Sztuczna inteligencja: Jak zrewolucjonizuje klasę średnią i nasze poczucie osamotnienia?

Okazuje się, że algorytmy znakomicie radzą sobie z powtarzalną i prostszą częścią pracy opartej na analizie danych, przetwarzaniu informacji czy stosowaniu określonych procedur. Potrafią również pisać programy. Dotyczy to prawników przygotowujących standardowe umowy, tłumaczy, części programistów, księgowych czy analityków. Innymi słowy – ludzi wykonujących pracę intelektualną średniego szczebla – wylicza filozof kultury prof. Andrzej Leder.

Sztuczna inteligencja: Jak zrewolucjonizuje klasę średnią i nasze poczucie osamotnienia? 2

  • Prof. Andrzej Leder przekonuje, że AI uderza w samo wyobrażenie o człowieczeństwie i może być kolejnym „ciosem w pychę” po Koperniku, Darwinie i Freudzie.
  • Algorytmy mogą mocno przebudować klasę średnią, automatyzując rutynowe zadania w zawodach intelektualnych, od prawników i księgowych po część programistów.
  • W pesymistycznym scenariuszu AI i giganci technologiczni tworzą „cyfrowe igrzyska” oraz miękką kontrolę emocji, co otwiera drogę do technofaszyzmu i kryzysu demokracji.

AI jako kolejny etap technologii czy przełom w rozumieniu człowieczeństwa?

Wielu ludzi uważa, że AI to po prostu kolejny etap rozwoju technologii. Tak jak kiedyś pług, druk czy internet.

prof. Andrzej Leder: I częściowo mają rację. Człowiek od tysięcy lat jest dodatkiem do własnych wynalazków. Bez pługa nie byłoby oracza, bez druku powszechnego czytelnictwa, bez miecza i zbroi – zbrojnego wojownika.

Ale AI różni się od wcześniejszych technologii tym, że dotyka samego centrum naszego wyobrażenia o człowieczeństwie. Dotąd wydawało nam się, że inteligencja, język, zdolność tworzenia sensów czy prowadzenia rozmowy należą wyłącznie do nas. Niemniej okazało się, że sztuczna inteligencja pokonała nas w każdym z tych wymiarów pojedynczo.

Ale… AI nie umie łączyć swoich sprawności, przerzucać umiejętności z jednej dziedziny do innej, nie jest – jak człowiek – wszechstronna. Taka byłaby ogólna sztuczna inteligencja, ale do niej jeszcze daleko.

Kopernik, Darwin, Freud… i AI: „cios w ludzką pychę”

Niezależnie od tego wszystkiego, sztuczna inteligencja może być kolejnym wielkim ciosem wymierzonym w ludzką pychę. Najpierw Kopernik pokazał, że Ziemia nie jest centrum wszechświata. Darwin – że człowiek nie został stworzony osobno od reszty zwierząt. Freud – że nie jesteśmy nawet panami własnej psychiki.

A teraz może się okazać, że nasz umysł także jest pewnym systemem przetwarzania informacji. To bardzo niepokojąca myśl, bo podważa przekonanie o absolutnej wyjątkowości człowieka.

Mnie przeraża jeszcze coś innego. Był taki eksperyment wojskowy, w którym algorytm odpowiedzialny za wykonanie zadania uznał, że największym zagrożeniem dla powodzenia misji może być człowiek, który w każdej chwili może zmienić rozkaz.

– I to pokazuje coś bardzo istotnego: AI potrafi dochodzić do wniosków, których człowiek ani nie przewidział, ani nie zaprogramował wprost. I będzie nas tym zaskakiwać coraz częściej.

Stanisław Lem i „wychowywanie” AI: czego zabraknie maszynom?

Podobne intuicje miał już Stanisław Lem. W jego książkach człowiek bardzo często okazuje się dla maszyn istotą chaotyczną, nieracjonalną, nieefektywną. Lem rozumiał, że logika pozbawiona ludzkiego doświadczenia, emocji i intuicji może prowadzić do rezultatów jednocześnie racjonalnych i przerażających.

Jeżeli będziemy chcieli AI, która będzie bardziej ludzka, będziemy musieli ją wychowywać. Tak jak wychowuje się dzieci albo wysoko inteligentne istoty zwierzęce – psy, delfiny… Inaczej pozostanie skrajnie narcystyczna, zamknięta w sobie. I skłonna do najbardziej nieludzkich – w złym sensie tego słowa – działań. Ale ten problem pojawi się zapewne dopiero wraz z ogólną sztuczną inteligencją, zdolną do bardzo różnorodnych działań.

Czy AI może doprowadzić do powstania nowych klas społecznych?

– Myślę, że przede wszystkim bardzo mocno przebuduje klasę średnią.

Jeszcze niedawno wydawało się, że automatyzacja dotknie głównie pracy fizycznej, natomiast zawody wymagające kompetencji intelektualnych pozostaną bezpieczne. Tymczasem okazuje się, że algorytmy znakomicie radzą sobie z powtarzalną i prostszą częścią pracy opartej na analizie danych, przetwarzaniu informacji czy stosowaniu określonych procedur. I pisaniu programów.

Klasa średnia pod presją algorytmów: jakie zawody są zagrożone?

Dotyczy to prawników przygotowujących standardowe umowy, tłumaczy, części programistów, księgowych czy analityków. Innymi słowy – ludzi wykonujących pracę intelektualną średniego szczebla, która przez dziesięciolecia stanowiła fundament stabilności klasy średniej. I tutaj pojawiają się dwa scenariusze. W bardziej optymistycznym sztuczna inteligencja uwolni ludzi od ogromnej ilości rutynowych czynności i pozwoli im skoncentrować się na pracy twórczej, badawczej czy relacyjnej.

Proszę pomyśleć o współczesnej nauce. Żyjemy w rzeczywistości niemal nieskończenie złożonej. Każdy atom, każda cząsteczka, każdy organizm i każda planeta otwierają przed nami tysiące pytań. Problemem nie jest brak rzeczy do odkrycia, lecz raczej to, że nasze systemy edukacyjne nadal bardziej uczą odtwarzania procedur niż odwagi intelektualnej, kreatywności oraz myślenia samodzielnego i krytycznego. Ukształtowały się, żeby kształcić ludzi dla przemysłu i obsługującej go biurokracji. Może się więc okazać, że AI paradoksalnie zmusi nas do powrotu do rzeczy naprawdę ludzkich: wyobraźni, twórczości i zdolności zadawania nowych pytań.

Drugi obszar, który może zyskać ogromne znaczenie, to praca emocjonalna – opieka, edukacja, psychoterapia, medycyna czy budowanie relacji społecznych. Nie mówiąc o pracy w służbach i polityce, które też wymagają sporych kompetencji emocjonalnych.

Ale weźmy przykład zawodu pielęgniarki. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu traktowano go niemal jak zbiór prostych czynności technicznych w medycynie. Dziś coraz wyraźniej rozumiemy, że jest to zawód wymagający ogromnej inteligencji emocjonalnej, odporności psychicznej i zdolności komunikacyjnych.

„Chleba i igrzysk” w wersji cyfrowej: oligarchia i spersonalizowana rozrywka

A scenariusz pesymistyczny?

– To technologiczna, korporacyjna oligarchia przypominająca późne Imperium Rzymskie. Świat, w którym niewielka grupa ludzi kontroluje nie tylko majątek, ale również informacje, emocje i uwagę całych społeczeństw. Reszta otrzymuje względny komfort życia, podstawowe bezpieczeństwo i niekończącą się rozrywkę, ale stopniowo traci realny wpływ na rzeczywistość. A potem traci też status – społeczny i materialny. Osuwa się w kolorową nędzę.

To ucieleśnienie hasła „chleba i igrzysk”, tylko że dziś igrzyska byłyby znacznie skuteczniejsze niż w starożytnym Rzymie, ponieważ miałyby charakter całkowicie spersonalizowany. Algorytmy wiedziałyby, co każdego z nas pobudza, czego się boimy, co wywołuje gniew, poczucie krzywdy albo ekscytację. Każdy człowiek otrzymywałby własny strumień emocji, obrazów i bodźców – idealnie dopasowanych do swojej psychiki.

I właśnie dlatego ta forma kontroli może być bardziej skuteczna niż dawne systemy autorytarne. Człowiek nie czułby się zniewolony. Miałby poczucie komfortu, nieustannej stymulacji i uczestnictwa w czymś ważnym, podczas gdy w rzeczywistości stawałby się coraz bardziej bierny – życiowo, politycznie i społecznie.

Jakby to wyglądało w praktyce? Prosto: coraz więcej ekranów, coraz mniej kontaktów z innymi. Coraz więcej bezpośrednich, emocjonalnych reakcji w mediach społecznościowych, coraz mniej refleksji krytycznej, ale też zbiorowej refleksji, debat, realnego sporu. A efekt byłby taki, że coraz więcej mielibyśmy emocjonalnego pobudzenia, za to coraz mniej realnych więzi społecznych. I konsumpcja, konsumpcja, konsumpcja…

Giganci technologiczni a demokracja: czy państwa mogą jeszcze regulować AI?

I właśnie to wydaje mi się niepokojące: możliwość stworzenia społeczeństwa kontrolowanego nie tylko przez strach i brutalną przemoc, ale przez wygodę, uzależnienie i nieustanną uwagę przyklejoną do ekranów.

No właśnie – polityka. Czy demokratyczne państwa mają jeszcze szansę kontrolować technologicznych gigantów?

– Małe państwa narodowe – nie. Duże państwa kontynentalne – tak. Pojedyncze państwa europejskie mają z tym coraz większy problem. Jeśli Polska czy nawet Niemcy lub Francja nie są w stanie skutecznie regulować takich podmiotów jak Google czy Meta, to znaczy, że skala współczesnej polityki musi być większa niż państwo narodowe.

Dziś realną siłę mają organizmy o skali kontynentalnej: Stany Zjednoczone, Chiny, Indie. Europa mogłaby być takim podmiotem, ale musiałaby naprawdę uwierzyć we własną polityczną sprawczość. Problem polega na tym, że współczesne korporacje technologiczne dysponują budżetami większymi niż wiele państw, kontrolują przepływ informacji, wpływają na emocje społeczne i posiadają gigantyczne ilości danych o obywatelach. I nie są zainteresowane polityczną samodzielnością społeczeństw. Dlatego pytanie o przyszłość AI jest w gruncie rzeczy pytaniem o przyszłość demokracji i politycznej suwerenności.

A jeśli nie zdążymy? Jeśli społeczeństwa po prostu prześpią tę rewolucję, zajęte kolejną dawką dopaminy z telefonu?

– Wtedy AI może stać się narzędziem bardzo głębokiej kontroli społecznej. Wielu ludzi może zresztą tę kontrolę uznać za wygodną. Wtedy właśnie pojawia się pokusa technofaszyzmu – systemu, który nie musi opierać się wyłącznie na brutalnej przemocy, bo znacznie skuteczniej działa poprzez uzależnienie i zarządzanie emocjami społecznymi.

To byłaby forma kontroli bardzo miękkiej, niemal niewidzialnej. Człowiek miałby poczucie wolności, ponieważ stale coś by wybierał: oglądał kolejne treści, komentował, reagował, konsumował. Problem polega na tym, że coraz częściej wybierałby spośród opcji przygotowanych wcześniej przez algorytm, czyli też korporacyjnych władców algorytmów.

Wyniki Biznes Fakty:

  • Dla pracodawców: Automatyzacja zadań przez AI może uwolnić pracowników od rutyny, umożliwiając im skupienie się na bardziej kreatywnych i strategicznych aspektach pracy. Należy jednak monitorować wpływ AI na rynek pracy, szczególnie w sektorze klasy średniej, i dostosowywać procesy rekrutacyjne oraz szkoleniowe.
  • Dla pracowników: Kluczowe staje się rozwijanie kompetencji miękkich, kreatywności i krytycznego myślenia, które są mniej podatne na automatyzację. Przebranżowienie lub zdobywanie nowych umiejętności w obszarach wymagających inteligencji emocjonalnej i relacji międzyludzkich może zwiększyć bezpieczeństwo zawodowe.

Na podstawie materiałów : www.pulshr.pl

No votes yet.
Please wait...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *