Od 1 września 2026 roku w szkołach podstawowych ma obowiązywać zakaz korzystania ze smartfonów przez uczniów. Tymczasem nauczyciele zastanawiają się, jak w praktyce będą wyglądać nowe przepisy, zgłaszając liczne wątpliwości.

Projekt ustawy przyjęty przez Radę Ministrów zakłada wprowadzenie zakazu używania przez uczniów szkół podstawowych telefonów komórkowych oraz „innych urządzeń umożliwiających komunikację na odległość lub rejestrowanie obrazu i dźwięku” – zarówno na terenie placówki, jak i podczas zajęć edukacyjnych poza jej terenem. Zakazem objęte zostaną również niepubliczne szkoły podstawowe.
– Proponujemy zakaz używania telefonów komórkowych w trakcie zajęć i przerw w szkołach podstawowych. To nie jest rozwiązanie idealne, nie mamy żadnych iluzji, ale musimy rozwiązać ten poważny problem, jakim jest uzależnienie od telefonu i internetu – przyznał premier polskiego rządu Donald Tusk.
Z twierdzeniem, że nie jest to rozwiązanie idealne, zgodzić mogą się nie tylko niektórzy rodzice, ale także sami nauczyciele. W rozmowie z trójmiejską „Wyborczą” przedstawiciele oświaty wskazują, że szkoły dysponują bardzo ograniczonymi możliwościami egzekwowania wprowadzanych przepisów.
Dyrektorzy i nauczyciele zauważają, że odbieranie i późniejsze zwracanie telefonów zajmie bardzo dużo czasu. Jeśli procedury te rozpoczną się przed pierwszym dzwonkiem, to szczególnie w dużych szkołach uczniowie mogą spóźnić się na lekcje rozpoczynające się o godzinie 8:00. Zwracanie smartfonów po zajęciach spowoduje skrócenie czasu przerw.
Logistyczne wyzwanie: przechowywanie urządzeń w szkołach
– Gdzie te telefony trzymać, skoro już dziś nie mamy gdzie szpilki wcisnąć? Zebranie telefonów od setki dzieci to naprawdę logistyczne wyzwanie – obawia się dyrektor podstawówki, do której uczęszcza niemal tysiąc uczniów.
Aby nowe przepisy przyniosły zamierzone skutki, muszą być przestrzegane. Jak zatem pilnować, czy uczniowie nie przemycili smartfonów i nie korzystają z nich w przerwie w ustronnym miejscu lub w toaletach? Pół żartem, pół serio można stwierdzić, że telefony staną się nowymi papierosami – kolejnym zakazanym owocem.
"Mamy do kabin uczniom zaglądać?" – zastanawia się nauczycielka z 17-letnim stażem ze szkoły, w której zakaz używania telefonów obowiązuje od kilku lat. Jak sama zauważa, obecnie uczniowie wyciągają smartfony, gdy tylko dyżurujący odwróci wzrok. Wymagałoby to zaangażowania dodatkowego personelu do pilnowania, co jest nierealne.
Ministerstwo Edukacji Narodowej, odpowiadając na pytania trójmiejskiej „Wyborczej”, przekonuje, że „ze względu na bardzo duże zróżnicowanie szkół nie jest możliwe przewidzenie na poziomie ustawy konkretnego sposobu egzekwowania zakazu”. Resort sugeruje, że każda szkoła powinna samodzielnie ustalić najlepsze dla siebie rozwiązanie. W jednej placówce niezbędne mogą być specjalne szafki, w innej wystarczy, że uczniowie schowają telefony do plecaków.
Niespójność ministerstwa?
Ciekawą kwestię poruszył autor facebookowego profilu „OKE czyli Okiem Krytycznego Egzaminatora”. Jego zdaniem wprowadzenie zakazu korzystania ze smartfonów przez uczniów wyłącznie w szkołach podstawowych jest nielogiczne.
Bo jeśli telefon szkodzi uczniowi ósmej klasy, to dlaczego nie szkodzi uczniowi pierwszej klasy liceum? Jeśli TikTok rozprasza czternastolatka, to dlaczego miałby nie rozpraszać szesnastolatka? Jeśli media społecznościowe negatywnie wpływają na koncentrację i zdrowie psychiczne młodych ludzi, to z jakiego powodu ich wpływ miałby kończyć się wraz z ukończeniem szkoły podstawowej? – pyta.
Autor wpisu dodaje, że często starsi uczniowie spędzają przed ekranami nawet więcej czasu niż ich młodsi koledzy z podstawówek i intensywniej korzystają z nowych technologii.
Trudno zrozumieć, na jakiej podstawie uznano, że smartfon rozprasza ucznia podstawówki, ale już nie ucznia liceum czy technikum. Przecież rzeczywistość wygląda dokładnie odwrotnie od tego, co sugeruje ten pomysł (…) Jeżeli smartfony przeszkadzają w nauce, to przeszkadzają wszystkim uczniom. Jeżeli nie przeszkadzają, to nie ma sensu ich zakazywać. Natomiast twierdzenie, że są problemem wyłącznie w szkołach podstawowych, jest chyba jednym z najbardziej absurdalnych pomysłów, jakie można było przedstawić w tej dyskusji.
Z drugiej strony, wprowadzenie zakazu w podstawówkach może mieć szczególny sens, ponieważ dotyczy głównie młodszych uczniów, których można uchronić przed negatywnymi konsekwencjami i wcześniej wskazać alternatywy. Pozostaje jednak pytanie, czy z wyrobionymi nawykami u starszych nic nie da się już zrobić? Miejmy nadzieję, że odpowiedź brzmi „nie”.
Wątpliwości jest sporo. Mimo wszystko uważam, że należy podjąć działania. Sam zakaz nie jest idealnym rozwiązaniem, ponieważ nie rozwiąże problemu. Temat jest złożony i niejednoznaczny. Platformy społecznościowe są zaprojektowane tak, by pochłaniać nasz czas i zniechęcać do odkładania urządzeń. Skoro ta pułapka działa na dorosłych, tym bardziej dotyczy młodych. Ci często uciekają od rzeczywistego świata, bo w internecie znajdują znajomych, ludzi, którzy ich rozumieją, oraz pasje, które ich pochłaniają. Czy jesteśmy w stanie zaoferować im coś w zamian? Jeśli nie, to dlaczego?
Nie można również ignorować alarmujących wyników badań dotyczących czasu, jaki młodzi ludzie spędzają w sieci, ich aktywności online oraz niebezpiecznych zjawisk, z jakimi się stykają już na bardzo wczesnym etapie życia.
Byłoby fatalnie, gdyby działania ograniczyły się tylko do wprowadzenia zakazu. Nic to nie zmieni, jeśli całe środowisko będzie pokazywało, że alternatywy nie ma i tylko przed ekranami można spędzać wolny czas. A tak często właśnie jest. Powodów tej sytuacji jest wiele i nie istnieje jedno idealne lekarstwo.
Wyniki Biznes Fakty:
Obecnie średnia cena smartfona dla ucznia, który mógłby być objęty zakazem, waha się od około 800 zł do nawet 2500 zł. Zakładając scenariusz, w którym rodzice decydują się na zakup prostszego telefonu, nieposiadającego funkcji umożliwiających surfowanie po internecie i dostęp do mediów społecznościowych, koszt mógłby spaść do około 200-300 zł. Szacuje się, że wprowadzenie zakazu może wpłynąć na rynek wtórny, gdzie starsze modele smartfonów mogą zyskać na wartości jako urządzenia do użytku domowego. Natomiast producenci mogą odnotować spadek sprzedaży w segmencie budżetowych smartfonów dla młodzieży, jednocześnie widząc potencjał w sprzedaży prostszych modeli komunikatorów.
Źródło wiadomości : spidersweb.pl
