Wielu ludzi zaangażowanych w reformę Państwowej Inspekcji Pracy (PIP) od ponad roku wyraża swoje zniecierpliwienie. Trudno się im dziwić, biorąc pod uwagę liczbę zwrotów akcji w tym projekcie. Nawet jeśli ustawa o PIP zostanie uchwalona przez Sejm, nie ma pewności, czy uzyska podpis prezydenta. Nowe przepisy łączą bowiem dwa środowiska, które z natury mają sprzeczne interesy.

Reforma Państwowej Inspekcji Pracy przypomina scenariusz filmu akcji, w którym wydarzenia rozwijają się w nieprzewidywalnym tempie. Po przyjęciu projektu przez rząd wydawało się, że jedyną niewiadomą pozostaje decyzja prezydenta.
Zobacz też: Sukces czy porażka? Reforma PIP idzie do Sejmu. Tak inspektorzy zmienią zlecenia w etat
Tymczasem zaskoczeń jest znacznie więcej. Reforma połączyła NSZZ „Solidarność” i przedstawicieli pracodawców, co można uznać za polityczny fenomen.
Ekspresowe tempo legislacji nie nastąpi
W środę odbyło się pierwsze czytanie projektu ustawy o zmianie ustawy o Państwowej Inspekcji Pracy (druk nr 2250). Początkowo zakładano szybką ścieżkę legislacyjną, co miało związek z miliardami złotych z Krajowego Planu Odbudowy (KPO).
W czwartek planowano drugie czytanie, a w piątek trzecie, czyli uchwalenie ustawy. Następnie Senat mógłby zająć się nią na posiedzeniu rozpoczynającym się 4 marca br. Nawet jeśli Senat wniósłby poprawki, wymagające ponownego rozpatrzenia przez Sejm, cały proces legislacyjny mógłby zostać szybko zakończony.
Jak informował Jan Szyszko, wiceminister funduszy i polityki regionalnej z Polski 2050, w rozmowie z Business Insider, ustawa musiała zostać uchwalona w marcu, aby Polska nie straciła środków z KPO. Pojawiły się jednak przeszkody.
W środę rano prezydium Sejmu podjęło decyzję o odstąpieniu od przyspieszonej ścieżki legislacyjnej. Prezydium tworzą: marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty (Lewica) oraz wicemarszałkowie: Krzysztof Bosak (Konfederacja), Szymon Hołownia (Polska 2050), Piotr Zgorzelski (PSL) i Monika Wielichowska oraz Dorota Niedziela (Koalicja Obywatelska). Prezydium ma prawo modyfikować harmonogram prac, co też uczyniono.
Za zwolnieniem tempa prac przemawiają zapewne interesy Konfederacji, PSL oraz Klubu Parlamentarnego Centrum. Adam Dziedzic z PSL wyraził zadowolenie z wprowadzonych do projektu zmian, za które odpowiadają PSL i wicepremier Władysław Kosiniak-Kamysz. Jednocześnie zasugerował, że reforma w obecnym kształcie może nadmiernie wypełniać kamień milowy KPO, wskazując na potrzebę uwzględnienia w projekcie zapisu dotyczącego liczby kontroli. Podkreślił również, że projekt wymaga dalszych konsultacji ze względu na wagę problemu.
Ryszard Petru z Klubu Parlamentarnego Centrum przyznał, że choć na polskim rynku pracy występują nadużycia i patologie, to nie powinno to stanowić podstawy do „brawurowego” tworzenia prawa przez Sejm, ponieważ urzędnik nigdy nie zrozumie perspektywy przedsiębiorcy.
Zobacz też: Nowe zasady PIP mogą zmienić pracę Polaków. Szef Inspekcji mówi wprost
Stanowisko Lewicy
„To reforma, która jest jednoznacznie w interesie Polski, Polek i Polaków” – przekonywała w Sejmie minister pracy Agnieszka Dziemianowicz-Bąk podczas pierwszego czytania projektu.
Przedstawiła przykłady osób, takich jak pan Adam, który od kilku lat pracuje na umowie zlecenia w sklepie budowlanym, oraz pani Małgorzata, która jako jedyna w firmie nie posiada umowy o pracę, ponieważ pracodawca obawia się jej ciąży i związanych z tym urlopów macierzyńskich.
Dodała, że na koniec drugiego kwartału 2025 roku około 1,5 miliona osób było zatrudnionych na umowach zlecenia i umowach o podobnym charakterze. „To najwyższy wskaźnik od momentu publikowania tych danych przez GUS” – zaznaczyła.
Dziemianowicz-Bąk podkreśliła, że projekt został przygotowany przez Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, ale jego obecny kształt jest efektem pracy całego rządu, zaangażowania premiera i wicepremiera, współpracy z ministrem sprawiedliwości, a także szerokich konsultacji z pracownikami, przedsiębiorcami, związkami zawodowymi i pracodawcami.
Ministra argumentowała, że reformę popiera większość Polaków, gdyż 60% społeczeństwa deklaruje chęć wzmocnienia uprawnień PIP. Krytycznie do zmian odnoszą się jednak zarówno pracodawcy, część związków zawodowych, jak i Prawo i Sprawiedliwość (PiS).
Agnieszka Dziemianowicz-Bąk w Sejmie
PiS odwołuje się do uchwały Rady Dialogu Społecznego
Posłanka PiS Urszula Rusecka skomentowała wystąpienie minister Dziemianowicz-Bąk, sugerując, że „ktoś wsadził panią minister na minę”. Według PiS, projekt stanowi kompromitację legislacyjną, a przyjęte rozwiązania są wadliwe, niekonstytucyjne i niekorzystne zarówno dla pracowników, pracodawców, jak i budżetu państwa.
Rusecka przytoczyła fragment uchwały Rady Dialogu Społecznego (RDS), w którym „strona pracowników i pracodawców RDS wyraża głęboki sprzeciw wobec projektu ustawy o PIP”. Podkreśliła, że taka zgodność stanowisk partnerów dialogu jest rzadkością.
W tym miejscu należy sprostować: przeciwko wspomnianej uchwale zagłosowało Ogólnopolskie Porozumienie Związków Zawodowych (OPZZ). Jest to jedyna organizacja, która nie poparła wyrażenia głębokiego sprzeciwu i nie zgodziła się ze stwierdzeniem o nieefektywności dialogu w sprawie projektu.
x.com
Bożena Borys-Szopa, posłanka PiS i była główna inspektor pracy (w latach 2006–2008), dodała, że PIP staje się polem do eksperymentów, a projekt rozszerza obowiązki biurokratyczne, wprowadzając możliwość indywidualnej interpretacji przepisów. Podsumowując, PiS nie poprze proponowanej ustawy.
Ostateczna decyzja należy do prezydenta
Koalicja rządząca posiada większość parlamentarną i może przegłosować reformę, jednak ostateczne zdanie należy do prezydenta.
Już pojawiają się nieoficjalne doniesienia sugerujące, że prezydent Andrzej Duda może nie podpisać ustawy. Jest to najbardziej prawdopodobny scenariusz.

Przeciwko ustawie protestuje NSZZ „Solidarność” pod przewodnictwem Piotra Dudy. Nie jest to jedyny głos sprzeciwu. Uchwałę RDS wzywającą do odrzucenia reformy poparło również Forum Związków Zawodowych (FZZ), któremu przewodniczy pielęgniarka Dorota Gardias. Można przypuszczać, że wiele pielęgniarek korzystających z umów B2B (business-to-business) lub umów zlecenia może nie odczuwać potrzeby interwencji inspekcji pracy.
Jest to rzadka sytuacja, w której część związków zawodowych otwarcie wspiera pracodawców. Postawa ta może wpłynąć na decyzję prezydenta.
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Wyniki Biznes Fakty:
- Reforma Państwowej Inspekcji Pracy (PIP) napotyka na liczne przeszkody legislacyjne i polityczne.
- Projekt ustawy, mający na celu zmianę funkcjonowania PIP, został skierowany do Sejmu, ale jego dalsze procedowanie budzi wątpliwości.
- Kluczowym elementem reformy jest połączenie interesów NSZZ „Solidarność” i pracodawców, co jest postrzegane jako niecodzienne.
- Pierwotny, szybki harmonogram prac legislacyjnych został odrzucony przez prezydium Sejmu, co sugeruje, że ustawa nie zostanie uchwalona w trybie ekspresowym.
- Pojawiają się obawy o utratę miliardów złotych z Krajowego Planu Odbudowy (KPO), jeśli ustawa nie zostanie przyjęta w marcu.
- Część ugrupowań politycznych, w tym Konfederacja, PSL i Klub Parlamentarny Centrum, wyraża zastrzeżenia co do projektu, wskazując na potrzebę dalszych konsultacji i ewentualne nadmierne spełnianie wymogów KPO.
- Minister pracy Agnieszka Dziemianowicz-Bąk podkreśla społeczne korzyści reformy, wskazując na dużą liczbę osób pracujących na umowach zlecenia i pokrewnych, co jest rekordowe od lat.
- Prawo i Sprawiedliwość (PiS) sprzeciwia się reformie, powołując się na negatywne stanowisko Rady Dialogu Społecznego (RDS) i oceniając projekt jako wadliwy oraz niekorzystny dla wszystkich stron.
- Ogólnopolskie Porozumienie Związków Zawodowych (OPZZ) jest wyjątkiem, nie popierając sprzeciwu wobec projektu i kwestionując twierdzenia o nieefektywności dialogu.
- Kluczowe znaczenie dla losów ustawy będzie miała decyzja prezydenta, który ma ostatnie słowo. Istnieją spekulacje, że prezydent może nie podpisać ustawy, zwłaszcza w obliczu sprzeciwu ze strony NSZZ „Solidarność” i Forum Związków Zawodowych.
- Sprzeciw części związków zawodowych, które mogą czerpać korzyści z umów cywilnoprawnych (np. B2B), może wpłynąć na decyzję prezydenta.
- Reforma wpisuje się w szerszy kontekst regulacji dotyczących rynku pracy, które będą obowiązywać od 2026 roku, zwiększając nacisk na zapewnienie lepszych warunków zatrudnienia i ochronę praw pracowniczych.
Więcej informacji na : businessinsider.com.pl
