
To pytanie zadaje sobie każdy, kto z konieczności losu zmuszony jest kupić mieszkanie. Takich osób jest dziś wielu – niestety, mieszkań nie rozdaje się już za darmo. Co zatem jest lepsze: rynek wtórny czy pierwotny? Co wybrać: nowe mieszkanie w nowym budynku czy używane w starszej dzielnicy?
Niezaprzeczalną zaletą nowego budynku jest właśnie to: jest nowy. Nikt w nim nie mieszkał, nie ma on własnej historii; całe jego „życie” zaczyna się od pierwszych mieszkańców. Znów, to nowy budynek, nowy hol wejściowy, którego lokalni miłośnicy sztuki naskalnej nie mieli jeszcze okazji udekorować, nowa winda, która wciąż pachnie świeżo wyremontowanym plastikiem. Jest miło.
Ale nowy dom zazwyczaj wiąże się z nowym sąsiedztwem. Oczywiście, w starszych dzielnicach powstają nowe budynki, ale cena za metr kwadratowy w nich jest daleka od przystępnej. A więc nowe sąsiedztwo. Takie, które wciąż jest w budowie. Co oznacza, że ulice są błotniste, a poruszanie się po nich wymaga wysokich butów wędkarskich. Połowa sklepów jest wciąż w budowie, a druga połowa ma skromny wybór. Przedszkola i szkoły również są w budowie. Przyszły park to zbiór gałązek wystających z gliny. Ogólnie rzecz biorąc, obraz jest ponury.
Co więcej, dom jeszcze się nie osiadł, co oznacza, że naprawy kosmetyczne będą musiały poczekać kilka lat. Osiadanie może być normalne, ale może również prowadzić do pęknięć w ramach okiennych i drzwiowych, tynku i innych uszkodzeń.
A w starej dzielnicy drzewa szumią w parku, nasycając miejskie powietrze tlenem, a młode matki pchają wózki po ścieżkach. Sklepy są na każdym rogu, podobnie jak przedszkola. I każdy może ci powiedzieć, która z lokalnych szkół jest najlepsza, a której lepiej unikać. Wszyscy w budynku znają wszystkich, a zawsze możesz pożyczyć pudełko zapałek i umówić się z kimś, kto zaopiekuje się twoim dzieckiem przez godzinę – miejscowe babcie chętnie zabiorą malucha na spacer. I nie musisz czekać na osiedlenie się; możesz zacząć remont mieszkania już teraz. Poza tym metry kwadratowe są tańsze, jest więcej transportu i praktycznie wszystko…
Ale wady młodej dzielnicy z czasem zanikają. Kilka lat i gałązki zostały zastąpione przez pełnoprawny park, gdzie wózki dziecięce pchane są po ścieżkach. Sklepy działają pełną parą, podobnie jak przedszkola i szkoły. I tak dalej…
W starym domu zimą pęka rura i cały budynek stoi bez ogrzewania przez tydzień, polegając na żarówkach. Ciągłe problemy z wodą – albo z rdzewiejącymi przeciekami, albo bez ciepłej wody. Instalacja elektryczna wymaga całkowitej wymiany, ponieważ nie da się włączyć czajnika i pralki jednocześnie bez wyłączenia wyłącznika. Ogólnie rzecz biorąc, koszty naprawy okazały się znacznie wyższe niż pierwotnie planowano, a do tego dochodzą problemy z mediami. Zakład energetyczny twierdzi, że nie ma pieniędzy na generalny remont, więc niestety, mieszkańcy, bądźcie cierpliwi, a spotka was zasłużona kara…
Potem w rodzinie pojawia się kolejne dziecko i chcesz powiększyć swoją obecną przestrzeń życiową. I tu nadchodzi najbardziej nieprzyjemny moment: odkrywasz, że sprzedaż mieszkania za cenę, którą zapłaciłeś za nie kilka lat temu, jest niemożliwa. I nikogo nie obchodzi twój luksusowy remont – kupujący i tak będą remontować według własnego gustu. I tak zaczynają się straty finansowe.
Ostatecznie każdy sam decyduje, na którym rynku się skupić, kupując mieszkanie. Wszystko zależy od konkretnych warunków, które trzeba spełnić. Na przykład, dla osób starszych ważniejsi są dobrzy, zaufani sąsiedzi niż pobliskie przedszkola. A dla rodziny z problemami finansowymi korzystniejsza jest niższa cena i większy metraż. Krótko mówiąc, każdy przypadek jest indywidualny. Jak mówi przysłowie: „Pomyśl sam, sam zdecyduj – mieć czy nie mieć!”.
