Wykorzystują nawet SI do „testowania obciążeniowego” samej specyfikacji. Dopiero gdy specyfikacja jest naprawdę solidna, przekazujemy ją SI z poleceniem: „napisz na tej podstawie cały produkt”.
Ta analogia dobrze ilustruje problem SI i dzieci. Nikt jeszcze nie wykonał w pełni tej „ciężkiej pracy”, by zbudować równie rygorystyczne specyfikacje i bariery ochronne dla modeli przeznaczonych specjalnie dla dzieci. Dlatego obserwujemy przypadki, gdy ogólne modele „halucynują”, podają dzieciom nieodpowiednie treści lub odpowiedzi oderwane od kontekstu.
Osoby, które są ekspertami w rozumieniu, jakie bariery ochronne są właściwe dla dzieci i jakie treści dla nich działają, powinny zbudować wyspecjalizowane, mniejsze modele językowe, dostrojone właśnie do tego kontekstu. Ogólne, publicznie dostępne modele „do wszystkiego” nie sprawdzą się w tej roli — i to już dziś jest widoczne.
A jak Pan osobiście korzysta z SI — jako menedżer i inżynier?
Jestem wiceprezesem ds. oprogramowania i platform SI w Cisco, ale w głębi duszy pozostaję informatykiem — ukończyłem Carnegie Mellon University, które jest jednym z historycznych centrów rozwoju SI. Herb Simon i inni pionierzy sztucznej inteligencji pracowali właśnie tam, a ja dosłownie studiowałem w laboratorium obok laboratorium Herba Simona, gdzie rodziła się nowoczesna SI. Mam więc do tej dziedziny bardzo osobisty stosunek i aktywnie korzystam z SI w codziennej pracy.
Po pierwsze, uwielbiam pisać kod i używam narzędzi takich jak Codex czy różne rozwiązania chmurowe do testowania, jak dobrze SI radzi sobie z budowaniem systemów agentowych, z tworzeniem własnych serwerów bram MCP czy aplikacji agentowych. Moim najnowszym ulubionym narzędziem jest „analizator konkurencji”, który zbudowałem na bazie SI. Co tydzień analizuje on wszystkie produkty z obszaru, za który odpowiadam: przegląda blogi konkurencji, ogłoszenia rekrutacyjne na LinkedIn i ich stronach kariery, a także inne parametry, by wygenerować raport o poziomie zagrożenia konkurencyjnego. Dzięki temu SI realnie pomaga mi w zarządzaniu portfelem produktów.
Po drugie, wykorzystuję SI do coachingu i mentoringu mojego zespołu. Największym problemem branży jest dziś luka kompetencyjna — wiele osób nie korzysta z SI w innowacyjny sposób. Dlatego stale szkolę i mentoruję swój zespół, zachęcając ich do robienia rzeczy podobnych do tych, które ja robię: tworzenia własnych aplikacji, używania SI do zwiększania produktywności, eksperymentowania. Wymagam na przykład, aby każdy product manager potrafił pisać kod i projektować — dziś trzeba być multidyscyplinarnym, nie można już być tylko inżynierem, tylko product managerem czy tylko projektantem.
Po trzecie, używam SI do automatyzacji codziennych zadań: analizy e-maili, dokumentów, tworzenia strategii, przygotowywania się do spotkań. Wiele z tych rzeczy dzieje się w tle — SI wykonuje pracę automatycznie, a ja czasem wręcz zapominam, że to ona. To stało się elementem mojego codziennego „workflow”.
A w życiu prywatnym? Korzysta Pan z SI w tak przyziemnych sprawach jak pisanie e-maili czy organizacja dnia?
Tak, używam SI także do pisania e-maili i innych prostych zadań, ale w życiu osobistym jest coś ciekawszego. Jestem ojcem dwóch chłopców i jedną z rzeczy, które uwielbiam robić, jest wykorzystywanie SI jako swoistego „trenera rodzicielskiego”. W systemach takich jak Claude, Codex czy innych można tworzyć tzw. „gems” — niejako osobowości lub profile, którym nadaje się określony kontekst.
Moich synów różni praktycznie wszystko: mają inne charaktery, inne zainteresowania — jeden uwielbia koszykówkę, drugi piłkę nożną. Stworzyłem więc osobny „gem” dla każdego z nich. Kiedy mam pytanie, korzystam z SI, aby lepiej ich wspierać: jeśli młodszy syn mówi mi, że trener uczy go jakiegoś zagrania w piłce nożnej, proszę SI o pomoc w tym, jak możemy to ulepszyć — pamiętając przy tym, że ma 11 lat, ponieważ ten kontekst jest już zapisany w „gemie”.
Starszy syn jest bardzo ambitny w matematyce i startuje w konkursach. W tym przypadku SI pomaga mi przygotować dla niego odpowiednie zadania, dobrać strategię treningową, budować plan nauki. Innymi słowy: SI wykorzystuję nie tylko do pracy, lecz także do tego, by być lepszym rodzicem.
Czy stworzenie w pełni odpowiedzialnej SI jest w ogóle możliwe?
Praktycznie wszyscy klienci, z którymi rozmawiam, zadają dziś to pytanie. Uważam, że odpowiedzialna sztuczna inteligencja zaczyna się od widoczności — od pełnej obserwowalności tego, jak SI działa i jak wygląda jej łańcuch dostaw: skąd pochodzą modele, dane, aplikacje, architektury generatywne czy serwery aplikacyjne. Potrzebna jest odpowiednia walidacja na etapie projektowania — niezależnie od tego, czy mówimy o samym modelu, aplikacji, architekturze agentowej, czy infrastrukturze, która to wspiera.
Drugim filarem są zabezpieczenia działające w czasie rzeczywistym. Chodzi o to, by system nie tylko był „dobrze zaprojektowany”, ale by w trakcie pracy cały czas monitorować, wykrywać odchylenia i reagować. To wszystko razem — widoczność, zrozumienie łańcucha dostaw SI, walidacja i aktywne zabezpieczenia — jest niezbędne, aby mówić o odpowiedzialnej sztucznej inteligencji. Dziś klienci nie chcą „jakiejkolwiek” SI, tylko takiej, której mogą powierzyć autonomiczne wykonywanie zadań, czyli faktycznie przejść do świata agentowej (agentic) SI, a to wymaga również odpowiednich „agentic ops” wokół niej.
W ostatnich latach byliśmy świadkami poważnych awarii w usługach chmurowych, chociażby w AWS czy Microsoft. Czy dziś żyjemy w bezpiecznej przestrzeni technologicznej? Jak zapobiegać takim problemom w erze SI? W tym miejscu kluczowe staje się to, co nazywamy GenTech Ops. Dziesięć lat temu pojawił się DevOps — odpowiedź na masowe wdrażanie chmury, która miała sprawić, że oprogramowanie będzie niezawodne i gotowe do produkcji dzięki ścisłej współpracy deweloperów i operacji.
Dziś analogicznie powstaje GenTech Ops: praktyki, procesy i narzędzia, które biorą SI i przygotowują ją do wdrożenia produkcyjnego z odpowiedzialnym podejściem, zaufaniem, zabezpieczeniami i obserwowalnością. Czy oprogramowanie — czy to chmurowe, czy SI — może być kiedykolwiek gotowe w 100 proc.? Realistyczna odpowiedź brzmi: raczej nie. Nawet AWS, przy wszystkich najlepszych praktykach SRE i inżynierii niezawodności, miewa awarie. To, co możemy dziś zrobić, to używać SI także do budowania większej odporności cyfrowej. Gdy tworzę aplikację opartą na SI, nie mam jednego „inteligentnego modułu”, ale cały ekosystem agentów: agenta orkiestrującego, agenta walidacyjnego, testującego i innych.
Jeśli zbudujemy wokół tego agentów odpowiedzialnych za ciągłe testowanie, ciągłą walidację, działanie „guardrails” oraz autonomiczne odzyskiwanie sprawności, to nawet gdy pojawią się problemy, będziemy w stanie szybciej je przewidzieć i lepiej na nie reagować. To nie jest magiczne narzędzie dające stuprocentową gwarancję, ale SI dostarcza nam nowych środków do zwiększania odporności systemów — w tym systemów SI. Ostatnio prowadziłem prezentację dla analityków na temat cyfrowej odporności w kontekście SI i tego, jak wykorzystać samą SI, by lepiej radzić sobie z incydentami i zakłóceniami. Kluczowe jest właśnie to: możemy być lepsi niż w czasach „czystej” chmury.
Dynamiczny rozwój SI oznacza też ogromne zużycie energii. Czy deficyty będą hamować rozwój sztucznej inteligencji?
Ten temat ma dwie strony: pesymistyczną i optymistyczną. Po stronie pesymistycznej wszyscy — od firm technologicznych po operatorów centrów danych — powtarzają jak zdarta płyta, że brakuje infrastruktury, energii i mocy chłodzenia, i że to globalny problem. Poza Chinami praktycznie każdy mierzy się z ograniczeniami po stronie energii i infrastruktury.
Jest jednak i druga, mniej oczywista strona. Uczestniczyłem w ubiegłym roku w wydarzeniu zorganizowanym przez rząd USA, pod patronatem Białego Domu — z udziałem Departamentu Energii i Davida Sacksa, „cara” ds. krypto i SI w administracji. Spojrzenie Departamentu Energii było bardzo interesujące: podkreślali, że SI nie jest tylko „konsumentem energii”, który powoduje kryzys, lecz narzędziem do optymalizacji istniejącej infrastruktury energetycznej.
Departament Energii już wykorzystuje SI, aby dowiedzieć się, jak zoptymalizować pracę istniejących elektrowni jądrowych i jak wycisnąć więcej z obecnej sieci energetycznej. Według ich analiz udało się zidentyfikować sposoby na zwiększenie przepustowości nawet o 50 proc. przy wykorzystaniu tej samej infrastruktury, właśnie dzięki sztucznej inteligencji. Wiele elektrowni czy fragmentów sieci jest bardzo starych — mają po 50–60 lat — i nikt przez dekady nie próbował ich w ten sposób optymalizować. Teraz SI może w tym pomóc.
Jakie widzi Pan szanse dla firm z Polski i regionu — krajów z ograniczonym kapitałem — w świecie zdominowanym przez hiperskalerów i wielkie firmy technologiczne? Czy w ogóle da się tu zbudować biznes oparty na SI?
Krótka odpowiedź brzmi: zdecydowane i bardzo wyraźne „tak”, a lepszego momentu niż teraz jeszcze nie było. Powód jest prosty: całą ciężką pracę związaną z infrastrukturą i warstwą bazową wykonują za was inni — Cisco, dostawcy chmury i twórcy modeli. Na poziomie modeli mamy ogromne inwestycje — mówimy wręcz o bilionach dolarów pompowanych w tę warstwę. Jeśli budujesz na tym fundamencie, to naprawdę „stajesz na ramionach gigantów”, jak mówimy w Ameryce.
To tak, jakbyś wchodził na pole bitwy nie z poziomu ziemi, ale z ramion gigantów — widzisz więcej i możesz zrobić więcej. SI demokratyzuje w ten sposób możliwości pojedynczego dewelopera w Polsce: nie jest już sam, ma za sobą infrastrukturę, najnowocześniejsze modele, gotowe serwisy. Najpiękniejsze jest to, że dziś przewagę daje nie umiejętność budowania ogromnej infrastruktury, lecz umiejętność zadawania właściwych pytań i rozumienia problemu. Jeśli jesteś programistą w Polsce i potrafisz bardzo dobrze zdefiniować konkretny problem — w branży, w danym kraju, w niszy — to właśnie Ty masz unikalną przewagę. Technologia potrzebna do stworzenia rozwiązania staje się coraz bardziej „towarem powszechnym”, dostępna jest z półki.
Teraz jest więc lepszy moment niż kiedykolwiek, aby budować firmy technologiczne w Polsce czy gdziekolwiek indziej.
Podkreśla Pan, że SI jest demokratyczna, ale jednocześnie to ogromna władza skoncentrowana w rękach firm, które tę technologię tworzą. Czy to nie sprzeczność?
Kluczowe jest tu rozróżnienie między tworzeniem a używaniem. Demokratyzacja dotyczy przede wszystkim tych, którzy SI używają, a niekoniecznie tych, którzy ją tworzą. To bardzo istotna różnica. Podam przykład z poprzedniej firmy. Ktoś zaproponował, by „zdemokratyzować” wiedzę sprzedażową: „wyszkolimy każdego handlowca, zbierzemy ich wszystkich, wydamy miliony dolarów na szkolenia, żeby każdy miał ten sam poziom wiedzy”. To jedno podejście.
Ja zaproponowałem inne: skoro mamy SI, po co gdziekolwiek latać? Zamiast tego udostępniliśmy każdemu sprzedawcy narzędzie SI wraz z zestawem 30 promptów, które miał wykorzystywać — scenariuszy, dzięki którym stawał się świetnym sprzedawcą, rozumiejącym nasze produkty. SI stała się wtedy prawdziwą demokratyzacją, ale pod warunkiem, że ludzie wiedzieli, o co pytać.
Kiedy daliśmy im samo SI, wielu sprzedawców nie potrafiło sformułować odpowiednich pytań. Kiedy jednak dodaliśmy do tego gotowe prompty, usłyszeliśmy, że to najlepsze szkolenie, jakie kiedykolwiek przeszli. Najczęściej zadawane przez nich pytanie brzmiało: „Powiedz mi, co możesz mi o sobie powiedzieć” — i SI odpowiadała: „Oto wszystko, w czym mogę Ci pomóc”. Od tego momentu zaczynało się prawdziwe zaangażowanie użytkowników. To dobry przykład tego, jak wygląda demokratyzacja przez SI: nie chodzi tylko o dostęp do narzędzia, ale o umiejętność sensownego korzystania z niego.
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
**Wyniki Biznes Fakty:** * Rynek SI rozwija się dynamicznie, z potencjałem do transformacji wielu branż. * Cisco, jako wiodący gracz w obszarze oprogramowania i platform SI, aktywnie kształtuje przyszłość tej technologii. * Inwestycje w SI sięgają bilionów dolarów, co tworzy fundamenty dla innowacji. * Polska i region Europy Środkowo-Wschodniej mają szansę na rozwój biznesów opartych na SI dzięki dostępności gotowych narzędzi i modeli. * Kluczową rolę w sukcesie biznesowym odgrywa nie tyle budowa infrastruktury, co umiejętność precyzyjnego definiowania problemów i zadawania właściwych pytań SI. * Demokratyzacja SI polega przede wszystkim na ułatwieniu dostępu do jej możliwości dla użytkowników, a niekoniecznie dla twórców technologii. * Skuteczne wykorzystanie SI wymaga nie tylko dostępu do narzędzi, ale również umiejętności ich sensownego stosowania, co podkreślają przykłady z obszaru szkoleń sprzedażowych i rodzicielstwa. * Kwestie energetyczne i infrastrukturalne stanowią wyzwanie, ale SI może być również narzędziem do optymalizacji istniejących zasobów, w tym sieci energetycznych. * Przyszłość SI leży w jej integracji z codziennym „workflow”, automatyzacji zadań oraz tworzeniu bardziej odpornych i bezpiecznych systemów. * Rozwój „GenTech Ops” jest kluczowy dla odpowiedzialnego wdrażania i zarządzania systemami SI w środowiskach produkcyjnych.
Według danych portalu: businessinsider.com.pl
