Jasne, oto przepisany artykuł po polsku, z zachowaniem tagów HTML i zgodnie z podanymi wytycznymi:
Giganci technologiczni inwestują nie tylko w megawaty mocy obliczeniowej i terabajty danych, ale także w hektary ziemi. Amerykańskie gospodarstwa rolne stają się celem przejęć pod budowę ogromnych centrów danych.
Dyskutując o kosztach rozwoju sztucznej inteligencji (AI) i zapotrzebowaniu na infrastrukturę centrów danych, często poruszamy kwestie zużycia wody, energii elektrycznej czy kosztów zakupu niezbędnych podzespołów. Znacznie rzadziej mówi się jednak o tym, w jaki sposób korporacje technologiczne pozyskują grunty pod te monumentalne inwestycje. Tymczasem w wielu regionach Stanów Zjednoczonych ten właśnie etap generuje narastający konflikt – między rolnikami, dla których ziemia jest dziedzictwem i fundamentem tożsamości, a gigantami technologicznymi, postrzegającymi ją przede wszystkim jako zasób pod kolejną inwestycję.
Big Tech przyspiesza ekspansję infrastruktury AI, kierując się na prowincję
Dla globalnych firm technologicznych amerykańska prowincja jawi się jako idealne miejsce. Słabe regulacje urbanistyczne, relatywnie niskie ceny energii, dostęp do zasobów wodnych oraz rozległe połacie ziemi sprawiają, że wiejskie hrabstwa coraz częściej pojawiają się na mapach strategicznych lokalizacji pod budowę hiperskalowych centrów danych. Skala tego zjawiska rośnie w tempie wykładniczym. Według prognoz przytaczanych przez dziennik Guardian, w ciągu najbliższych pięciu lat na świecie zapotrzebowanie na tzw. „uzbrojoną ziemię” – tereny przygotowane pod infrastrukturę centrów danych – sięgnie ponad 16 tys. hektarów. To dwukrotny wzrost w porównaniu do obecnego stanu.
Jednym z hrabstw, które znalazło się na celowniku gigantów technologicznych, jest Mason w stanie Kentucky. Tamtejsi rolnicy doświadczyli wizyt pośredników, oferujących dziesiątki milionów dolarów za gospodarstwa rolne należące do tych samych rodzin od pokoleń. Szczegóły inwestycji były owiane tajemnicą, a warunkiem uzyskania jakichkolwiek informacji było podpisanie umowy o zachowaniu poufności (NDA).
Jedną z osób, które otrzymały taką propozycję, była 82-letnia Ida Huddleston. Jak opowiedziała w rozmowie z brytyjskim dziennikiem, pośrednik reprezentujący „firmę z listy Fortune 100” zaproponował ponad 33 miliony dolarów (co w przeliczeniu na rok 2026 daje około 118 milionów złotych) za jej gospodarstwo rolne o powierzchni 263 hektarów. Odpowiedź była jednoznaczna: „Nie macie wystarczających środków, by mnie wykupić. Nie jestem na sprzedaż”.
Podobną reakcję wyrazili jej sąsiedzi. Niektórzy z nich usłyszeli nawet propozycję, by „podali własną cenę”. Jednak wszyscy odmówili. Dopiero analiza publicznych dokumentów ujawniła, że lokalna spółdzielnia energetyczna otrzymała wniosek o przyłączenie nowego odbiorcy o mocy 2,2 GW – niemal dwukrotnie większej niż jej roczna produkcja. Tajemniczym klientem okazała się firma planująca budowę centrum danych.
Tego typu historie powtarzają się w całych Stanach Zjednoczonych. W Pensylwanii rolnik odrzucił ofertę 15 milionów dolarów za ziemię, którą uprawiał przez pół wieku. W Wisconsin padła propozycja 80 milionów dolarów, którą kolejny rolnik stanowczo odrzucił.
W Polsce flipują mieszkania staruszków, w USA ich ziemię
Boom na centra danych stworzył nową klasę „złotodajnych” nieruchomości. W hrabstwie Fairfax w Północnej Wirginii inwestor zapłacił 615 milionów dolarów za niecałe 40 hektarów ziemi, którą cztery lata wcześniej nabył za 57 milionów dolarów. Kilka dni później Amazon wydał 700 milionów dolarów na pobliskie grunty rolne. W Georgii deweloper sprzedał ziemię tej samej firmie za 270 milionów dolarów, choć rok wcześniej zapłacił za nią zaledwie 4 miliony dolarów. Dla pośredników potencjalne zwroty z inwestycji sięgają nawet ponad tysiąca procent.
Dla rolników te liczby robią wrażenie, ale nie zawsze są wystarczające. Wielu z nich podkreśla, że nie chodzi wyłącznie o aspekty finansowe. Ziemia to styl życia, głęboka więź z przodkami i poczucie sensu istnienia. „Cała moja rodzina przez całe życie zajmowała się uprawą zbóż, hodowlą bydła, uprawą tytoniu. Dla nas te pieniądze nie są warte utraty tego życia” – mówi jeden z mieszkańców hrabstwa Mason. Na to życie składają się nie tylko sielskie obrazy wypasu bydła i zbiorów, ale także świadomość, że gigantyczne konstrukcje niosą ze sobą ogromne zapotrzebowanie na wodę i energię elektryczną. Jest to szczególnie widoczne w stanach, gdzie znajdują się liczne centra danych – Maryland, Wirginia czy New Jersey. Tam rachunki za prąd gospodarstw domowych sąsiadujących z tymi obiektami wzrosły miejscami o 267% w ciągu zaledwie pięciu lat.
### Wyniki Biznes Fakty: * **Wzrost zapotrzebowania na grunty:** Prognozuje się, że w ciągu najbliższych 5 lat globalne zapotrzebowanie na tereny pod centra danych wzrośnie dwukrotnie, osiągając ponad 16 tys. hektarów. * **Rekordowe transakcje:** W USA odnotowano transakcje, gdzie grunty rolne w okolicach centrów danych sprzedawano z zyskiem przekraczającym 1000%. Przykłady to zakup 40 ha za 615 mln USD (wcześniej 57 mln USD) czy 270 mln USD za ziemię kupioną rok wcześniej za 4 mln USD. * **Potencjalne koszty dla społeczności:** W stanach takich jak Wirginia czy New Jersey, rachunki za energię elektryczną dla gospodarstw domowych w sąsiedztwie centrów danych wzrosły o 267% w ciągu 5 lat, co może prowadzić do dalszych wzrostów cen prądu. * **Skala inwestycji:** Nowe centrum danych może wymagać przyłącza o mocy rzędu 2,2 GW, co stanowi znaczące obciążenie dla lokalnych sieci energetycznych i może przewyższać ich roczną produkcję. * **Wpływ na rynek nieruchomości:** Giganci technologiczni, poprzez zakup dużych połaci ziemi pod centra danych, mogą znacząco wpływać na lokalne rynki nieruchomości i strukturę własności gruntów.
Źródło wiadomości : spidersweb.pl
