Kiedy geopolityka dyktuje tempo transakcji
Gwałtowne zmiany geopolityczne stanowią bez wątpienia czynnik wymuszający podejmowanie szybkich decyzji biznesowych. Ostatnie tygodnie szczególnie wyraźnie pokazały, jak silny wpływ wydarzenia geopolityczne mają na decyzje inwestycyjne przedsiębiorców.
Obecna sytuacja na Bliskim Wschodzie, ryzyko dalszych napięć i eskalacji konfliktów regionalnych, a przede wszystkim zakłócenia w funkcjonowaniu kluczowych szlaków transportowych zmuszają wiele firm do analizy nie tylko swoich strategii, ale także perspektyw prowadzenia dalszej działalności na niektórych rynkach. Najlepszym przykładem są turbulencje w cieśninie Ormuz, stanowiącej kluczowy globalny szlak transportowy dla ropy i gazu.
Wspomniane trudności skutkują znacznym wzrostem globalnej niepewności, szczególnie w sektorach silnie uzależnionych od stabilności dostaw surowców kopalnych i energii. Tak gwałtowny wzrost cen surowców, jak również potencjalna fala sankcji w związku z konfliktem z Iranem, stawia wiele międzynarodowych biznesów przed dylematem: czy restrukturyzować aktywa, zminimalizować lub całkowicie ograniczyć ekspozycję na Bliskim Wschodzie, a może szybko pozbyć się spółek operujących na zagrożonych terytoriach?
Distressed M&A: sprzedaż pod presją, kupno w niepewności
W takich sytuacjach mamy do czynienia z transakcjami typu distressed M&A (fuzje i przejęcia). Są to transakcje sprzedaży biznesów znajdujących się pod presją, która może wynikać z czynników finansowych, upływu czasu, otoczenia regulacyjnego lub aktualnej sytuacji rynkowej.
Co istotne, w tego rodzaju transakcjach spółki są często sprzedawane w stanie „as is” (w jakim są), przy czym sprzedający mogą posiadać jedynie ograniczoną wiedzę na temat danego podmiotu i w związku z tym nie chcą składać żadnych zapewnień, nawet jeśli ich odpowiedzialność z tytułu umowy sprzedaży (np. SPA – Share Purchase Agreement) jest ograniczona do symbolicznej kwoty.
W tak niepewnym otoczeniu klasyczne transakcje M&A mogą być nie tylko obarczone ogromnym ryzykiem, ale także sam proces może okazać się zbyt powolny. Sprzedający często dążą do natychmiastowego i „czystego” wyjścia z inwestycji, chcąc pozbyć się wszelkich dalszych powiązań z biznesem, zwłaszcza w zakresie późniejszej odpowiedzialności. Kupujący z jednej strony widzą możliwość uzyskania znacznie korzystniejszych warunków cenowych w transakcjach distressed M&A w porównaniu do stabilnych warunków rynkowych. Z drugiej strony obawiają się czyhających ryzyk, ponieważ w przypadku distressed M&A przeprowadzenie procesu due diligence (należytej staranności) z odpowiednią dokładnością jest znacznie trudniejsze. Okoliczności często wymagają natychmiastowego podejmowania działań transakcyjnych, w przeciwieństwie do klasycznego procesu M&A, który może trwać nawet kilka miesięcy.
Czy zatem intensywne burze geopolityczne zwiastują rychły koniec obserwowanego wzrostu aktywności w obszarze M&A i czy oznaczają koniec transakcji M&A w znanej nam formie?
Polisa W&I jako zabezpieczenie umożliwiające finalizację transakcji
Transakcja distressed M&A to proces, w którym jeszcze trudniej jest pogodzić interesy obu stron. Co zatem mogłoby stanowić swoiste koło ratunkowe w takich sytuacjach?
Nie będzie zaskoczeniem, że taką funkcję może pełnić polisa Warranty & Indemnity (W&I). Można śmiało stwierdzić, że polisa może w przypadku distressed M&A stanowić swoisty „bezpiecznik”, pozwalający na sfinalizowanie transakcji, która bez ubezpieczenia prawdopodobnie nie doszłaby do skutku.
Warto wspomnieć, że wszelkie znane ryzyka, w tym ryzyka podatkowe (zidentyfikowane w ramach procesu due diligence lub wewnętrznie), również mogą zostać zabezpieczone. Strony mogą zatem sfinalizować transakcję, adresując zarówno ryzyka nieznane (za pomocą polisy W&I), jak i ryzyka znane, na przykład podatkowe.
Jak to działa: mechanizm przeniesienia ryzyka na ubezpieczyciela
Mechanizm polisy W&I jest stosunkowo prosty. Kupujący może łatwo przenieść znaczną część ryzyka (a w niektórych przypadkach nawet całość, jeśli np. polisa pokrywa zapewnienia do 100% wartości transakcji) na ubezpieczyciela, zamiast polegać wyłącznie na odpowiedzialności sprzedającego za ewentualne naruszenia zapewnień zawartych w umowie sprzedaży.
W przypadku ujawnienia się po transakcji naruszenia objętych polisą zapewnień lub nieujawnionych zobowiązań objętych zakresem polisy, odpowiedzialność za pokrycie wynikłej z tego tytułu szkody spoczywa na ubezpieczycielu.
Objęcie transakcji polisą W&I przede wszystkim ogranicza odpowiedzialność sprzedającego do symbolicznej kwoty (najczęściej jednego euro). Kupujący uzyskuje przy tym pełną ochronę, zazwyczaj na poziomie 20-30% wartości transakcji (a w wybranych przypadkach nawet wyżej). Należy podkreślić, że w klasycznych transakcjach M&A polisa W&I często pełni funkcję narzędzia ułatwiającego i optymalizującego proces. Może ona bowiem znacznie skrócić negocjacje dotyczące limitów odpowiedzialności sprzedającego lub zakresu samych zapewnień.
Z uwagi na powyższe, w transakcjach typu distressed rola polisy W&I staje się jeszcze bardziej fundamentalna. Przede wszystkim sprzedający w takich okolicznościach zazwyczaj nie jest w stanie udzielić szerokich zapewnień, na przykład z powodu ograniczonej wiedzy o biznesie, gdy nie zarządza operacyjnie spółką. Dodatkowo presja czasowa sprawia, że nie ma miejsca na długie negocjacje zakresu takich zapewnień.
Ograniczone due diligence, asymetria sił. Co wtedy?
Kolejnym problematycznym aspektem w tego rodzaju transakcjach jest zazwyczaj mocno ograniczone due diligence. Presja czasu uniemożliwia kupującemu przeprowadzenie tak skrupulatnej i szerokiej analizy, jak w standardowych transakcjach, co generuje ogromną potrzebę zastosowania mechanizmu skutecznie zabezpieczającego kupującego przed ryzykami, które mogą ujawnić się dopiero po zamknięciu transakcji. Należy również podkreślić oczywistą asymetrię siły negocjacyjnej stron.
Sprzedający może znajdować się w sytuacji wymuszonej sprzedaży, ale jednocześnie kupujący nie chce przejmować nieograniczonego ryzyka prawnego czy regulacyjnego.
Zapewnienia syntetyczne: kiedy sprzedający nie chce podpisać się pod niczym
Jak wskazano powyżej, klasyczna polisa W&I znacząco optymalizuje i przyspiesza proces, co jest bardzo istotne w distressed M&A. Nie jest jednak skutecznym narzędziem w przypadku oporu sprzedającego wobec złożenia jakichkolwiek, nawet ograniczonych i objętych ubezpieczeniem zapewnień. Niezwykle pomocny w takiej sytuacji może być coraz popularniejszy produkt oferowany przez ubezpieczycieli, jakim są zapewnienia syntetyczne.
W przypadku polisy syntetycznej zapewnienia „składane są” syntetycznie przez ubezpieczyciela, a nie przez sprzedającego na mocy umowy sprzedaży, jak w klasycznej polisie. Zestaw zapewnień jest zatem negocjowany bezpośrednio między kupującym a ubezpieczycielem, a nie między stronami transakcji, co zazwyczaj znajduje odzwierciedlenie w samej polisie, a nie w umowie sprzedaży. Produkt ten pojawił się w ciągu ostatnich kilku lat (po raz pierwszy na rynku około 2018 r.), choć jego wykorzystanie jest nadal stosunkowo niskie w porównaniu z produktami niesyntetycznymi – głównie ze względu na niewielką dotychczas ilość transakcji o charakterze distressed asset.
Warto zauważyć, że w standardowej polisie W&I wiele elementów jest już w pewnym sensie syntetycznych w stosunku do zapisów umowy sprzedaży, np. definicje wiedzy czy szkody. Syntetycznie zmienia się również najczęściej limity czasowe odpowiedzialności. Syntetyczny katalog zapewnień jest zatem naturalnym krokiem naprzód w stosunku do standardowych, już na tym etapie, syntetycznych elementów.
Jak wygląda negocjowanie zapewnień bez sprzedającego przy stole
Jak zostało wskazane, ponieważ to ubezpieczyciel „składa” zapewnienia zamiast sprzedającego, w umowie sprzedaży zazwyczaj nie ma żadnych oświadczeń sprzedającego, chyba że udziela on gwarancji w sprawach wykraczających poza zakres polisy. W większości sytuacji kryzysowych wydaje się to jednak mało prawdopodobne. Zestaw zapewnień jest określony w samej polisie ubezpieczeniowej, a co za tym idzie, nie ma negocjacji ze sprzedającym. Zamiast tego, zapewnienia są uzgadniane bezpośrednio z ubezpieczycielem. W konsekwencji to ubezpieczyciel odgrywa kluczową rolę w negocjowaniu zapewnień, a zatem ubezpieczony może spodziewać się od niego większej liczby uwag niż w normalnym przypadku, gdyby zapewnienia były udzielane przez sprzedającego.
Niektórzy ubezpieczyciele posiadają swój własny, syntetyczny zestaw zapewnień, który przedstawiają na etapie składania swoich warunków ubezpieczenia. Inni wymagają od kupującego przedstawienia zestawu, który jest następnie negocjowany z ubezpieczycielem w trakcie tzw. underwritingu (procesu plasowania polisy).
Oba rozwiązania mają swoje zalety. Pierwsze zapewnia większą pewność zarówno co do zakresu ochrony, jak i szybkości realizacji już na samym początku. Drugie rozwiązanie może zapewnić szerszy zakres ochrony, o ile pozwala na to czas i sprawna komunikacja ze sprzedającym, od którego kupujący musi pozyskać informacje niezbędne do przeprowadzenia underwritingu i ewentualnego poszerzenia katalogu zapewnień syntetycznych.
Niezależnie od końcowego modelu, negocjacje z ubezpieczycielem mogą oznaczać znacznie sprawniejszy proces niż w przypadku, gdy zapewnienia są faktycznie negocjowane i omawiane w trybie trójstronnym, jak ma to miejsce w tradycyjnym procesie W&I, w którym uczestniczą ubezpieczyciel, ubezpieczony i sprzedający.
Clean exit: sprzedający odchodzi bez ryzyka, kupujący z ochroną
Co istotne, w tradycyjnym ubezpieczeniu W&I sprzedający nadal w pewnym zakresie ponoszą odpowiedzialność, ponieważ ubezpieczyciel ma na mocy polisy prawo dochodzenia wobec sprzedającego roszczeń w przypadku oszustwa, co zazwyczaj nie ma miejsca w przypadku zapewnień udzielanych przez ubezpieczyciela syntetycznie.
Sprzedający jest zatem całkowicie zwolniony z jakiejkolwiek odpowiedzialności z tytułu zapewnień. W przypadku polis syntetycznych nasuwa się pytanie, czy z uwagi na całkowitą odpowiedzialność ubezpieczyciela, proces underwriting znacząco się wydłuży.
W rzeczywistości, nawet przy większej liczbie i szczegółowości pytań, proces jest bardzo sprawny, ponieważ nie ma tak naprawdę klasycznego ujawniania informacji przez podmiot składający zapewnienia, co zwykle jest dość czasochłonnym i wymagającym dodatkowej uwagi etapem w całym procesie. Ponadto, początkowo panowało przekonanie, że polisy syntetyczne są znacznie droższe od tradycyjnych polis W&I. W praktyce różnica w cenie nie jest aż tak znacząca, na co na pewno wpływa bardziej konkurencyjny niż kiedykolwiek rynek W&I, przez co ubezpieczyciele są coraz bardziej elastyczni zarówno w zakresie oferowanego zakresu ubezpieczenia, jak i pod kątem cenowym.
W&I przestaje być opcją — staje się standardem transakcyjnym
Na gruncie powyższego nasuwa się wniosek, że wzmożona dynamika geopolityczna znacząco potęguje zapotrzebowanie na W&I, które w ostatnich latach i tak zyskało na popularności.
Produkt, który początkowo pojawiał się jedynie w wybranych transakcjach, coraz szybciej ewoluuje w kierunku realnego standardu. Znacznie spadły również koszty polis W&I, przez co stały się one osiągalne nawet dla stron mniejszych transakcji, które za znacznie niższy koszt niż dotychczas mogą zapewnić sobie większe poczucie komfortu oraz łagodniejszy przebieg negocjacji.
Można śmiało założyć, że w czasach większej niepewności ekonomicznej i politycznej W&I ma szansę stanowić fundament znacznej części transakcji, które zapewne nie rozpoczęłyby się, gdyby nie były ubezpieczone. Przeniesienie części ryzyk związanych z naruszeniem zapewnień na ubezpieczyciela umożliwia sprzedającemu osiągnięcie tzw. „clean exit”, a kupującemu zapewnia dodatkową warstwę ochrony. W świecie, w którym decyzje inwestycyjne coraz częściej podejmowane są pod presją czasu i w warunkach wysokiej niepewności, takie „bezpieczniki” transakcyjne mogą okazać się kluczowym elementem skutecznego domykania transakcji.
Polisy podatkowe: kolejny element układanki
Coraz większą popularnością cieszą się również rozwiązania umożliwiające ubezpieczanie zidentyfikowanych, znanych ryzyk — w tym również ryzyk podatkowych, które jeszcze do niedawna w praktyce pozostawały na bilansie podatnika lub inwestora. Rynek ubezpieczeń transakcyjnych i specjalistycznych dynamicznie się rozwija, a jednym z jego istotnych segmentów są właśnie polisy podatkowe, pozwalające na przeniesienie konkretnego ryzyka związanego z niepewnością interpretacyjną lub rozliczeniową na ubezpieczyciela. Takie podejście zyskuje na znaczeniu zarówno w kontekście transakcji, jak i bieżącej działalności, gdzie zarządzanie ryzykiem i pewność podatkowa stają się kluczowe dla podejmowania decyzji biznesowych.
Zabezpieczenie ryzyk podatkowych wydaje się tym bardziej atrakcyjne w sytuacji transakcji realizowanych w krótkim horyzoncie czasowym. Pozwala bowiem na „clean exit” bez konieczności utrzymywania mechanizmów zabezpieczających takich jak indemnity (odpowiedzialność odszkodowawcza) czy escrow (środki złożone do depozytu), pomimo istnienia istotnych ryzyk.
Wyniki Biznes Fakty:
W obliczu rosnącej niepewności geopolitycznej i konieczności szybkiego reagowania na zmiany rynkowe, polisy ubezpieczeniowe typu Warranty & Indemnity (W&I), w tym coraz popularniejsze zapewnienia syntetyczne, stają się kluczowym narzędziem dla przedsiębiorców w 2026 roku. Umożliwiają one sfinalizowanie transakcji w trudnych warunkach, transferując ryzyko z podmiotów zaangażowanych w transakcję na ubezpieczyciela. To z kolei pozwala sprzedającym na „czyste wyjście” z inwestycji (clean exit), a kupującym zapewnia niezbędną ochronę prawną i finansową, co jest szczególnie ważne w kontekście potencjalnych zawirowań prawnych i regulacyjnych, które mogą pojawić się w zmieniającym się otoczeniu biznesowym. Polisy podatkowe dodatkowo wzmacniają ten mechanizm, zabezpieczając znane ryzyka interpretacyjne i rozliczeniowe.
Szczegóły można znaleźć na stronie internetowej : businessinsider.com.pl
