Ustawa, od której wszystko się zaczęło
Od 1 lipca 2026 roku minimalne wynagrodzenia w ochronie zdrowia znacząco wzrosną. Lekarz specjalista będzie mógł liczyć na co najmniej 12 910 zł, lekarz bez specjalizacji na 10 959 zł, a pielęgniarka z tytułem magistra na 11 485 zł. Wzrost ten, liczony od 2022 roku, wyniesie ponad 57%, a rok do roku od lipca 2026 r. będzie to 8,82%. Podwyżki te obejmą również diagnostów, farmaceutów, radiologów, psychologów oraz personel pomocniczy. Są one efektem ustawy o minimalnych wynagrodzeniach w ochronie zdrowia, uchwalonej za czasów ministra zdrowia Adama Niedzielskiego.
Warto przypomnieć, że w 2021 roku, w okresie protestów medyków (tzw. Białego Miasteczka), minimalne wynagrodzenie lekarza stażysty wynosiło 4186 zł, bez specjalizacji 5478 zł, a ze specjalizacją 6201 zł. W tym samym czasie niektórzy lekarze pracujący na kontraktach mogli liczyć na zarobki rzędu 100 tys. zł miesięcznie. Choć podwyżki były wówczas uzasadnione, mechanizm ich wprowadzenia okazał się niedoskonały i doprowadził do spiralnego wzrostu kosztów, jak wskazano w artykule „Ustawa Niedzielskiego uruchomiła spiralę kosztów. Milczenie trwa”. Mimo że pracownicy ochrony zdrowia zarabiają obecnie godnie, ustawa nadal funkcjonuje bez znaczących zmian.
Aby sfinansować te podwyżki, zwiększono wyceny świadczeń medycznych. W rezultacie wydatki na ochronę zdrowia rosły, jednak pacjenci nie odczuli poprawy, ponieważ liczba realizowanych procedur medycznych nie uległa zwiększeniu. Środki te trafiały głównie na wynagrodzenia, nie tylko pracowników zatrudnionych na etacie. Plan finansowy Narodowego Funduszu Zdrowia (NFZ) na 2026 rok zakłada wydatki na poziomie 220 mld zł, z czego same podwyżki pochłoną aż 72 mld zł. Oznacza to, że mimo większego budżetu, NFZ będzie w stanie sfinansować mniejszą liczbę świadczeń.
Jak wyjaśnił Janusz Cieszyński, poseł PiS i były wiceminister zdrowia, chociaż ustawa miała na celu ochronę najniżej wynagradzanych pracowników zatrudnionych na etatach, mechanizm jej wdrożenia sprawił, że skorzystali na niej przede wszystkim lekarze pracujący na kontraktach, którzy nie potrzebowali takiej ochrony.
Zarówno za rządów PiS, jak i obecnej koalicji, podwyższano wyceny świadczeń dla wszystkich – zarówno zatrudnionych na etacie, jak i na kontraktach. Należy jednak zaznaczyć, że większość lekarzy, szczególnie w szpitalach powiatowych, nie posiada umowy o pracę, lecz wystawia faktury za wykonane usługi. Brak podwyżek dla tej grupy mógłby prowadzić do ich odejść i w konsekwencji do zamknięcia dochodowych oddziałów.
Według najnowszych danych Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji (AOTMiT), 73% lekarzy specjalistów wystawia szpitalom faktury, podczas gdy umowy o pracę posiada jedynie 27% z nich.
Wszystko wskazuje na to, że w bieżącym roku Ministerstwo Zdrowia zdecyduje się na wariant realizacji podwyżek, który nie obejmie lekarzy na kontraktach. Byłby to pierwszy, choć niewielki krok w kierunku zmian, jednak niewystarczający do rozwiązania systemowych problemów.
Lekarze preferują własną działalność gospodarczą ze względu na korzyści
Lekarze mają możliwość pracy zarówno na etatach, jak i na kontraktach. Kontrakty oferują znacznie większą elastyczność oraz – co istotniejsze – potencjalnie wyższe dochody. Zasady te są regulowane przez państwo, w tym poprzez system podatkowy.
Według danych Zakładu Ubezpieczeń Społecznych (ZUS) za pierwsze półrocze 2025 roku, średnie miesięczne wynagrodzenie lekarzy zatrudnionych na umowach o pracę trwających dłużej niż dwa lata wynosiło 21 285 zł. Z kolei mediana zarobków, według danych AOTMiT, kształtuje się na poziomie 23 666 zł, co oznacza, że połowa lekarzy zarabia więcej, a druga połowa mniej.
W efekcie, już po pół roku pracy, a często szybciej, lekarz może przekroczyć drugi próg podatkowy, od nadwyżki ponad 120 tys. zł objętej 32% stawką podatkową, a następnie 35% stawką podatkową.
Lekarz prowadzący własną działalność gospodarczą i rozliczający się na zasadzie podatku liniowego, płaci 19% podatek dochodowy. W przypadku ryczałtu, gdzie koszty działalności są niskie (np. brak leasingowanego drogiego samochodu), stawka podatku może wynosić zaledwie 14%.
Dane opublikowane przez Łukasza Kozłowskiego, głównego ekonomistę Federacji Przedsiębiorców Polskich, wskazują na rosnącą liczbę lekarzy wybierających ryczałt, co jest naturalną konsekwencją dążenia do wyboru najbardziej korzystnych rozwiązań podatkowych.
W związku z tym, trzy czwarte lekarzy prowadzi własną działalność gospodarczą, a część z nich wystawia faktury przekraczające 100 tys. zł miesięcznie.
Kontrakt oferuje dodatkową przewagę – umożliwia pracę w kilku miejscach jednocześnie, co ułatwia negocjowanie wyższych stawek z placówkami medycznymi. Konkurencja ta napędza wzrost wynagrodzeń, głównie dla lekarzy prowadzących własną działalność. Według danych AOTMiT, ponad 600 lekarzy zarabia miesięcznie powyżej 100 tys. zł. System, w tym NFZ, nie kontroluje tych przepływów finansowych ani nie blokuje takich sytuacji, a wręcz je wspiera. Prowadzi to do patologii i nierówności – w placówkach medycznych obok siebie pracują osoby zarabiające do 20 tys. zł i ponad 100 tys. zł (około 45 lekarzy na umowach o pracę i około 630 na kontraktach, przy łącznej liczbie około 80 tys. lekarzy).
Szpitale konkurują o fundusze i specjalistów
Kluczowym elementem obecnego systemu jest konkurencja między placówkami medycznymi o kontrakty z NFZ. Choć teoretycznie ma ona zwiększać efektywność, w praktyce prowadzi do licytacji o specjalistów w najlepiej wycenianych dziedzinach medycyny.
NFZ zawiera umowy z tysiącami szpitali, przychodni i innych placówek, które następnie negocjują warunki i wynagrodzenia z lekarzami. Aby placówka otrzymała kontrakt od NFZ, musi zatrudniać odpowiednią, nie zawsze racjonalną, liczbę specjalistów.
Szpitale natomiast preferują prowadzenie oddziałów, które są rentowne, a niekoniecznie odpowiadają bieżącym potrzebom zdrowotnym społeczeństwa. Wiele szpitali powiatowych dąży do posiadania oddziałów neurochirurgii, kardiologii, ortopedii czy okulistyki, ponieważ procedury takie jak leczenie zaćmy, endoprotezoplastyka stawu biodrowego czy kardiologia inwazyjna są znacznie lepiej wyceniane niż np. pediatria, położnictwo czy interna.
W praktyce oznacza to, że liczba lekarzy zarabiających najwyższe stawki nie jest znacząca. Większość internistów, pediatrów czy reumatologów zarabia „nieźle”, około 15-20 tys. zł, ale nie kwoty rzędu milionów.
Według Jakuba Kosikowskiego, rzecznika Naczelnej Izby Lekarskiej, szpital powiatowy może zatrudniać neurochirurga nawet za 100 tys. zł miesięcznie, generując dzięki temu przychód rzędu 2 mln zł. Jeden neurochirurg, radiolog opisujący badania rezonansu magnetycznego czy anestezjolog może posiadać kontrakty z kilkoma szpitalami jednocześnie.
W rezultacie szpitale i przychodnie konkurują ze sobą o kontrakty z NFZ, a aby realizować najlepiej wyceniane procedury, muszą konkurować o kadry. Jedynym sposobem na przyciągnięcie specjalistów są wysokie wynagrodzenia, które nie podlegają żadnym limitom.
Dobry kardiolog czy okulista może więc pracować w szpitalu np. w Garwolinie, Lublinie i Warszawie, jednocześnie przyjmując pacjentów w przychodniach raz w tygodniu.
Eksperci podkreślają, że lekarze postępowaliby nierozsądnie, gdyby nie korzystali z możliwości, jakie daje im obecny system. „W obecnym systemie byłoby zaskakujące, gdyby poszukiwani na rynku specjaliści nie zarabiali tak dużo” – zauważa jeden z ekspertów.
Dopóki nie zostanie stworzona realna sieć szpitali, oparta na współpracy zamiast konkurencji, oraz nie zostaną wprowadzone widełki wynagrodzeń, problemy te będą się powtarzać. Sama świadomość obecnych zarobków nie zmieni systemu, a dostępne obecnie propozycje zmian koncentrują się jedynie na zwiększeniu przejrzystości, podczas gdy eksperci od lat ostrzegają przed zapaścią w ochronie zdrowia.
Wyniki Biznes Fakty:
W 2026 roku przedsiębiorcy z sektora ochrony zdrowia będą musieli zmierzyć się z nowymi regulacjami dotyczącymi minimalnych wynagrodzeń. Te podwyżki, choć mają na celu poprawę sytuacji pracowników, znacząco zwiększą koszty prowadzenia działalności, zwłaszcza dla placówek opierających się na kontraktach z NFZ. Możliwość wyboru przez lekarzy korzystniejszych form rozliczeń (podatek liniowy lub ryczałt) oraz konkurencja o specjalistów będą nadal wpływać na strukturę kosztów i wynagrodzeń. Przedsiębiorcy będą musieli szukać sposobów na efektywne zarządzanie zasobami i optymalizację kosztów, aby utrzymać rentowność i jakość świadczonych usług.
Na podstawie materiałów : businessinsider.com.pl
