– Proces ustalania płacy minimalnej w Polsce ma w stu procentach charakter politycznego targu, a dialog społeczny jest dziś raczej fasadą niż realnym mechanizmem wpływu – mówi prezes Instytutu Badań Strukturalnych dr Piotr Lewandowski. W rozmowie tłumaczy, dlaczego Rada Dialogu Społecznego nie działa, konsultacje społeczne są pozorne, a wpisywanie do ustawy kolejnych „aspiracyjnych” progów, takich jak 55 proc., niewiele zmienia w praktyce stanowienia prawa.
* Dialog społeczny w Polsce nie wpływa realnie na to, jak kształtowana jest relacja płacy minimalnej do średniego wynagrodzenia. Decyzje zapadają poza Radą Dialogu Społecznego i mają charakter polityczny – uważa Piotr Lewandowski. * Jego zdaniem progi procentowe wobec średniej płacy nie są efektem uzgodnień partnerów społecznych, lecz gotowymi punktami odniesienia narzucanymi przez rząd. W praktyce dialog sprowadza się do przedstawienia stanowisk i spisania rozbieżności. * Słabość dialogu społecznego sprawia, że wskaźniki odnoszone do średniego wynagrodzenia pełnią funkcję fasadową. Zamiast negocjować realne kryteria, system legitymizuje decyzje podjęte wcześniej – twierdzi Lewandowski. Sposób prowadzenia dialogu społecznego w Polsce wzbudza emocje. Teraz zarówno związkowcy, jak i pracodawcy są oburzeni siedmiodniowym czasem na zgłoszenie uwag do poprawionego projektu ustawy o Państwowej Inspekcji Pracy. Równocześnie procedowane są inne projekty ustaw, gdzie głos strony społecznej nie jest wystarczająco (w jej opinii) słyszalny. O nowym pomyśle na płacę minimalną, ale przede wszystkim o roli Rady Dialogu Społecznego, rozmawiamy z prezesem Instytutu Badań Strukturalnych dr. Piotrem Lewandowskim, specjalistą z zakresu rynku pracy. ## Płaca minimalna jako owoc politycznego targu w Polsce **Jaka jest pana opinia na temat dodania do ustawy wskaźnika weryfikacyjnego na poziomie 55 proc. w relacji do średniego wynagrodzenia? Czy to jest dobry pomysł? Czy potrzebujemy takiego wskaźnika, skoro obecnie jesteśmy na poziomie około 52 proc.?** **Dr Piotr Lewandowski, prezes Instytutu Badań Strukturalnych**: – Wydaje mi się, że ministerstwo bardzo się przyzwyczaiło do tego, że istnieje jakiś poziom, do którego „dążymy”. Przez ostatnie 20 lat taką rolę odgrywało to słynne 50 proc. I pamiętajmy, że nigdy do końca nie było wiadomo, jak bardzo wiążące jest to 50 proc. Ale wszystkim rządom, niezależnie od tego, kto rządził, ukuło się to jako aspiracyjny poziom. Generalnie rzecz biorąc, kiedy 15-20 lat temu płaca minimalna w Polsce była niska i wynosiła około 35 proc. średniego wynagrodzenia, będąc jedną z najniższych w Unii Europejskiej, to taki aspiracyjny poziom miał sens. Dzisiaj wpisywanie do ustawy 55 proc. – moim zdaniem – ma przede wszystkim sens polityczny. Z punktu widzenia prowadzenia polityki rynku pracy nie ma większego znaczenia, czy taki cel będzie określony jako 50, 55 czy 60 proc. **Ministerstwo argumentuje to koniecznością wdrożenia unijnej dyrektywy o minimalnym wynagrodzeniu.** – Ale ta dyrektywa tak naprawdę niczego twardo nie nakazuje. Ona jest bardziej aspiracyjno-kierunkowa. I szczerze mówiąc, moim zdaniem w takiej formie nie ma większego sensu – większość krajów i tak jej nie wdrożyła, a Unia Europejska nie do końca ma mandat, żeby mówić krajom, jak mają ustalać płacę minimalną. Więc zapisy dyrektywy przypominają dokumenty Międzynarodowej Organizacji Pracy, które sugerują pewne rozwiązania. Na pewno Polska mogłaby z tej dyrektywy wyciągnąć coś przydatnego. Dyrektywa mówi, że przy ustalaniu płacy minimalnej powinno się brać pod uwagę zmiany produktywności pracy, nierówności płacowe, dynamikę gospodarki i zatrudnienia. Gdyby polski rząd i ministerstwo pracy faktycznie to sobie wzięli do serca, to moglibyśmy na tym skorzystać. Tylko że tego się nie robi. Ministerstwo nie patrzy na szeroki zestaw wskaźników, nie prowadzi ewaluacji wpływu płacy minimalnej na rynek pracy. Wzięto z dyrektywy to, co wygodne – łatwą do zapamiętania liczbę. A to, co byłoby bardziej wymagające, zostało całkowicie z boku. **Jakie konsekwencje może mieć wpisanie takiego wskaźnika? Teoretycznie nie jest on wiążący, ale w praktyce może być punktem odniesienia.** – Formalnie on nie jest wiążący, ale w praktyce na pewno będzie się pojawiał jako argument w Radzie Dialogu Społecznego. Tylko pamiętajmy, że ustalanie płacy minimalnej w Polsce jest wynikiem kalkulacji politycznych, a nie dialogu społecznego – RDS ani razu w swojej historii nie osiągnęła porozumienia w tej kwestii. Wysokość płacy minimalnej jest więc de facto ustalana przez rząd. Jeżeli wzrost gospodarczy będzie szybki, to płace minimalne i tak będą rosły. Jeżeli sytuacja gospodarcza będzie trudniejsza albo bardziej niepewna, to każdy polski rząd – niezależnie od barw – jest blisko przedsiębiorców i ich głosy są wtedy bardzo dobrze słyszalne. Na przykład podwyżka płacy minimalnej od stycznia była w praktyce niewielka. Kilka lat temu było podobnie – przy wysokiej inflacji niby była jakaś „duża” podwyżka, ale ponieważ średnie płace rosły bardzo szybko, to relacja płacy minimalnej do średniej realnie nawet spadła.
**Czyli sam próg 55 proc. nie zmieni mechanizmu ustalania płacy minimalnej?** – Nie. Proces ustalania płacy minimalnej w Polsce ma w pełni charakter politycznego targu. I to, że wpiszemy jakiś próg do ustawy, tego nie zmieni. Ministerstwo Pracy – i za PiS, i teraz – próbowało się czasem pokazywać jako bardziej hojne niż same związki zawodowe, proponując podwyżki większe, niż one postulowały. To się zdarzało. Ale to jest element gry politycznej. Ministerstwo będzie mogło się pochwalić nowym „targetem” 55 proc., ale realny proces ustalania płacy minimalnej będzie wyglądał dokładnie tak samo jak w ostatnich latach. ## Dialog społeczny w Polsce ma charakter fasadowy **To prowadzi do pytania o sens dialogu społecznego w Polsce.** – Jeśli chodzi o dialog społeczny i w ogóle cały ten proces, to mamy do czynienia z fundamentalną patologią polskiego procesu tworzenia prawa – i to od dawna. Popatrzmy na tak zwane konsultacje społeczne. Rząd mówi „okej, w Radzie Dialogu Społecznego są partnerzy społeczni”, ale są jeszcze konsultacje społeczne, gdzie wypowiada się szersze społeczeństwo obywatelskie. No tylko że w praktyce wygląda to tak, iż bardzo ważną ustawę – jak ostatnio ustawę o wygaszaniu specjalnych przywilejów dla uchodźców z Ukrainy – wrzuca się 23 grudnia i daje siedem dni na uwagi. Projekty poselskie, które też są popularne w każdym rządzie, w ogóle nie wymagają konsultacji społecznych ani ocen skutków regulacji. Proces społecznego oddziaływania na proces legislacyjny po prostu działa źle. A ponieważ to samo mógłbym powiedzieć 20 lat temu, to jestem sceptyczny, że to się szybko zmieni. **Jak pan w takim razie ocenia dialog społeczny jako instytucję?** – Niestety to jest system trochę fasadowy. Z Rady Dialogu Społecznego rzadko wychodzą rzeczy, które faktycznie mają wpływ. Bardzo rzadko partnerzy wypracowują wspólne stanowisko. Najczęściej proces tych konsultacji służy temu, żeby każdy wygłosił swoje racje, a potem sporządzono protokół rozbieżności. Wcześniej mieliśmy Komisję Trójstronną, która się rozpadła w 2013 roku. Nieco cynicznie można powiedzieć, że w 2015 roku rząd uznał, iż brak dialogu społecznego źle wygląda przed wyborami, więc stworzył nowy organ – trochę lepiej dofinansowany – ale w praktyce powielający tamtą Komisję. Żeby nikt nie mówił, że dialogu w Polsce nie ma. **Czy ten system da się w ogóle naprawić?** – To jest trudne, bo to odzwierciedla kulturę polityczną aktorów, którzy w nim uczestniczą. Sama idea reprezentatywności jest problematyczna. Organizacje pracodawców i związki zawodowe, które zasiadają w RDS, reprezentują małą część polskiego rynku pracy. Uzwiązkowienie jest niskie, zrzeszenie firm też. Moim zdaniem dialog społeczny należałoby poszerzyć – dopuścić mniejsze związki, organizacje społeczne, NGO-sy, może wprowadzić jakąś rotację. Teraz mamy kilka dużych organizacji, które łącznie nie reprezentują nawet jednej trzeciej rynku pracy. **A później argumentem jest zawsze brak czasu, bo trzeba wdrożyć dyrektywę.** – Los ustawy o płacy minimalnej w praktyce zależy od Komitetu Stałego Rady Ministrów albo od samej Rady Ministrów. A pamiętajmy, że ta dyrektywa jest bardziej aspiracyjna niż twarda. Pierwotnie miała być wdrożona chyba do października 2024 roku, ale większość krajów tego nie zrobiła. **Czyli Polska nie jest tu wyjątkiem?** – Absolutnie nie. I ja mam wrażenie, że jest też pewna patologia na poziomie Komisji Europejskiej. Pojawiają się pomysły na dyrektywy, wokół których ciężko zbudować kompromis – jak ta o płacy minimalnej albo dyrektywa platformowa o pracownikach platformowych. To są tematy, w których Komisja trochę wychodzi poza swój mandat. Dyrektywa o pracownikach delegowanych miała sens, bo dotyczyła kwestii bezpośrednio związanych z wolnym przepływem pracowników. Ale płaca minimalna czy domniemanie zatrudnienia pracowników platformowych? To są rzeczy, które kraje tradycyjnie regulują same. Wokół dyrektywy o płacy minimalnej powstała egzotyczna koalicja wschodnioeuropejskich organizacji pracodawców i skandynawskich związków zawodowych, które się jej sprzeciwiały. Tylko że Komisja nie lubi przyznawać się do porażek. Przyjęto więc dyrektywę, która bardziej sugeruje niż obliguje, następnie większość krajów ją zignorowała, ale przynajmniej nikt nie mówi, że dyrektywa się nie udała. ## Ustawa o Państwowej Inspekcji Pracy. Miało być inaczej **Chyba że w grę wchodzą pieniądze z KPO.** – No tak, ale to jest inna historia. Choć w kontekście ustawy o PIP mamy paradoks, bo przecież te kamienie milowe wymyślał sam polski rząd. Oryginalnie był kamień milowy o oskładkowaniu umów o dzieło – coś, co można było zrobić łatwo, bez skutków makroekonomicznych, z dodatkowymi wpływami do budżetu. Ale rząd jednak tego zrobić nie chciał. **W zamian pojawiła się ustawa o wzmocnieniu Państwowej Inspekcji Pracy.** – Absolutnie jestem przeciwnikiem pozorowanego samozatrudnienia i arbitrażu podatkowego. Ale to byłby chory system, w którym rząd tworzy podatkowe i składkowe zachęty do samozatrudnienia, doskonale wiedząc, że ludzie na to zareagują, wybierając samozatrudnienie, a następnie przeprowadza masowe kontrole, czy jednak nie powinni być pracownikami. To nieefektywne i kosztowne podejście do regulacji. Po 2016 roku, gdy PiS słusznie oskładkowało bardziej zlecenia, istniało ryzyko, że wzrośnie skala samozatrudnienia jako formy o mniejszych pozapłacowych kosztach pracy. Na dodatek wprowadzano nowe zachęty do samozatrudnienia, np. ulgę na start. Więc samozatrudnienia przybywa, bo państwo samo do tego zachęca. Jeśli chcemy zmniejszyć skalę pozorowanego samozatrudnienia, trzeba ograniczyć zachęty podatkowo-składkowe. Przesadzony był też pomysł, żeby ludzie i firmy płacili zaległe składki. Przecież ci ludzie nie mają tych pieniędzy. Płacąc niższe składki i podatki, oni mieli niższe ceny, niż gdyby wszyscy byli zatrudnieni na etacie. Gdyby państwo chciało odzyskać pieniądze na te niezapłacone składki, to powinno znaleźć każdą osobę, która była u fryzjera na samozatrudnieniu i kazać dopłacić 20 zł za każdą wizytę. To fikcja. W rezultacie projekt szeroko zakrojonej regulacji poległ w zderzeniu z głównym koalicjantem, któremu zależy na wizerunku przyjaznym dla biznesu. **Czyli los ustawy o płacy minimalnej może być podobny?** – Może, bo rząd nie będzie chciał robić rzeczy, które wywołują wielki krzyk, że uderza się w przedsiębiorczość. *** ### Wyniki Biznes Fakty: * **Płaca minimalna w Polsce:** Ustalanie płacy minimalnej ma charakter politycznego targu, a dialog społeczny jest fasadą. Progi procentowe, jak 55 proc. średniego wynagrodzenia, mają znaczenie głównie polityczne, a nie praktyczne. * **Dialog społeczny:** Rada Dialogu Społecznego (RDS) rzadko wypracowuje wspólne stanowiska; proces konsultacji służy głównie przedstawieniu racji i spisaniu rozbieżności. Organizacje reprezentowane w RDS nie odzwierciedlają w pełni rynku pracy. * **Dyrektywy UE:** Dyrektywa o minimalnym wynagrodzeniu jest bardziej aspiracyjna niż wiążąca. Wiele krajów, w tym Polska, nie wdrożyło jej w pełni, a UE ma ograniczony mandat do regulowania płac minimalnych na poziomie krajowym. * **Ustawa o PIP:** Zmiany dotyczące Państwowej Inspekcji Pracy i pozorowanego samozatrudnienia są efektem kamieni milowych z KPO. Ekspert krytykuje system zachęt do samozatrudnienia, który następnie jest kontrolowany, a także pomysł nakładania zaległych składek. * **Kultura polityczna:** Problemy z dialogiem społecznym i procesem legislacyjnym wynikają z kultury politycznej uczestników i braku reprezentatywności niektórych organizacji.
Informacje przygotowane na podstawie materiałów : www.pulshr.pl
