Płodność spada. Profesor Kotowska wyjaśnia, dlaczego to szansa, a nie kryzys.

Jasne, oto przetworzony tekst w języku polskim, utrzymany w tonie analizy eksperta, z zachowaniem tagów HTML i rozszerzoną sekcją „Wyniki Biznes Fakty”: Profesor Irena E. Kotowska z Instytutu Statystyki i Demografii SGH uważa, że niska i bardzo niska płodność to globalny fenomen, a określanie go mianem katastrofy jest znacznym nieporozumieniem. Podkreśla, że Polska może nieznacznie zwiększyć wskaźniki dzietności, jednakże liczba nowo narodzonych dzieci będzie nieuchronnie spadać.

Prof. Kotowska: Niska płodność to nie katastrofa, a globalna zmiana

fot. Maciej Jarzębiński / / FORUM

PAP: Współczynnik dzietności znów spadł i wyniósł w ubiegłym roku 1,068. Systematycznie spada też liczba urodzeń. Mówimy o katastrofie demograficznej?

Irena E. Kotowska, profesor zwyczajna, Honorowa Przewodnicząca Komitetu Nauk Demograficznych PAN, członkini Rządowej Rady Ludnościowej: Niska płodność jest jedynie jednym z elementów aktualnego etapu rozwoju demograficznego, obserwowanego nie tylko w Polsce, ale i w rosnącej liczbie państw. Ten etap, określany mianem post-tranzycyjnego, nastąpił po przejściu od tradycyjnej reprodukcji ludności, charakteryzującej się wysoką płodnością i umieralnością, do reprodukcji nowoczesnej, w której wydłużamy długość życia, lecz liczba urodzeń maleje.

Jeszcze w latach 70. ubiegłego wieku demografowie spodziewali się, że nowoczesna reprodukcja ludności będzie oscylować wokół wskaźnika dzietności na poziomie 2,1, co zapewnia odtworzenie pokoleń. Rzeczywistość okazała się inna – w 2024 roku ponad połowa krajów, obejmujących blisko dwie trzecie światowej populacji, odnotowuje współczynnik dzietności poniżej 2,1. Od lat 70. ubiegłego wieku obserwujemy utrwalanie się płodności poniżej poziomu zastępowalności pokoleń, a w Polsce zjawisko to nasiliło się od lat 90. Co więcej, w coraz większej liczbie państw występuje niska płodność, gdzie współczynnik dzietności nie przekracza 1,5, lub nawet bardzo niska, poniżej 1,3. Niska i bardzo niska płodność to doświadczenie ostatnich trzech dekad, obejmujące również Polskę. Nazywanie tej transformacji katastrofą jest błędem – to globalna zmiana demograficzna, a nie kryzys.

PAP: „Wymieramy” – to niektóre komentarze pod danymi GUS-u.

I.E.K.: Nie wymieramy, ale nasza populacja się kurczy. Spadek liczby ludności, czyli depopulacja, wynika przede wszystkim z utrzymującej się od końca lat 90. niskiej płodności. Prowadzi to do głębokich zmian w strukturze wieku społeczeństwa. Obserwujemy wzrost odsetka osób w wieku 65 lat i starszych, przy jednoczesnym spadku liczby osób młodych, w tym w wieku rozrodczym (15-49 lat). Zmniejsza się również grupa osób w wieku produkcyjnym (20-64 lata). Skutkuje to utrwaleniem się nadwyżki zgonów nad urodzeniami. Liczba ludności będzie spadać nawet przy znaczącym wzroście płodności. Dlatego kluczowe jest nie skupianie się na corocznym spadku liczby urodzeń, trendu niemożliwego do odwrócenia w najbliższych dekadach, lecz na działaniach spowalniających ten proces. Mnie spadek liczby urodzeń w nadchodzących latach nie dziwi. Bardziej istotne jest analizowanie, w jakim stopniu np. program in vitro przyczynia się do spowolnienia tej tendencji.

PAP: Według rządu dzięki centralnemu finansowaniu tej procedury urodziło się 15 tys. dzieci. W debacie społecznej, politycznej jako możliwe przyczyny niskiej dzietności wymieniane są brak dostępności mieszkań, tempo życia, brak stabilizacji w pracy, zmiany kulturowe. Czy badania odpowiadają na pytanie, dlaczego spada dzietność?

I.K.: Czynniki takie jak dostęp do mieszkalnictwa, stabilność zatrudnienia czy jakość partnerstwa w rodzinie mają potwierdzone badaniami znaczenie. Jednak ich wpływ jest zróżnicowany, zależny od indywidualnych oczekiwań dotyczących życia, partnerstwa i rodziny. Warto podkreślić, że wyobrażenia o modelu rodziny i relacji partnerskich ewoluują. Państwo nie ponosi odpowiedzialności za trwałość i szczęście tych relacji. Chociaż nie chcę usprawiedliwiać niedostatecznych działań państwa na rzecz rodzin, nawet wprowadzenie udogodnień takich jak urlop ojcowski czy rodzicielski nie gwarantuje ich szerokiego wykorzystania. Mimo wzrostu korzystania z tych uprawnień przez ojców, nadal asymetryczny podział obowiązków domowych i odpowiedzialności w rodzinie między kobiety a mężczyzn stanowi istotną barierę dla decyzji o posiadaniu dzieci. Z kolei bezpieczeństwo zatrudnienia i jego stabilność to domena nie tylko państwa, ale także pracodawców i organizacji związkowych. Mam zastrzeżenia co do skuteczności działań organizacji związkowych w tym obszarze.

Istotne są również dwa inne aspekty w dyskusji o dzietności, mającej na celu wspieranie autonomicznych wyborów rodzicielskich. Rodziny doświadczające przewlekłych chorób lub nagłych zdarzeń losowych często nie odczuwają wystarczającego wsparcia systemowego. Dłuższe urlopy dla rodziców wcześniaków to tylko częściowe rozwiązanie. Zapewnienie bezpieczeństwa rodzinom zmagającym się z trudnościami związanymi z chorobami dorosłych i dzieci musi być integralną częścią polityki rodzinnej.

Drugim, niezwykle ważnym elementem jest zdrowie reprodukcyjne, które w Polsce stało się tematem upolitycznionym. Program leczenia niepłodności wymaga nie tylko stabilnego i zwiększonego finansowania, ale przede wszystkim rzetelnej edukacji na temat płodności, skierowanej zarówno do osób dorosłych, jak i młodszych pokoleń. Niestety, osoby starające się o dziecko przy wsparciu procedury in vitro często nadal ukrywają ten fakt. Tymczasem niepłodność jest chorobą, która może dotknąć naszych bliskich i która dotyczy coraz większej grupy społeczeństwa.

Międzynarodowe badanie Generations and Gender Survey, przeprowadzone w latach 2020-2023 w dziesięciu krajach, wykazało, że niepłodność stanowiła znaczącą barierę prokreacji dla istotnej części kobiet i mężczyzn w wieku 42-50 lat, którzy nie posiadają dzieci, mimo że ich pragnęli, lub posiadają ich mniej niż zamierzali. Wśród osób z mniejszą liczbą dzieci niż planowano, niepłodność dotknęła 22,5% mężczyzn i aż 32,3% kobiet. Spośród osób bezdzietnych, które nie zrealizowały planów rodzicielskich, niepłodność doświadczyło 18,1% mężczyzn i aż 32% kobiet. Natomiast w grupie rodziców jednego dziecka, którzy nie spełnili swoich planów prokreacyjnych, niepłodność stwierdzono u 29,5% mężczyzn i aż 36,8% kobiet.

PAP: Czy to efekt późnych decyzji o poczęciu dziecka?

I.K.: Opóźnianie decyzji prokreacyjnych jest czynnikiem, który może przyczynić się do wystąpienia tzw. luki płodności, czyli posiadania mniejszej liczby dzieci niż zamierzona. Nie chodzi tu tylko o fakt, że wraz z wiekiem kobiety szanse na poczęcie dziecka maleją. Kluczowe jest również to, że wcześniejsze próby zajścia w ciążę pozwoliłyby na szybsze zdiagnozowanie ewentualnych problemów z płodnością, co z kolei umożliwiłoby wcześniejsze podjęcie leczenia.

Jako przyczyny niepłodności wskazuje się styl życia, zanieczyszczenie środowiska, w tym mikroplastiki, które są absorbowane przez organizm. Sugeruje się również, że postęp medycyny, który pozwala na przeżycie osobom o gorszych parametrach zdrowotnych, może wpływać na obniżenie potencjału rozrodczego populacji. Dodatkowo, choroby przewlekłe, otyłość czy nowotwory, które dotykają coraz młodsze osoby, mogą ograniczać możliwości poczęcia dziecka. Społeczeństwo nie posiada wystarczającej świadomości tych wyzwań, co potwierdzają badania. Dlatego w każdej swojej wypowiedzi podkreślam, że polityka wspierająca decyzje rodzicielskie powinna zawierać element edukacji zdrowotnej od najmłodszych lat.

PAP: Jaki wpływ na decyzję o posiadaniu dziecka ma sytuacja międznarodowa?

I.K.: Dyskutując o niskiej dzietności w Polsce, często pomijamy niekorzystne okoliczności, w jakich podejmowane są decyzje o posiadaniu dziecka, będące zobowiązaniem na całe życie. Wstępne wyniki badania Generations and Gender Survey w Polsce, które właśnie kończymy, wskazują, że około 80% respondentów w wieku 18-59 lat deklaruje zagrożenie wojną jako dominujący lęk w ich życiu. Podobne nasilenie obaw obserwuje się w innych krajach (Estonia, Mołdawia, Czechy). Należy jednak pamiętać, że w Polsce obawy związane z prokreacją są dodatkowo potęgowane przez ograniczenie dostępu do legalnej aborcji po orzeczeniu Trybunału Konstytucyjnego z 2020 roku. Badania jednoznacznie potwierdzają, że prawa reprodukcyjne stanowią w Polsce istotną barierę w podejmowaniu decyzji o urodzeniu pierwszego i drugiego dziecka, szczególnie dla kobiet.

PAP: Płodność będzie wyzwaniem. Nie ma odwrotu od trendu?

I.K.: Uważam, że jesteśmy w stanie nieznacznie podnieść wskaźniki płodności, ale liczba urodzeń będzie nadal spadać. Powrót do poziomu gwarantującego zastępowalność pokoleń jest już niemożliwy. Nie powinniśmy jednak mówić o kryzysie demograficznym w sytuacji, gdy żyjemy coraz dłużej i poprawia się jakość naszego życia. Ponadto nastąpiła historyczna zmiana – Polska stała się krajem przyciągającym migrantów. W 2024 roku około 7% urodzeń stanowiły dzieci cudzoziemek. Nie należy oczekiwać, że migracja odwróci trend liczby urodzeń, ale może go nieznacznie spowolnić. Powinniśmy również zwracać uwagę na pozytywne aspekty zmian demograficznych na tym post-tranzycyjnym etapie reprodukcji ludności.

**Wyniki Biznes Fakty:** * **Długoterminowy Trend Spadkowy:** Analiza prof. Kotowskiej jednoznacznie wskazuje, że spadek liczby urodzeń w Polsce, wynikający z niskiej płodności, jest trendem o długofalowym charakterze, niemożliwym do odwrócenia w perspektywie najbliższych dekad. Nawet hipotetyczny, znaczący wzrost wskaźnika dzietności nie przywróci populacji do poziomu zapewniającego odtworzenie pokoleń. Z perspektywy biznesowej oznacza to konieczność adaptacji do kurczącej się bazy konsumentów i pracowników w dłuższym okresie. * **Zmiana Struktury Demograficznej:** Kluczowym wnioskiem jest pogłębiająca się zmiana struktury wieku społeczeństwa. Rosnący odsetek osób starszych w połączeniu ze spadkiem liczby osób młodych i w wieku produkcyjnym tworzy wyzwania dla systemów emerytalnych, opieki zdrowotnej oraz rynku pracy. Firmy będą musiały zmierzyć się z niedoborem siły roboczej w pewnych sektorach i rosnącymi kosztami związanymi z obsługą starzejącego się społeczeństwa. * **Migracja jako Czynnik Łagodzący:** Choć migracja nie odwróci negatywnych trendów, stanowi ona istotny czynnik mogący spowolnić spadek liczby ludności i łagodzić niedobory na rynku pracy. Z perspektywy biznesu, to potencjalne źródło wykwalifikowanej kadry, ale również wyzwanie logistyczne i kulturowe związane z integracją. Firmy, które potrafią efektywnie zarządzać zróżnicowanym zespołem, mogą zyskać przewagę konkurencyjną. * **Zdrowie Reprodukcyjne i Niepłodność – Potencjalny Rynek:** Dane dotyczące niepłodności, obejmującej znaczną część populacji, otwierają perspektywy dla sektora medycznego i biotechnologicznego. Rosnące zapotrzebowanie na terapie wspomagające płodność, diagnostykę oraz usługi związane ze zdrowiem reprodukcyjnym stanowi obszar o znaczącym potencjale wzrostu, pod warunkiem przełamania stygmatyzacji i zapewnienia odpowiedniego finansowania. * **Wpływ Czynników Społeczno-Ekonomicznych i Psychologicznych:** Badania wskazują na złożoność przyczyn spadku dzietności, obejmującą czynniki takie jak dostępność mieszkań, stabilność zatrudnienia, ale także oczekiwania społeczne i lęki egzystencjalne (np. związane z wojną). Dla przedsiębiorstw oznacza to potrzebę tworzenia elastycznych modeli pracy, wspierania równowagi między życiem zawodowym a prywatnym oraz budowania stabilnego i bezpiecznego środowiska pracy, które może pozytywnie wpłynąć na decyzje o założeniu rodziny przez ich pracowników. Rozmawiała Katarzyna Nocuń (PAP) kno/ akar/

Według danych portalu: www.bankier.pl

No votes yet.
Please wait...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *