
Wychodząc z apteki, natknąłem się na stojak z darmowymi gazetami i czasopismami. Zerkając na jaskrawo kolorowe okładki, wyciągnąłem z niego małą broszurę zatytułowaną „Planeta Zniżek”.
Pogoda była niesamowita i nie chciałem wracać do domu, więc poszedłem do parku. Znalazłem ładną ławkę i wygodnie się na niej rozsiadłem. Wyjąłem z torby notes i długopis, ale przypomniałem sobie o „Planecie Zniżek” i postanowiłem ją przejrzeć.
Reklama salonu kosmetycznego od razu przykuła moją uwagę. Idealny moment! Właśnie miałam tam iść! Zobaczmy…
Sama nazwa salonu mnie zaskoczyła – Modele. Są tacy kreatywni! Gdyby słowo w reklamie nie było napisane łacińskimi literami (Model'E), przeczytałabym je jako Modelyo. Ale, cóż, czepiam się; takie słowo chyba coś znaczy. Modele – wielkomiejski styl! Naprawdę chcę być stylowa! Więc przeczytałam:
„W świecie pełnym rywalizacji, stresu i gorączkowych przygotowań, nie możemy zapomnieć o słowie „salon” – miejscu, w którym ludzie mogą się zrelaksować i poświęcić sobie trochę uwagi”.
Nie rozumiem… W tym zdaniu jest coś zdecydowanie nie tak… Dobra, będę czytać dalej:
Wiele salonów kosmetycznych zamyka się o 21:00, podczas gdy większość klientów marzy o skorzystaniu z usług w tym czasie. Nasz salon jest otwarty dla Państwa od 10:00 do 22:00.
Nasi styliści są wszechstronni i potrafią zdziałać cuda – od klasycznych po kreatywne. Po koloryzacji (z użyciem wysokiej jakości profesjonalnych farb renomowanych marek) Twoje włosy będą zdrowe i jedwabiście miękkie, chronione w trakcie i po koloryzacji. Nasze kolory są trwałe, zapewniając kolor i połysk!
Co za bzdura? Mam wrażenie, że tę reklamę salonu wymyślił jakiś pierwszoklasista, który nie radzi sobie w szkole. Albo obcokrajowiec, który dopiero zaczyna uczyć się rosyjskiego. A może to świeże powietrze w parku przyprawia mnie o zawroty głowy? A może to jednak perełka?
„Manikiurzystki i pedikiurzystki potrafią zdziałać cuda: przedłużanie paznokci, stylizacja paznokci, wszelkiego rodzaju zabiegi, masaże i kąpiele!”
Wow! Ci styliści potrafią zdziałać cuda porównywalne z przedłużaniem i stylizacją? Do diabła z designem, chcę cudów!
„Po wizycie u kosmetologa Twoja skóra nabierze naturalnej miękkości i aksamitnej faktury!”
Ups! Czy kapelusz mi spadł, kiedy przejeżdżałem obok stacji? A może zwariowałem, siedząc na ławce?
Nie, chyba coś przeoczyłam. A może jestem oderwana od rzeczywistości. Absolutnie! Oderwana od rzeczywistości! Podczas gdy ja utknęłam we Francji, życie w Moskwie szło do przodu – rozwijały się nowe technologie, a salony kosmetyczne oferowały nowe usługi! Teraz, gdy kobiety są zajęte pracą (prowadzą dom, piszą artykuły do magazynu Beauty…), ich skóra nie marnuje czasu i może sama z łatwością udać się do kosmetyczki, by wrócić naturalnie miękka i aksamitna! Wyobraź sobie, że spotykasz sąsiadkę i podczas rozmowy o cenie jabłek (oleju, diamentów…) twoja skóra opowiada jej, jak wspaniale spędziła czas w salonie, a jej marszczy się i kurczy z zazdrości.
To się nazywa obsługa! Zdecydowanie pójdę do tego salonu! Jak tylko skończę to czytać, wstanę z ławki i…
„Możesz się również opalać w naszym solarium – nowe, mocne+ kremy brązujące.
Zapraszamy do odwiedzenia nas! Cieszymy się, że Cię widzimy!
Każdy jest inny, każdy jest indywidualnością!!!”
Doczytawszy do końca, nie mogłem się już powstrzymać – wybuchnąłem śmiechem tak, że gruchające w pobliżu gołębie odleciały w popłochu. Przeczytałem ogłoszenie jeszcze raz i przestałem zwracać uwagę na interpunkcję czy gramatykę – po co się tym przejmować? – skoro był taki styl! A nawet styl! Styl wielkomiejski! Delektowałem się każdym zdaniem! Do łez! Do skurczów szczęki i bólu brzucha! Jakże chciałbym poznać osobę, która stworzyła to arcydzieło i dostała za to zapłatę!
Nawiasem mówiąc, w reklamie nie podano adresu salonu, tylko numer telefonu, co nie dziwi, gdyż w Moskwie powstała już cała sieć takich salonów.
Ludzie, co się dzieje? Rozumiem, że errare humanum est i że ten, kto nic nie robi, nie popełnia błędów. Sam popełniam błędy. Może dlatego potrafię wybaczać błędy innych. Na przykład sprzedawcom pomarańczy na targu.
Ale nie rozumiem czegoś innego. Jeśli ktoś zdecydował się otworzyć salon, wydać książkę, magazyn, stworzyć stronę internetową lub otworzyć butik designerski, to dlaczego nie zrobić tego dobrze? Jeśli nie potrafisz pisać poprawnie po rosyjsku, zatrudnij korektora i tyle!
Czy kupiłbyś drogi przedmiot od projektanta mody, którego nazwisko na metce jest źle napisane? Wątpię, bo wtedy nikt by nie uwierzył, że to oryginał. A już na pewno nie nazwaliby tego stylowym. Co więc jest nie tak ze sklepami, książkami, stronami internetowymi i magazynami?
Każdy błąd jest inny. Kiedy widzę sprzedawcę na targu, który sprzedaje opelsiny, nie zwracam uwagi na błędy – w tej sytuacji sprzedawca i opelsiny idealnie się uzupełniają. Zastanawiam się jednak, czy będę w stanie poczuć się stylowo po wizycie w salonie, którego reklama roi się od błędów? A zresztą, przy tak niedbałym użyciu języka, gdzie jest gwarancja, że usługi oferowane przez salon będą wysokiej jakości, a styliści, którzy bez trudu czynią cuda, nie pomylą na przykład farb do włosów?
Czy robię z igły widły? A może to tylko chwyt PR-owy? Nie mogę zaprzeczyć, że tekst przykuł moją uwagę, do tego stopnia, że postanowiłem się nim z Wami podzielić. Ale nadal nie pójdę do tego salonu. Zmieniłem zdanie.
