Polska rzeczywistość gospodarcza stoi przed pewnym paradoksem, charakterystycznym dla intensywnie rozwijających się państw. Z jednej strony Polacy oczekują nowoczesności – infrastruktury, która zapewni nam mobilność i bezpieczeństwo. Z drugiej jednak, gdy dochodzi do realizacji wielu kluczowych inwestycji, pojawia się zjawisko, które tłumi racjonalne argumenty.

Klasyczny efekt NIMBY (ang. Not In My Back Yard – „nie na moim podwórku”) opisuje sytuację, w której mieszkańcy terenów inwestycyjnych zgadzają się z koniecznością budowy infrastruktury, ale protestują przeciwko jej lokalizacji blisko siebie. Ich głos jest istotny, jednak w polskich realiach często prowadzi do swoistego paraliżu inwestycyjnego. Efekt NIMBY manifestuje się w kontekście budowy dróg szybkiego ruchu przez GDDKiA czy linii kolejowych w ramach programu Centralnego Portu Komunikacyjnego (CPK), przybierając formę protestów, prób zakłócania spotkań konsultacyjnych czy blokowania procedur administracyjnych.
Wyrazistym przykładem efektu NIMBY są obecne, głośne protesty dotyczące budowy drogi S7 w okolicy Myślenic. Klasycznym przykładem jest również przedłużająca się dyskusja o przebudowie autostrady A4 między Wrocławiem a Legnicą. Jest oczywiste, że ludzie nie chcą nowej drogi przebiegającej przez ich posesję lub teren, na którym znajduje się ich dom. Powinniśmy jednak patrzeć przez pryzmat szerszej społeczności, której inwestycja ma służyć, oczywiście z odpowiednim wynagrodzeniem dla osób poszkodowanych w procesie inwestycyjnym – komentuje Maciej Mysona, Dyrektor pionu doradztwo i strategie w Zespole Doradców Gospodarczych TOR.
Zakres inwestycji blokowanych przez opór społeczny oparty na zjawisku NIMBY jest znacznie szerszy, niż powszechnie się uważa. Nie dotyczy jedynie projektów z zakresu „asfaltu i betonu”, ale także infrastruktury kluczowej dla bezpieczeństwa zarówno wspólnot lokalnych, jak i całego państwa. Protesty części mieszkańców napotyka budowa pierwszej elektrowni atomowej w lokalizacji Lubiatowo-Kopalino (gmina Choczewo). Pomimo że jest ona niezbędna dla stabilności energetycznej, pojawia się narracja strasząca „śmiercią turystyki” i degradacją plaż. Emocje sięgają zenitu również w przypadku instalacji niezbędnych dla gospodarki odpadami. Protesty dotyczą zarówno nowoczesnych spalarni (jak w Lublinie czy w Mszczonowie), jak i innych obiektów – tzw. PSZOK-ów w dzielnicach oraz mniejszych miejscowościach.
Opór często nie wytrzymuje próby czasu. Autostrada A4 przez Górę Świętej Anny została zrealizowana pomimo znaczącego oporu społecznego i ekologicznego. W latach 90. ekolodzy i aktywiści przykuwali się do drzew, wieszczące katastrofę przyrodniczą i zniszczenie unikalnego krajobrazu. Dziś A4 jest kluczowym kręgosłupem transportowym południowej Polski, a wizje „pustyni” w parku krajobrazowym nie sprawdziły się.
Efekt NIMBY jest widoczny także w odniesieniu do planowanej kopalni metabazaltu Jurczyce I w gminie Świerzawa w województwie dolnośląskim. Zamierzenia inwestora zderzyły się z intensywnymi protestami mieszkańców i lokalnych aktywistów. Według nich wydobycie kruszywa zagrozi unikalnemu krajobrazowi. Nie jest to jednak wyłącznie lokalna awantura o „dziurę w ziemi” w malowniczej scenerii Dolnego Śląska.
Inwestor, firma Colas Kruszywa, planuje budowę kopalni szarego, mało efektownie wyglądającego kamienia. Bez niego jednak nie powstanie żaden kilometr drogi ekspresowej, żaden nasyp kolejowy dla linii wiodących do Portu Polska, ani podobne obiekty inżynieryjne o strategicznym znaczeniu. W tle pozostają inne ogromne inwestycje infrastrukturalne – takie jak budowa elektrowni atomowej. Potrzeby polskiej gospodarki w zakresie kruszyw są ogromne, a nowych kopalń nie przybywa. Dane Państwowego Instytutu Geologicznego (PIG-PIB) wskazują na stagnację w otwieraniu nowych złóż z powodu barier administracyjnych i społecznych. W ostatnich latach, w samym powiecie złotoryjskim, zakończyły działalność trzy kopalnie bazaltu, które łącznie wprowadzały na rynek rocznie około 2 milionów ton wysokiej jakości kruszyw, stosowanych w inwestycjach infrastrukturalnych na terenie całego kraju. Jedną z nich była kopalnia bazaltu w Wilkowie, przez lata utrzymująca pozycję wiodącego producenta najwyższej jakości kruszyw bazaltowych w kraju. Kolejna to Wilcza Góra, której eksploatację rozpoczęto w okresie międzywojennym. W ich miejsce nie uruchomiono żadnego nowego złoża. Z rynku zniknęły tym samym 2 miliony ton kruszyw spełniających dzisiejsze, bardzo wyśrubowane wymagania jakościowe.
Jeśli nie będziemy wydobywać kruszyw w kraju, staniemy się zależni od importu. Tysiące, jeśli nie miliony ton kamienia z Ukrainy, Niemiec czy Skandynawii będą transportowane na odległe dystanse, zużywając ogromne ilości paliwa, niszcząc drogi, a krociowe zyski odpłyną od polskich podmiotów.
Mieszkańcy Świerzawy nie chcą jednak kopalni metabazaltu u siebie. Czy mają prawo do swojej opinii, zadawania pytań, a nawet sprzeciwu? Oczywiście. Ale czy jest to wartość absolutna, nadrzędna wobec bezpieczeństwa surowcowego i infrastrukturalnego 38-milionowego państwa? I jak w tej sytuacji powinni zachować się lokalni włodarze? Ci bowiem znaleźli się w trudnej sytuacji. Z jednej strony obawiają się gwałtownych protestów, z drugiej – dostrzegają potencjalne korzyści finansowe dla gminy. Co najważniejsze, muszą postępować zgodnie z wymogami procesu administracyjnego, mającego charakter formalny, a nie uznaniowy. Niestety, bardzo często zamiast edukować mieszkańców o korzyściach inwestycji, nie tylko tych finansowych, możliwościach rozwoju i nowoczesnych technologiach minimalizujących uciążliwości, wybierają grę na zwłokę i blokowanie procedur.
Aktywiści słusznie upominają się o ochronę obszarów Natura 2000. To ważne argumenty. Jednak dyskusja ta wymaga oparcia w faktach, a nie mitach o XIX-wiecznej dewastacji. Współczesne górnictwo może funkcjonować nawet w bezpośrednim sąsiedztwie chronionych obszarów przyrodniczych, czego dowodem jest działalność wielu kopalń zlokalizowanych w takich rejonach. Przykładem na Dolnym Śląsku jest m.in. Ślężański Park Krajobrazowy, w którego bezpośrednim sąsiedztwie funkcjonują kopalnie w gminach Sobótka i Marcinowice. Są one dostarczycielami galanterii granitowej, kruszyw łamanych na potrzeby producentów ceramiki. Strzeblowskie Kopalnie Surowców Skalnych jako jedyny zakład w Polsce dostarcza także mączki skaleniowe, stale udoskonalając proces technologiczny i inwestując regularnie w najnowocześniejsze dostępne na rynku rozwiązania.
Innym przykładem jest Geopark Przedgórza Sudeckiego, z czynnymi stanowiskami na dwóch nieczynnych, ale także na dwóch wciąż funkcjonujących kopalniach – Kopalni Sjenitu Kośmin oraz Kamieniołomie Migmatytu i Amfibolitu Piława Górna. Ten ostatni jest aktualnie największym producentem kruszyw na Dolnym Śląsku.
Zrównoważony rozwój oznacza rozsądny kompromis między tym, co należy chronić, a realizacją potrzeb koniecznych dla naszego bezpieczeństwa i dalszego wzrostu społecznego dobrobytu. Zaawansowana inżynieria środowiskowa to dziś nie tylko nadzór przyrodniczy i rekultywacja, ale przede wszystkim twarde fundamenty lokalnej ekonomii: stabilne zatrudnienie dla pracowników, podwykonawców oraz realny kapitał dla samorządu. Mówimy tutaj o corocznych wpływach z podatków i opłat, które zasilają budżet gminy, finansując szkoły i drogi, o tysiącach ton kruszyw przekazywanych charytatywnie na lokalne inwestycje. Alternatywą dla tych „uciążliwości” nie jest nienaruszony krajobraz, lecz zubożenie gminy, bezrobocie strukturalne i konieczność kosztownego importu surowców.
Postawa NIMBY w Świerzawie, choć psychologicznie zrozumiała, pokazuje pewne myślenie życzeniowe. Chcemy dobrobytu, ale koszty jego wytworzenia niechaj poniosą inni. Jednocześnie władze samorządowe przeciągają procedury, w obawie przed konfliktem i patrząc przede wszystkim na słupki poparcia. Ta gra powoduje, że inwestor jest zniechęcany do realizacji projektu. Tymczasem kapitał ma to do siebie, że w przeciwieństwie do wulkanów w Świerzawie – nie jest wygasły, tylko płynny. Podąży tam, gdzie ktoś rozumie, iż kompromis nie oznacza kapitulacji, a rozwój wymaga ofiar i odważnych decyzji. Czy jesteśmy gotowi na ten odpływ, nie tylko w skali lokalnej, ale i całego naszego państwa?
Komentarz Adriana Furgalskiego, Prezesa Zarządu Zespołu Doradców Gospodarczych TOR:
W 2025 roku udało mi się zainteresować sejmową komisję infrastruktury tematyką dostępności kruszyw. Nadal jednak nie wiemy, czy ich wystarczy w związku z nadchodzącą falą budów infrastrukturalnych, ale i tych związanych z obronnością kraju oraz ochroną ludności. W najbliższych 15 latach tymczasem wyczerpanych zostanie co najmniej aż 55 złóż kruszyw łamanych, a eksploatacja nowych napotyka na liczne problemy. Nie interesują mnie teksty, że najwyżej sobie skądś kruszywa ściągniemy. Skąd? W jaki sposób? O ile drożej? W sytuacji zagrożenia, w jakiej funkcjonuje Polska, musimy być w jak największym stopniu samowystarczalni. Potrzebny jest mechanizm umożliwiający przełamanie blokad w rozwoju kopalń, zwłaszcza gdy większość argumentów „na nie”, przekazywanych przez aktywistów mieszkańcom, jest wyssana z palca. Dla bezpieczeństwa państwa powinien wtedy móc wkroczyć z decyzją wojewoda albo Główny Geolog Kraju.
Surowce to nasza przyszłość, o którą musimy zacząć dbać już dzisiaj, tak jak już nie od dziś dbamy o ochronę środowiska, czy rolnictwo zapewniające nam bezpieczeństwo żywnościowe. Skoro więc w kwestii ochrony złóż rzeczy, od wielu lat, mają się tak jak się mają, może już najwyższy czas, aby podobnie jak w innych szczególnych obszarach, postawić na rzeczywistą ochronę interesu państwa, z równie wysokim priorytetem. Surowce mineralne i geologia powinny posiadać na tyle mocnego reprezentanta w ramach rządu, który będzie w stanie skutecznie wypracowywać racjonalny kompromis w ramach zrównoważonego rozwoju. Ponieważ złoża niestety nie odrastają, nie da się ich również przesadzić.
Wyniki Biznes Fakty:
W kontekście strategii biznesowych na rok 2026, kluczowe staje się zrozumienie wpływu efektu NIMBY na sektor wydobywczy i infrastrukturny w Polsce. Prognozy wskazują na rosnące zapotrzebowanie na kruszywa w związku z planowanymi inwestycjami w infrastrukturę drogową, kolejową, energetyczną (w tym elektrownie jądrowe) oraz projekty związane z gospodarką odpadami.
Jednakże, opór społeczny skutecznie ogranicza otwieranie nowych złóż. W powiecie złotoryjskim, trzy kopalnie bazaltu zakończyły działalność, eliminując z rynku około 2 miliony ton kruszyw rocznie. Ten deficyt zmusza do rozważenia zwiększonego importu, co z kolei wiąże się z wyższymi kosztami, zwiększonym śladem węglowym i odpływem kapitału z kraju.
Strategie firm wydobywczych i inwestorów w roku 2026 będą musiały uwzględniać zaawansowane metody komunikacji społecznej, transparentność procesów decyzyjnych oraz inwestycje w technologie minimalizujące negatywny wpływ na środowisko i lokalne społeczności. W celu zapewnienia ciągłości dostaw i bezpieczeństwa surowcowego państwa, konieczne może być wdrożenie mechanizmów administracyjnych umożliwiających przełamywanie nieuzasadnionych blokad inwestycyjnych, z możliwością interwencji organów centralnych, takich jak wojewoda czy Główny Geolog Kraju.
Perspektywy dla branży wydobywczej w Polsce na rok 2026 są ambiwalentne. Z jednej strony ogromny potencjał popytu napędzany krajowymi potrzebami infrastrukturalnymi, z drugiej – znaczące ryzyko związane z barierami społecznymi i administracyjnymi. Sukces będzie zależał od zdolności firm do adaptacji, efektywnego zarządzania relacjami z interesariuszami oraz od wypracowania przez rząd racjonalnego kompromisu między potrzebami rozwojowymi a ochroną środowiska.
Warto zaznaczyć, że nawet w przypadku projektów obronnych czy energetycznych, kluczowe dla ich powodzenia jest dostarczenie odpowiednich surowców. Zastosowanie zaawansowanych narzędzi, takich jak aplikacja do monitorowania postępów projektu czy aktualizacja danych o dostępności zasobów, może usprawnić procesy planowania i realizacji strategicznych inwestycji. Użytkownicy mogą pobrać raporty i analizy z dedykowanej platformy, a ustawienia powiadomień umożliwią śledzenie kluczowych wskaźników dla branży.
