Kiedy Stany Zjednoczone usunęły Nicolasa Maduro, sporo osób przewidywało, że ceny ropy naftowej na całym świecie wzrosną. Jednakże tak się nie zadziało – a ostatnimi czasy ten surowiec wręcz potaniał. Jaki jest tego powód? Główny analityk inwestycyjny Saxo Banku ma na to objaśnienie.

Niektórzy sądzili, że działania w Wenezueli poskutkują wzrostem notowań ropy – w końcu kraj ten charakteryzuje się ogromnymi zasobami tego surowca, a konflikty polityczne zazwyczaj prowadzą do podwyżek cen. Tymczasem obecnie obserwujemy spadek cen ropy – co ma związek z ostatnimi komunikatami Donalda Trumpa.
Dalsza część artykułu dostępna jest poniżej materiału wideo
Bezpieczeństwo energetyczne Polski. Co robi z tym Orlen?
Lecz jaki będzie długofalowy wpływ sytuacji w Wenezueli na ceny ropy? Jak zaznacza analityczka Saxo Banku, Charu Chanana, „najbardziej mylne założenie dotyczy twierdzenia, że sytuacja w Wenezueli przyczyni się do powiększenia dostępności ropy, i to w krótkim terminie”.
„Nawet jeśli sytuacja polityczna się ustabilizuje, znacząca produkcja nie powróci szybko do normy. Branża ta potrzebuje kapitału, urządzeń, personelu oraz sprawnej infrastruktury, a to implikuje wieloletnią odbudowę” – argumentuje.
Dodatkowo podkreśla, iż brak nagłego wzrostu cen ropy wcale nie jest bezpodstawny: by ceny tego surowca uległy stałej zmianie, realia geopolityczne muszą spowodować rzeczywiste zaburzenia w szlakach dostaw lub szerszy szok regionalny. W ujęciu krótkoterminowym Wenezuela nie stanowi tego typu wstrząsu, który automatycznie ogranicza globalną podaż w sposób wymuszający wyraźną zmianę wartości ropy naftowej.
„Wieloletnie zaniedbania i bardzo trudny charakter tamtejszej ropy sprawiają, że gwałtowne zwiększenie wydobycia jest mało prawdopodobne, nawet przy zmianie rządzących” – ocenia Charu Chanana.
1 proc. światowej ropy
Ekspertka uzupełnia, że Wenezuela odpowiada aktualnie za mniej niż 1 proc. światowej podaży – dlatego wpływ wydarzeń na ogólnoświatowy rynek jest znikomy.
Jak zatem może wyglądać perspektywa średnioterminowa wpływu sytuacji w Wenezueli na ceny ropy? „Rynek może zacząć brać pod uwagę możliwość powrotu wenezuelskiej produkcji w przyszłości. Nawet w sprzyjającym scenariuszu politycznym proces ten będzie jednak mozolny. Przywrócenie wydobycia wymaga znacznych nakładów finansowych, dostępu do technologii, jak również stabilnych warunków politycznych przez wiele lat” – precyzuje specjalistka Saxo Banku.
„Globalne rynki akcji najprawdopodobniej będą nadal ignorować sytuację w Wenezueli, o ile nie wywoła ona rzeczywistych perturbacji w szlakach dostaw lub nie doprowadzi do wyraźnego zaostrzenia warunków finansowych. Geopolityka stała się stałym komponentem otoczenia rynkowego, a nie incydentalnym czynnikiem zaskoczenia” – dodają specjaliści Saxo Banku.
„Wenezuela jest dysponentem największych rezerw ropy naftowej, oszacowanych na 300 mld baryłek. To największe znane zasoby na świecie – w dalszej kolejności plasują się takie potęgi jak Arabia Saudyjska i Iran. Lecz aby zasoby te mogły być eksploatowane, niezbędna jest całkowita restrukturyzacja tamtejszego przemysłu naftowego. To z kolei generuje konieczność olbrzymich nakładów inwestycyjnych, być może ze strony prywatnych korporacji. Prywatne środki nie zostaną jednak uruchomione wcześniej niż w momencie ustabilizowania się sytuacji politycznej w Caracas. Z drugiej strony komentarze Trumpa sugerują, że rząd amerykański mógłby dotować firmy energetyczne angażujące się w odnowę przemysłu naftowego na terytorium Wenezueli. Nic zatem dziwnego, że ceny akcji amerykańskich przedsiębiorstw wydobywających ropę poszybowały w górę w ostatnich dniach” – stwierdza z kolei ekonomista mBanku Arkadiusz Balcerowski.
„Bieżąca produkcja surowca w Wenezueli plasuje się mniej więcej na pułapie 1 mln baryłek dziennie. To wyraźnie mniejsza wartość niż dekadę temu, kiedy to kraj produkował około 2,5 mbpd. W pozytywnym scenariuszu należy oczekiwać stopniowego wzrostu produkcji surowca, a… potencjał do wzrostu jest znaczny” – uzupełnia również Arkadiusz Balcerowski z mBanku.
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
