Potyczka technologiczna pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Chinami może położyć kres globalnemu rynkowi smartfonów, jaki znamy — przyznaje Andrzej Gładki, szef ds. partnerstw telco w Europie w realme. Uważa jednak, że wizje katastrofalnych sankcji wymierzonych w chińskich producentów są mało prawdopodobne. — Telefony nie są osią tej konkurencji — oznajmia w rozmowie z Business Insiderem. Pomimo to zauważa, że ceny komórek wzrosną — głównie z uwagi na niedobór podzespołów. — Spółki zajmujące się AI ogołacają rynek z modułów pamięci. Trwa zacięta walka o zasoby — podkreśla.

- To, co motoryzacja dostrzega teraz, w sektorze smartfonów stało się dekadę temu. Obecnie mocna pozycja chińskich dystrybutorów nikogo nie zaskakuje, a oni nie pragną już rywalizować jedynie ceną i wkraczają do segmentu premium — relacjonuje reprezentant realme
- Wszyscy mówią o zależności świata od chipów z Tajwanu, ale w branży istnieje kilka innych komponentów niemal w całości zdominowanych przez wytwórców z jednego państwa. Swoje zalety bez których nie poradzi sobie sektor, posiadają także Amerykanie i Chińczycy — wylicza Gładki
- Smartfony nie są bezpośrednim celem konfrontacji mocarstw. Huawei oberwało rykoszetem, ponieważ nie chodziło przecież o smartfony. Gracze skupieni jedynie na produktach dla konsumenta nie mają powodów do obaw — twierdzi
— Efekt, który widzimy współcześnie w motoryzacji, czyli ekspansję marek z Państwa Środka, smartfony przeszły już mniej więcej dziesięć lat temu, gdy szlaki torował Huawei. Obecnie silna pozycja chińskich dostawców nikogo nie dziwi, a oni nie chcą już konkurować tylko ceną i wchodzą do segmentu premium — mówi Andrzej Gładki w rozmowie z Business Insiderem. — Wszyscy zaczynają rozważać stabilizację łańcuchów dostaw — dodaje.
Dalsza część artykułu pod wideo:
Hubert Stojanowski o napięciach między Chinami a USA. "Eskalacja ma charakter systemowy"
Smartfony pod presją firm AI
— Biorąc pod uwagę tendencje cenowe na przyszły rok, spodziewam się raczej podwyżki cen, a nie wojen cenowych — twierdzi Andrzej Gładki. Dlaczego? Jego zdaniem głównym powodem będzie wzrost cen podzespołów. Producenci elektroniki użytkowej odczuwają bowiem nacisk ze strony firm zajmujących się AI.
— Wszyscy starają się oferować coraz bardziej doskonałe urządzenia, na których marża jest wyższa. To jasne. Ale zasadniczym czynnikiem prowadzącym do podwyżki cen będzie dostęp do podzespołów.
— Spółki zajmujące się AI ogołacają rynek z układów pamięci. Trwa zaciekła rywalizacja o zasoby. Popyt na układy pamięci jest potwornie duży, ponieważ tam potrzebna jest siła obliczeniowa. W konsekwencji pojawia się kłopot ze zdolnościami produkcyjnymi na świecie — najbardziej wyspecjalizowane układy, które smartfon wykorzystuje, walczą o dostęp do komponentów z branżą AI, która jest teraz w centrum zainteresowania i prowadzi właśnie wyścig technologiczny między korporacjami — ocenia Gładki.
Nie tylko chipy z Tajwanu dyktują warunki
— Producenci na Tajwanie, którzy wytwarzają procesory dla różnych kontrahentów, mają swoje priorytety. Kiedy zaczynają się problemy z dostępnością komponentów lub surowców, każdy wytwórca komponentów — procesory, pamięć, wyświetlacze — ma swoją listę priorytetów, i łatwo można wyobrazić sobie, kto jest na szczycie. Historycznie był to amerykański gigant w produkcji smartfonów, ale dzisiaj sądzę, że na szczycie priorytetów są firmy zajmujące się AI — opowiada.
— Wszyscy ostatecznie musimy trafić do tajwańskich producentów. Niezależnie od państwa pochodzenia wytwórców elektroniki użytkowej — na koniec dnia mówimy o wykorzystaniu procesorów produkowanych przez TSMC i MediaTek — mówi Gładki. — mówi Gładki.
Wskazuje jednak, że chociaż wszyscy zwracają uwagę na światową zależność od chipów z Tajwanu, to branża obserwuje także zmiany w rozmieszczeniu mocy produkcyjnych innych kluczowych komponentów. — Jeśli chodzi o pamięć, wyświetlacze i baterie, sytuacja jest bardziej zawiła. Tam jest bardziej zróżnicowany rozkład, zwłaszcza w bateriach i wyświetlaczach — bardzo wielu chińskich graczy jest blisko dominacji — ocenia.
Jak zaznacza, w Europie wpływ podwyżki cen może zostać spotęgowany przez regulacje — korzystne dla odbiorców, ale wpływające na ceny. — W czerwcu przyjęto unijne regulacje o tzw. ecodesign. Z jednej strony eliminuje ono najtańsze konstrukcje z rynku, a z drugiej strony narzucone wymogi sprawiają, że smartfony stają się trwalsze i nadają się do użytku przez dłuższy okres — relacjonuje Gładki.
Zaznacza jednak, że Stary Kontynent powinien zmienić swoje podejście wobec postrzegania swojego rynku. — Uważam, że Europa powinna przestać myśleć jedynie o sobie i spojrzeć szerzej na świat. Nie chcę jej umniejszać, ponieważ to jest wciąż rynek bardzo bogaty i atrakcyjny ze względu na koncentrację wartości. Lecz patrząc na skalę — Indonezja ma populację niemal równą Europie, Indie to już zupełnie inny poziom. Należy to uwzględniać, ponieważ świat zmienia się bardzo szybko — przekonuje.
Konkurencja Chin i USA uderzy w smartfony?
Chociaż USA i Chiny niedawno znajdowały się u progu handlowej wojny totalnej, a Pekin przestrzegał przed embargiem na metale ziem rzadkich, to Gładki ocenia, że nie spodziewa się zażartej walki mocarstw, która doprowadziłaby do ograniczeń w handlu elektroniką. Jego zdaniem, branży nie zagraża los Huawei, który zderzył się z reżimem amerykańskich sankcji.
— Smartfony nie są bezpośrednim celem rywalizacji mocarstw. Huawei oberwało rykoszetem, bo nie chodziło przecież o smartfony — głównie chodziło o inne dziedziny, jak infrastruktura czy automatyka. Huawei z czasem to przetrwało, ale rzeczywiście smartfony ucierpiały. Sądzę, że gracze skupieni jedynie na produktach dla konsumenta nie mają się czego obawiać. Rywalizacja geopolityczna nie dotyczy tego sektora — twierdzi.
— Uważam, że bardzo by było dla całego świata niekorzystne, gdybyśmy po prostu mieli nową żelazną kurtynę technologiczną. Zaś potyczka technologiczna pomiędzy USA a Chinami może położyć kres globalnemu rynkowi smartfonów, jaki znamy. Wówczas świat byłby podzielony na dwa obozy technologiczne — świat Zachodu z własnym ekosystemem, systemami operacyjnymi i odmienną resztę świata. Ale to skrajny scenariusz, tak samo, jak dyskutowanie o wojnie nuklearnej — dodaje.
— Gdy spojrzymy na premiery nowych urządzeń, widać wiele kooperacji wbrew tej rywalizacji technologicznej. To jest biznes. Google był zadowolony z problemów Huawei? Myślę, że nie. A rynek się przemodelował, lecz największym beneficjentem byli inni chińscy gracze — ocenia.
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
