Reklamy na Netflix w Polsce: Coraz bardziej realne. Statystyki są jednoznaczne.

Decyzja Netfliksa o wprowadzeniu reklam do oferty kilka lat temu, pomimo szerokiego sprzeciwu, była konsekwentnie realizowana… i teraz przynosi zyski. I to niemałe. Zgodnie z najnowszymi raportami taryfa z reklamami (dostępna jedynie w niektórych państwach) wygenerowała w ubiegłym roku ponad 1,5 mld dol. przychodu. To skok aż o 150 proc. w stosunku do poprzedniego roku. Prognozy na następne 12 miesięcy mówią o podwojeniu tego wyniku. Co to oznacza dla rynku i innych serwisów? Niestety nic pozytywnego dla zwykłego użytkownika.

Netflix ma już obecnie ponad 325 mln subskrybentów
Netflix ma już obecnie ponad 325 mln subskrybentów | Foto: Miguel Lagoa / Shutterstock
  • Netflix przedstawił sprawozdanie z wynikami finansowymi za ostatni kwartał — dochody z reklam przerosły wszelkie oczekiwania
  • Abonament z reklamami nie jest jeszcze dostępny w Polsce, ale globalnie — zebrał już prawie 100 mln użytkowników
  • Tendencja ta wykracza już poza streaming — reklamy części opłacającym abonament użytkownikom pokazywać ma również ChatGPT 
  • Prezentowanie reklam w produktach i usługach, które nie proponują subskrypcji, a jednorazową opłatę — także stają się powszechniejsze
  • Więcej informacji o biznesie znajdziesz na stronie Businessinsider.com.pl

Dalsza część artykułu pod materiałem wideo

Netflix transformuje się w KORPORACYJNEGO GOLIATA.

Rezultaty Netfliksa za miniony kwartał nie pozostawiają złudzeń — to niewątpliwie największy i najczęściej wybierany serwis streamingowy na rynku, przynajmniej wśród tych odpłatnych. Ponad 325 milionów płacących abonentów to wynik, o którym konkurenci mogą jedynie śnić. A i ta wkrótce się zmniejszy, ponieważ wszystko wskazuje na to, że planowane przejęcie Warner Bros. przez czerwoną platformę w końcu dojdzie do skutku. Dzięki przejęciu Netflix jeszcze bardziej umocni swoją pozycję lidera, aktywnie poszukując szans na ekspansję także w innych segmentach branży rozrywkowej, takich jak gry, transmisje live, koncerty lub sport.

Ugruntowana pozycja Netfliksa na rynku pozwala firmie Reeda Hastingsa naturalnie nie tylko generować gigantyczne zyski i znacznie poszerzać dostępną bibliotekę, ale także i dyktować warunki. Zarówno cenowe, jak i te dotyczące jakości. A to, co sprawdza się w ich przypadku, jest chętnie naśladowane przez pozostałych graczy. Ograniczenia związane z dzieleniem kont, lokalizacjami do oglądania, jakością obrazu, czy finalnie reklamami — wszystkie miały początek w strategii nakreślonej przez Netfliksa. Pomimo że niektóre serwisy — jak np. polski Player lub dawne HBO Go, lecz jedynie na rynku amerykańskim, zaczęły emitować płacącym użytkownikom reklamy kilka miesięcy wcześniej, to jednak na rynkach globalnych innowację zapoczątkował Netflix.

I chociaż każda z tych przełomowych zmian w chwili wprowadzenia wywoływała ogromne emocje — zawsze okazywało się, że to ten rozrywkowy gigant miał rację, a ich wpływy w szybkim tempie rosły.

Reklamy w Netflixie okazały się kurą znoszącą złote jaja

Najnowsze sprawozdania finansowe sugerują, że platforma poradziła sobie nawet lepiej niż oczekiwano w początkowych szacunkach, a jednym z najistotniejszych czynników były wpływy z płatnego planu, który wyświetla reklamy. W Polsce nie jest on jeszcze dostępny, lecz na rynkach zagranicznych — zyskuje coraz większą popularność. Według ostatnich ujawnionych przez Netfliksa danych z maja 2025 roku, z abonamentu z reklamami korzystało wtedy 94 mln kont. Obecnie uważa się, że ten wynik przekroczył już 100 mln. Plan podstawowy z reklamami to wydatek 7,99 dol. Następny, już bez reklam — jest o 10 dol. droższy i kosztuje 17,99 dol. W skali roku, to różnica rzędu 120 dol., czyli około 450 zł przy obecnym kursie walutowym. Jeśli odwrócimy nieco matematykę, zagraniczny konsument, który pragnie całkowicie wyłączyć reklamy podczas oglądania Netflisa — musi zapłacić rocznie 216 dol. Jeśli akceptuje reklamy — płaci rocznie 96 dol., czyli ok. 350 zł.

Przez lata byliśmy przyzwyczajeni do klarownego modelu — dostęp za darmo wiąże się z reklamami. Jeśli płacisz — reklamy znikają. W ten sposób funkcjonował nie tylko Netflix, HBO Max czy Disney+, ale i wszystkie inne usługi dostępne w modelu subskrypcyjnym jak Spotify lub YouTube. Parę lat temu w tym, wydawać by się mogło, uczciwym ekonomicznie systemie pojawiła się jednak luka, a przeciętny odbiorca — mimo wszystko ją zaakceptował.

Wzrastająca ilość abonentów wybierających abonamenty odpłatne, które zawierają reklamy, jedynie potwierdza, że użytkownicy — w celu zaoszczędzenia, gotowi są na coraz większe kompromisy.

Netflix i pozostałe platformy streamingowe rozpoczęły zmiany w tej sferze, ale powszechne przejście usługodawców na ten system dopiero przed nami. Wielu z nich co prawda w pewien sposób już z nim eksperymentuje, ale robi to nadal na niewielką skalę i dość ostrożnie. Mając świadomość słabszej pozycji lub innej specyfiki rynkowej, nie mogą pozwolić sobie na równie śmiałe posunięcia. Jednak kolejne kwartały pokazujące, jak dużo można na tym zarobić — z pewnością będą ich zachęcały.

OpenAI podąża śladami Netfliksa

Widać to doskonale choćby po tym, co ogłosiło ostatnio OpenAI. Do ChatGPT zmierzają w końcu oczekiwane już wcześniej reklamy, ale o ile jeszcze rok temu scenariusz, w którym pojawiają się one w abonamencie innym niż darmowy był kompletnie nie do przyjęcia… to teraz wiemy już, że Sam Altman i jego firma także zdecydowali się wybrać drogę wytyczoną przez Netfliksa. I choć w abonamentach Plus, Pro lub tych najdroższych skierowanych do firm reklam — na tym etapie — nie będzie, to gdy zostaną one do narzędzia zaimplementowane, pojawią się one zarówno na kontach darmowych, jak i tych, które opłacają najtańszy abonament, czyli kosztujące w Polsce 35 zł miesięcznie ChatGPT Go.

Sukcesy Netfliksa na tym polu niestety unormowały model, w którym płacący subskrybenci są traktowani na równi z użytkownikami darmowymi. Mimo że niektóre przedsiębiorstwa dla pozorów starają się jeszcze to rozróżniać, obserwując trendy, wyraźnie widać, że granica jest sukcesywnie przesuwana coraz dalej. Początkowo reklamy oglądać mieli tylko użytkownicy darmowi. Później ci, na najniższych planach, za chwilę także i ci płacący więcej, ale dla zmylenia — reklam dostaną mniej niż reszta… a ostatecznie, system obejmie praktycznie wszystkich.

Nie tylko serwisy – sprzęt także „skażony” reklamami

To ostatnie to oczywiście tylko luźna hipoteza, wynikająca jednak z działań poszczególnych gigantów technologicznych. One konsekwentnie wprowadzają modele dodatkowej monetyzacji, nieustannie podążając tą samą ścieżką, którą przed nimi przetrząsnął już Netflix. To zresztą nie jest wyłącznie domena serwisów streamingowych — poza wspomnianym już OpenAI, model ten coraz odważniej adaptują również producenci telefonów i oprogramowania. Zwłaszcza na chińskich smartfonach, próbujących być jak najbardziej konkurencyjnymi cenowo, można znaleźć mnóstwo reklam w formie nie tylko preinstalowanych aplikacji, lecz również tradycyjnych form reklamowych, takich jak pop-upy w systemowych aplikacjach. Znacznie bardziej subtelny, ale także pokazujący reklamy w płatnym produkcie, jest również Microsoft, który od dłuższego czasu serwuje użytkownikom sugestie i inne reklamy w obrębie Windowsa 11 — systemu, za który trzeba zapłacić kilkaset złotych. Z reklamami spotkać możemy się także na telewizorach, konsolach lub czytnikach e-booków — czyli urządzeniach, które mogą kosztować od kilkuset do kilkunastu tysięcy złotych.

Kompletne odizolowanie się od reklam staje się powoli niemożliwe, a ostatni bastion w postaci ad-blocków także powoli kapituluje. Google, agresywnie walcząc ze wszelkimi wtyczkami blokującymi reklamy, z powodu pełnej kontroli nad rynkiem przeglądarek (z Google Chrome korzysta aktualnie ponad 70 proc. internautów), triumfuje także i na tym polu, a wkrótce — podobnie jak w przypadku ChatGPT, w ich flagowym narzędziu AI, czyli Gemini, także pojawią się reklamy.

Oczywiście na razie przedstawiciele Google zapewniają, że to nie nastąpi, lecz scenariusz w tej sytuacji jest oczywisty — Gemini nie będzie miał reklam tylko do momentu, w którym zdobędzie pozycję lidera na rynku. Obecnie są na etapie nadganiania zaległości i poszerzania bazy użytkowników… a gdy coraz bardziej zdesperowane OpenAI zostanie w końcu wyprzedzone, eksperci jednogłośnie prognozują stopniowe wprowadzenie reklam i sponsorowanych rekomendacji zarówno do aplikacji Gemini, jak i do Trybu AI w wyszukiwarce Google.

I użytkownicy, nawet jeśli będą protestować i tak to ostatecznie zaakceptują. Dokładnie tak, jak w przypadku dominującego w swojej kategorii Netfliksa.

Zaakceptują, ponieważ nie mają wyjścia.

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.

No votes yet.
Please wait...

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *