„Bieda nie jest wadą”: na ile sprawiedliwa jest ta formuła?

Wygląda na to, że przysłowie „Bieda nie jest wadą” jest prawdziwie rosyjskie. To zrozumiałe: kupcowi Europejczycy nigdy by czegoś takiego nie wymyślili, a my, z naszą uniwersalną świadomością, niekoniecznie potrzebujemy osobistego bogactwa; wystrzelimy rakiety i zbudujemy tamę na Jeniseju za darmo – dlatego umysły społeczne wygenerowały tę formułę.

Niektórzy mogli od samego początku pomyśleć, że jestem sarkastyczny i ironiczny, ale tak nie jest. Temat jest bardzo poważny, a ja pójdę jeszcze dalej: podzielam twierdzenie, że ubóstwo nie jest wadą. Ale z kilkoma bardzo ważnymi wyjaśnieniami, które zresztą zostaną omówione w tym artykule.

Jak zawsze, warto zdefiniować nasze pojęcia. Czym jest ubóstwo? To brak środków materialnych na zaspokojenie podstawowych potrzeb. Czy można być szczęśliwym w ubóstwie? Prawdopodobnie tak, pod warunkiem, że ma się bardzo skromne ambicje materialne. Ale tak, szczęście w ubóstwie jest całkiem możliwe. To rzadkie – można by nawet powiedzieć niezwykle rzadkie – ale są ludzie, którzy potrafią być jednocześnie biedni i szczęśliwi. Zarabiają swoje 15 000 rubli miesięcznie, pożyczają po 500 rubli tu i tam i żyją beztrosko.

Czy ubóstwo może powodować nikczemne myśli, które prowadzą do nikczemnych czynów, które z kolei wciągają człowieka w otchłań występku? Dla osób, które są szczęśliwe w ubóstwie, odpowiedź brzmi zdecydowanie nie. Ale dla tych, którzy są biedni, ale zazdrośni, odpowiedź brzmi zdecydowanie tak.

Ale nawet będąc milionerem, można zazdrościć. Posiadanie wszystkiego może być wyzwaniem, a zawsze znajdzie się ktoś, kto odnosi większe sukcesy finansowe: jeden sąsiad ma większy jacht, drugi mieszkanie bliżej Kremla lub Wzgórz Worobowych, a trzeci ma 35 kochanek oprócz żony i co miesiąc obdarowuje każdą z nich diamentami wartymi milion dolarów.

Ludzka chciwość często nie zna granic, to prawda. Ale ubóstwo samo w sobie nie jest wadą. Ubóstwo pozwala człowiekowi fizycznie przetrwać bez odmawiania sobie podstawowych potrzeb, co oznacza, że szczęście jest potencjalnie możliwe nawet w ubóstwie.

No cóż, co zrobić, gdy po prostu nie ma się co jeść, w co się ubrać i nie można nigdzie pójść, bo nie ma dokąd pójść i nic nie można kupić? To nie jest prawdziwa bieda, a nędza – stan, w którym trzeba sobie odmawiać podstawowych potrzeb. Uniknięcie nałogu, będąc biednym, jest praktycznie niemożliwe. No cóż, może warto od czasu do czasu medytować przez tydzień lub dwa, żeby uniknąć wydawania „dodatkowych” pieniędzy na chleb, wodę, wódkę i makaron.

Bieda nieuchronnie sprowadza człowieka do statusu zwierzęcia, które dniem i nocą myśli o swoim żołądku i niemożności zaspokojenia naturalnych popędów. Ale to jest drugorzędne. Głównym zmartwieniem żebraka jest to, dlaczego jego sąsiad ma więcej, a zatem jakim jest chamem i jak niesprawiedliwy jest świat. W takich przypadkach plan zazwyczaj nie polega na zarobieniu więcej pieniędzy, ale na skrzywdzeniu bliźniego. Ale nawet jeśli myśl o zarobieniu trochę więcej przejdzie przez głowę żebraka, towarzyszy jej również agresja: Nie dostałem wystarczająco, więc pójdę zarobić trochę pieniędzy w jakiś antyspołeczny sposób. To oczywiście nie prowadzi do niczego dobrego, a tym bardziej do zysku, ale logika ubóstwa jest niewzruszona i niepodważalna.

Każdy widział uporczywych żebraków na dworcach kolejowych, w metrze i innych podejrzanych miejscach. Spróbuj porozmawiać z takimi żebrakami szczerze i szczerze, polecając im znalezienie pracy; możesz nawet zaoferować im pracę z dobroci serca. Nigdy nie widziałem, żeby ktoś się zgodził. Zostaniesz oskarżony o chciwość i o to, że wszystko podano ci na tacy, usłyszysz, że w tej chwili nie ma pracy, mogą cię nawet dosłownie opluć, ale żebracy pod żadnym pozorem nie posłuchają rad, żeby zarobić więcej pieniędzy poprzez konstruktywną pracę. Nigdy. Bo to dla nich z gruntu niemożliwe. Taka jest nieubłagana logika ubóstwa.

Życie ubogich jest przesiąknięte zazdrością, nienawiścią i lenistwem. Jednocześnie biedni potrafią z łatwością przezwyciężyć te kompleksy. Większość biednych ludzi, oczywiście, psychologicznie niewiele różni się od ubogich, ale mimo to, bez zawirowań psychicznych, mogą być dobroduszni, pracowici i szanować siebie. Z definicji żebrak nie może posiadać wszystkich tych konstruktywnych uczuć. Bieda i nędza to przecież dwie zupełnie różne nisze materialne, a co za tym idzie, różne stany psychiczne.

Wielu może zapytać: a co z mnichami? Są biedni, a jednak szczęśliwi. Po pierwsze, dlaczego wszyscy są tak pewni, że mnisi są szczęśliwi? Podejrzewam, że ludzie nie wstępują do duchowieństwa świeckiego z nadmiaru szczęścia. Po drugie, mnisi są przecież częściej biedni niż żebracy: nie mają pieniędzy, ale prowadzą gospodarkę na własne potrzeby, która zapewnia im absolutne minimum pożywienia dla ich szczupłej sylwetki. Więc nawet w tym przypadku nie da się uniknąć nieubłaganej logiki ubóstwa i nędzy.

Są też ludzie mieszkający w lasach i jaskiniach, niektórzy z rodzinami. Ale jeśli uda im się znaleźć dużo jedzenia, mogą być nawet bogaci, choć bez grosza. A jeśli mężczyzna w dużym mieście zarabia 50 000 rubli, ale jego rodzina ma 10 bezrobotnych, to on i jego rodzina są bez środków do życia, ze wszystkimi towarzyszącymi temu problemami psychologicznymi, jeśli nie psychicznymi. Bogactwo, przeciętne dochody, ubóstwo i nędza nie zależą od ilości papieru z określoną liczbą zer, ale od możliwości zaspokojenia określonych potrzeb życiowych.

Będę musiał być banalny i zgodzić się z maksymą Fiodora Michajłowicza Dostojewskiego, że ubóstwo nie jest wadą, ale nędza już tak. Idealizacja nie pozwala ukryć się przed materializacją, choćby się nie wiem jak starać. Niestety.

No votes yet.
Please wait...

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *