Nowe badania rzucają nowe światło na jedno z najbardziej intrygujących zjawisk językowych. Efekt buba-kiki, dotychczas przypisywany wyłącznie ludzkiemu poznaniu, okazuje się być obecny również u innych gatunków.
Wyobraźmy sobie dwa kształty: jeden łagodny i zaokrąglony, drugi ostry i kanciasty. Teraz dwa dźwięki: „buba” i „kiki”. Które słowo lepiej pasuje do którego kształtu? Jeśli intuicyjnie przypisaliście „buba” do kształtu łagodnego, a „kiki” do ostrego – właśnie doświadczyliście jednego z najciekawszych fenomenów psychologii języka. Co więcej, okazało się, że identycznie reagują… świeżo wyklute pisklęta.
To odkrycie, opublikowane na łamach prestiżowego magazynu „Science”, może wydawać się jedynie anegdotyczną ciekawostką. W rzeczywistości jednak podważa dotychczasowe rozumienie języka, percepcji oraz sposobu, w jaki mózg – również ten ludzki – łączy bodźce słuchowe z wizualnymi. Daje to również cenne wskazówki dla projektantów interfejsów, twórców systemów AI i wszystkich zaangażowanych w proces komunikacji człowiek-technologia.
Inne ciekawe tematy:
- Wyjątkowe zjawisko astronomiczne: Saturn i Neptun w rzadkim zbliżeniu
- Inteligentne zarządzanie odpadami: Warszawa wykorzystuje śmieci do ogrzewania budynków
- Nowy model biznesowy oparty na kaucji: Polacy odzyskują pieniądze za butelki w nietypowy sposób
Czym właściwie jest efekt buba-kiki?
Gdy ludziom z różnych środowisk kulturowych i posługującym się różnymi językami prezentuje się dwa abstrakcyjne kształty – jeden obły, drugi kanciasty – i prosi o dopasowanie do nich dźwięków „buba” i „kiki”, zdecydowana większość wybiera spójne skojarzenia. Dźwięk „buba” wydaje się miękki, okrągły, jakby sam w sobie miał zaokrąglone fonemy. Natomiast „kiki” brzmi ostro, kanciasto, z wyraźnymi „kolcami” w wymowie. Mimo że te słowa same w sobie nie mają przypisanego znaczenia, nasz mózg traktuje je tak, jakby to znaczenie było oczywiste.

Zjawisko to jest na tyle uniwersalne, że występuje nawet u niemowląt, które jeszcze nie opanowały mowy. Jednocześnie, do tej pory nie udało się go wiarygodnie wykazać u innych naczelnych, takich jak szympansy czy goryle. Sugerowało to kuszącą hipotezę: czy efekt buba-kiki nie stanowi jednego z filarów ludzkiego języka? Czy właśnie takie wrodzone skojarzenia pomogły naszym przodkom zacząć nadawać dźwiękom konkretne znaczenia?
I wtedy właśnie pojawiają się kurczaki.
Ko ko. Dlaczego właściwie kurczaki?
Zespół naukowców z Uniwersytetu w Padwie postanowił zbadać, czy efekt buba-kiki jest faktycznie domeną wyłącznie ludzką. Zamiast analizować kolejne grupy ludzi, badacze skupili się na gatunku, który na pierwszy rzut oka wydaje się odległy od człowieka – pisklętach kur domowych.
Kurczaki stanowią doskonały model badawczy w tym kontekście. Są gatunkiem prekocjalnym, co oznacza, że niemal natychmiast po wykluciu są zdolne do samodzielnego funkcjonowania, eksplorowania otoczenia i podejmowania decyzji na podstawie docierających bodźców wzrokowych i słuchowych. Ich mózgi nie mają przywileju „spokojnego dojrzewania”, jaki obserwujemy u ludzkich niemowląt. Jeśli istnieje jakikolwiek wrodzony mechanizm integrujący bodźce z różnych zmysłów, u kurczaków powinien być on widoczny z dużą wyrazistością.
Badacze pracowali z pisklętami w wieku jednego i trzech dni. Początkowo uczono je, że za konkretnym panelem znajduje się pożywienie. Gdy pisklęta nauczyły się, że warto zbliżać się do panelu, zastępowano go dwoma nowymi – jednym obłym, drugim kanciastym.
W tym momencie w tle odtwarzano dźwięki: nagrania przypominające „buba” lub „kiki”. Pytanie badawcze było proste: do którego panelu pisklę podejdzie jako pierwsze?
Wyniki były jednoznaczne. Gdy odtwarzano dźwięk „buba”, kurczaki częściej wybierały kształt obły. Natomiast w przypadku dźwięku „kiki”, kierowały się w stronę kształtu ostrego. Efekt ten obserwowano nawet u jednodniowych piskląt – tych, które dopiero co wyszły z jajka i nie miały żadnej możliwości „nauczenia się” takich skojarzeń.
To silny dowód na to, że efekt buba-kiki nie jest jedynie wytworem kultury, alfabetu czy zdobytych doświadczeń. Może być on wpisany w sam sposób, w jaki mózg – nie tylko ludzki – integruje bodźce dźwiękowe i wizualne.
Odkrycie zmienia perspektywę, nie obala teorii
Zamiast postrzegać efekt buba-kiki jako „zalążek języka”, bardziej zasadne jest uznanie go za przejaw ogólnego mechanizmu neuronalnego: tendencji do łączenia bodźców sensorycznych w spójne całości. Fakt, że nawet kurczaki wykazują podobne skojarzenia, sugeruje, że pewne aspekty symboliki dźwięku mogą być zakorzenione głębiej w biologii niż w kulturze. Język mógł zatem wykorzystać istniejące wcześniej mechanizmy percepcyjne, a nasze fonetyczne preferencje mogą wynikać z funkcjonowania mózgu, a nie z arbitralnych umów społecznych.
Tłumaczy to również, dlaczego dzieci szybciej uczą się niektórych słów – jeśli ich brzmienie „pasuje” do tego, co widzą, mózg ma ułatwione zadanie. Jakie wnioski płyną z tego dla świata technologii, UX i AI? Znacznie więcej, niż mogłoby się wydawać.
Projektanci interfejsów audio od dawna intuicyjnie stosują zasadę: powiadomienia „miękkie” generują łagodne dźwięki, podczas gdy alarmy są ostry i wyraźne. Okazuje się, że ta intuicja ma solidne podstawy biologiczne. Nasz mózg – i jak widać, nie tylko ludzki – preferuje spójność między „kształtem” dźwięku a charakterem przekazywanej informacji.
Podobna zasada dotyczy nazewnictwa produktów. Sprzęt AGD, postrzegany jako przyjazny i „miękki” w obsłudze, często otrzymuje nazwy bogate w samogłoski i łagodne spółgłoski. Urządzenia sportowe czy gamingowe zyskują natomiast nazwy krótkie, ostre, „kanciaste”. To nie tylko zabieg marketingowy; to świadome odwoływanie się do wrodzonych skojarzeń. Dla multimodalnych systemów AI jest to wręcz kluczowa wskazówka strategiczna. Jeśli system generuje jednocześnie obraz, tekst i dźwięk, spójność między tymi modalnościami nie jest jedynie kwestią estetyki, ale staje się elementem, który mózg odbiera jako naturalny i intuicyjny.
Kurczaki kontra naczelne – zaskakujące porównanie
Najbardziej przewrotnym aspektem tych badań jest fakt, że efektu buba-kiki nie udało się dotąd jednoznacznie wykazać u naczelnych – naszych najbliższych krewnych. Tymczasem zaobserwowano go u kurczaków. To skłania do ponownego przemyślenia, czy wcześniejsze eksperymenty na naczelnych nie były źle zaprojektowane, czy też mechanizm ten jest bardziej subtelny i ujawnia się tylko u gatunków, które od pierwszych godzin życia muszą intensywnie integrować różnorodne bodźce. Nasz gatunek nie jest więc aż tak wyjątkowy, jak mogłoby się wydawać.
Wyniki Biznes Fakty:
- Odkrycie efektu buba-kiki u kurczaków może wpłynąć na rozwój narzędzi komunikacji audio w urządzeniach IoT i wearables, gdzie kluczowa jest intuicyjność i szybkość przyswajania informacji.
- W branży AI, szczególnie w rozwoju asystentów głosowych i systemów generujących treści multimodalne, zrozumienie biologicznych podstaw skojarzeń dźwięk-kształt może przełożyć się na bardziej angażujące i naturalne interakcje.
- Przewidywany wzrost wartości rynku rozwiązań UX/UI opartych na neuromarketingu i psychologii poznawczej, szacowany na 15% rocznie do 2026 roku, zyskuje nowe, naukowe podstawy dzięki tego typu badaniom.
- Firmy projektujące interfejsy użytkownika, które zaimplementują zasady spójności percepcyjnej oparte na efekcie buba-kiki, mogą odnotować poprawę wskaźników zaangażowania użytkowników o 10-20% w perspektywie najbliższych dwóch lat.
- Pojawienie się nowych aplikacji mobilnych i platform webowych wykorzystujących dźwiękowe sygnały dopasowane do wizualnych elementów interfejsu może zrewolucjonizować sposób personalizacji doświadczeń cyfrowych.
Szczegóły można znaleźć na stronie internetowej : spidersweb.pl
