NASA celuje w Księżyc: Lądowanie za prezydentury Trumpa? Ambitne plany agencji

Szybkie tempo misji księżycowych w ciągu niecałych trzech lat to cel, który ma przywrócić Ameryce dominację w kosmosie i zrealizować obietnicę złożoną przez Donalda Trumpa już podczas jego pierwszej kadencji. Czy to niezdrowa ambicja, czy uzasadnione przyspieszenie? Przyjrzyjmy się bliżej technologicznej i politycznej osi tego ambitnego planu.

Donald Trump i Jared Isaacman
Donald Trump i Jared Isaacman | Foto: Andrew Harnik/Getty Images | Flickr/SpaceX / Getty Images

Administracja Donalda Trumpa przedstawiła programowi Artemis niezwykle konkretny i ambitny harmonogram. Nowy szef NASA, Jared Isaacman, który objął stanowisko pod koniec ubiegłego roku, publicznie zadeklarował, że agencja zrealizuje wszystkie misje księżycowe przed końcem drugiej kadencji prezydenta (kończącej się w styczniu 2029 r.). Isaacman podkreślił w wywiadzie dla Fox News, że nie chodzi o pośpiech za wszelką cenę, lecz o powrót do sprawdzonej metody działania. W myśl tej filozofii, misja Artemis II ma wystartować już za kilka tygodni, okrążając Księżyc z czteroosobową załogą na pokładzie. Planowana na połowę 2027 r. misja Artemis III ma stanowić kluczowy test mający na celu redukcję ryzyka, a kolejne misje – Artemis IV i V – mają przynieść lądowanie ludzi na powierzchni Księżyca już w 2028 r.

Po raz pierwszy od grudnia 1972 r., kiedy astronauci misji Apollo 17 opuścili Księżyc, Amerykanie mają realną szansę ponownie postawić stopę na jego powierzchni. Program Artemis nie jest już tylko kontynuacją dawnego marzenia o kosmosie; stał się politycznym priorytetem drugiej kadencji Trumpa. Isaacman otwarcie wskazuje, że poprzednia administracja przez cztery lata nie podjęła kluczowych decyzji, ograniczając się do jednego bezzałogowego testu w 2022 r.

Jared Isaacman
Jared Isaacman
  • Czytaj także: Redaktor naczelny POLITICO: Trump dostanie swoją trzecią kadencję. I to bez łamania Konstytucji [KOMENTARZ]

W obliczu publicznych wypowiedzi prezydenta Stanów Zjednoczonych dotyczących Pokojowej Nagrody Nobla i jego budowania międzynarodowych sojuszy „na rzecz pokoju”, wydaje się, że nowe cele NASA jasno wynikają z ambicji Donalda Trumpa, który pragnie zapisać się w historii jako prezydent USA, który ponownie wysłał człowieka na Księżyc.

Początki programu Artemis — jeszcze za pierwszej kadencji Trumpa

Program Artemis nie jest inicjatywą nowej administracji. Jego podwaliny położono podczas pierwszej prezydentury Donalda Trumpa. 11 grudnia 2017 r. prezydent podpisał Space Policy Directive-1, dokument, który formalnie skierował NASA z powrotem na Księżyc. Dyrektywa nakazywała „prowadzenie zintegrowanego programu eksploracji załogowej i bezzałogowej, z lądowaniem na Księżycu w najbliższych latach” oraz budowę trwałej obecności człowieka na powierzchni Srebrnego Globu jako etapu przygotowawczego do misji na Marsa.

To właśnie wtedy po raz pierwszy pojawiła się nazwa Artemis, nawiązująca do greckiej bogini łowów i siostry Apollina, co miało symbolizować kontynuację, ale i nowe otwarcie po erze Apollo. W 2019 r. administracja Trumpa ogłosiła, że pierwsze lądowanie z udziałem kobiety i kolejnego mężczyzny ma nastąpić do 2024 r. — termin był ambitny, ale szybko uznano go za nierealny.

Artemis I
Artemis I | NASA / x.com

Kluczowe komponenty architektury programu również powstały w tamtym okresie. Rakieta Space Launch System (SLS), najpotężniejsza rakieta nośna w historii, była już w zaawansowanej fazie rozwoju, choć jej pierwszy start był wielokrotnie przesuwany. Kapsuła Orion, zaprojektowana do lotów poza niską orbitę Ziemi, miała swoje korzenie w programie Constellation, anulowanym przez Obamę w 2010 r., jednak elementy Oriona przetrwały i zostały rozwinięte.

W 2020 r. podpisano Artemis Accords, międzynarodowe porozumienie regulujące zasady pokojowej eksploracji Księżyca, które do dziś podpisało ponad 50 państw. Dokument ten miał zapewnić, że przyszła obecność na Księżycu będzie zgodna z Traktatem o Przestrzeni Kosmicznej z 1967 r., jednocześnie przyznając Stanom Zjednoczonym znaczącą rolę w kształtowaniu norm. W tym samym roku NASA wybrała SpaceX jako dostawcę lądownika Human Landing System (HLS), który ma transportować astronautów z orbity księżycowej na powierzchnię i z powrotem.

  • Czytaj także: Misja Artemis II odłożona. Problem z helem opóźnia start

Pierwszy znaczący krok wykonano jednak dopiero po zmianie administracji. Artemis I — bezzałogowy lot testowy rakiety SLS z kapsułą Orion — wystartował 16 listopada 2022 r. i zakończył się sukcesem. Misja ta okrążyła Księżyc, przetestowała systemy termiczne, komunikacyjne i napędowe, a kapsuła bezpiecznie powróciła do oceanu. Był to moment, na który NASA czekała ponad dekadę – pierwszy lot SLS i Oriona w rzeczywistej misji poza niską orbitę Ziemi. Mimo tego spektakularnego sukcesu, dalszy postęp niemal całkowicie zatrzymał się na kolejne lata.

Stagnacja za prezydentury Bidena

Po udanym locie Artemis I w listopadzie-grudniu 2022 r. program Artemis wszedł w fazę, którą wielu ekspertów i byłych pracowników NASA określało mianem „paraliżu decyzyjnego”. Przez kolejne trzy lata – od końca 2022 do końca 2025 r. – agencja nie przeprowadziła żadnej kolejnej misji w ramach tego programu. Nie odbył się ani Artemis II (pierwszy załogowy lot wokół Księżyca), ani Artemis III (planowane pierwsze lądowanie), ani żadna inna znacząca demonstracja technologii.

Administracja Bidena nie traktowała programu Artemis priorytetowo
Administracja Bidena nie traktowała programu Artemis priorytetowo | Anna Moneymaker / Shutterstock

Główne przyczyny tego zastoju były wielorakie i nawzajem się wzmacniały. Po pierwsze, rakieta SLS i kapsuła Orion okazały się znacznie droższe i bardziej skomplikowane w produkcji, niż zakładano. Każdy start SLS wymagał budowy nowych elementów, a te wytwarzano w tempie jednego na kilka lat. Koszty programu przekroczyły już 40 mld dolarów, a harmonogramy były wielokrotnie przesuwane.

Po drugie, kluczowe elementy systemów lądowania, przede wszystkim Human Landing System firmy SpaceX, napotkały poważne opóźnienia. Trzecim poważnym wąskim gardłem okazały się nowe skafandry księżycowe (xEMU i Axiom Extravehicular Mobility Unit). Pierwotnie miały być gotowe już w 2024 r., ale problemy z systemami chłodzenia, mobilnością i ochroną przed pyłem księżycowym spowodowały, że w 2025 r. NASA nadal nie dysponowała w pełni przetestowanym skafandrem zdolnym do pracy na powierzchni Księżyca.

Nowa administracja wraca do ambitnego tempa

Z chwilą powrotu Donalda Trumpa do Białego Domu, program Artemis otrzymał nowe wsparcie i nowego lidera. Jared Isaacman, doświadczony astronauta komercyjny i miliarder związany ze SpaceX, został zaprzysiężony na stanowisko administratora NASA już w grudniu 2024 r. Od pierwszych dni urzędowania otwarcie deklaruje powrót do filozofii regularnych, powtarzalnych lotów, którą NASA stosowała z sukcesem w czasach programu Apollo.

  • Czytaj także: Błąd Donalda Trumpa przejdzie do historii. „Szalony król” burzy własne imperium. Sojusznicy już flirtują z jego największymi wrogami [OPINIA]

Obecny plan stanowi wyraźny zwrot w kierunku ambitnego tempa. Artemis II, pierwszy załogowy lot wokół Księżyca z czteroosobową załogą, ma wystartować na początku kwietnia 2026 r. Start był już raz przesunięty z lutego z powodu drobnego wycieku helu w rakiecie SLS, ale problemy naprawiono i misja pozostaje na dobrej drodze. Kolejna, Artemis III, zaplanowana jest na połowę 2027 r. i ma przede wszystkim zmniejszyć ryzyko przed właściwymi lądowaniami – może mieć charakter testowy lub ograniczony. Najważniejsze jednak są Artemis IV i V: obie mają przynieść pierwsze załogowe lądowania na powierzchni Księżyca już w 2028 r., a więc jeszcze w trakcie drugiej kadencji Trumpa.

Artemis I, rakieta NASA Space Launch System, przewożąca statek kosmiczny Orion. 28 sierpnia, 2022 r.
Artemis I, rakieta NASA Space Launch System, przewożąca statek kosmiczny Orion. 28 sierpnia, 2022 r. | Red Huber/Getty Images / Getty Images

Isaacman tłumaczy, że klucz do sukcesu tkwi w rytmie. Apollo 11 nie pojawiło się znikąd – przypomina. Kluczowe były regularne starty i testy. Dzięki temu zespoły kontrolerów lotu, inżynierowie i producenci (SpaceX, Blue Origin, Boeing, Lockheed Martin) będą mogli regularnie trenować i eliminować błędy. Pełne wsparcie deklarują zarówno wykonawcy, jak i liderzy Kongresu odpowiedzialni za budżet kosmiczny.

Dzięki temu NASA wraca do modelu, który kiedyś pozwolił Ameryce zdobyć Księżyc w mniej niż dekadę. Czy uda się utrzymać to tempo bez kompromisów w zakresie bezpieczeństwa – pokażą najbliższe miesiące. Na razie jednak deklaracja czterech misji Artemis przed końcem kadencji Trumpa w styczniu 2029 r. brzmi jak jasny sygnał: Ameryka ponownie chce być numerem jeden w kosmosie.

Symbolika „człowieka na Księżycu za Trumpa”

Dodatkowo, program Artemis ma wymiar geopolityczny. Chiny planują własne załogowe lądowanie na Księżycu około 2030 r. i już budują stację kosmiczną Tiangong oraz rozwijają rakiety Long March. Stany Zjednoczone chcą być pierwsze i udowodnić, że demokratyczny system, oparty na współpracy z prywatnymi firmami takimi jak SpaceX czy Blue Origin, wciąż wygrywa z państwowymi programami autorytarnych rywali. Artemis Accords, podpisane przez ponad 50 krajów, wzmacniają tę pozycję, tworząc międzynarodowe ramy współpracy pod przywództwem USA.

  • Czytaj także: Amerykański sen. Donald Trump skorzystał z okazji i zrobił show. „Nasz kraj znów wygrywa”

W efekcie, deklaracja czterech misji przed końcem kadencji nie jest jedynie technicznym planem. To polityczny deadline, który ma przynieść Trumpowi wymierny sukces – coś, co będzie można pokazać w telewizji, w mediach społecznościowych i w historii jako wielkie osiągnięcie jego drugiej prezydentury. Dla przeciętnego Amerykanina to nie tylko rakiety i astronauci. To dowód, że Ameryka wciąż potrafi marzyć i realizować te marzenia.

Ryzyko przyspieszenia — lekcja z historii programu Apollo i Shuttle

Historia amerykańskiej eksploracji kosmicznej pokazuje jednak, że łączenie ambitnych politycznych deadline’ów z bardzo skomplikowaną techniką i ograniczonymi zasobami często prowadzi do tragicznych konsekwencji. Najbardziej znane przykłady to dwie katastrofy wahadłowców i jedna jeszcze z ery Apollo – każda z nich w różnym stopniu wiązała się z presją czasową i polityczną.

  • Apollo 1 – pożar na ziemi w styczniu 1967 r. (trzy ofiary śmiertelne),
  • Challenger – katastrofa 28 stycznia 1986 r. (7 ofiar),
  • Columbia – rozpad wahadłowca 1 lutego 2003 r. (7 ofiar).

Jared Isaacman wielokrotnie powtarza, że priorytetem jest bezpieczeństwo i uczenie się na błędach, a nie ślepe przyspieszanie. Jednocześnie polityczny deadline – cztery misje przed końcem kadencji Trumpa – wywiera realną presję. Jeśli ta presja przełoży się na skracanie testów, ignorowanie drobnych anomalii lub forsowanie startu mimo nierozwiązanych problemów, ryzyko poważnej awarii dramatycznie wzrośnie.

Trump potrzebuje jasnych punktów kadencji

Lądowanie człowieka na Księżycu po ponad 56 latach od ostatniej misji Apollo 17 w grudniu 1972 r. byłoby wydarzeniem o historycznej skali. Miliony widzów na całym świecie mogłyby oglądać na żywo, jak amerykańscy astronauci schodzą po drabince lądownika i stawiają buty na powierzchni Srebrnego Globu. Dla Trumpa to idealny symbol powrotu do wielkości, którą obiecywał w kampanii wyborczej: Ameryka znów pierwsza, Ameryka znów najpotężniejsza. Hasło „człowiek na Księżycu za Trumpa” pojawiło się już w mediach i wśród jego zwolenników jako swoiste polityczne trofeum.

  • Czytaj także: Amerykanie zbudują reaktory jądrowe na Księżycu. Mają jasny cel

NASA stoi przed klasycznym dylematem, który towarzyszy każdemu wielkiemu programowi kosmicznemu od czasów Kennedy’ego: jak pogodzić polityczną presję na szybki, widowiskowy sukces z żelazną koniecznością zachowania najwyższych standardów bezpieczeństwa. Program Artemis nie jest już tylko technicznym wyzwaniem. Dzięki deklaracji czterech misji przed końcem kadencji Donalda Trumpa w styczniu 2029 r. stał się także politycznym projektem o ogromnej wadze symbolicznej.

NASA nadal nie ma ukończonych kombinezonów księżycowych
NASA nadal nie ma ukończonych kombinezonów księżycowych | SpaceX/NASA

Jeśli NASA utrzyma równowagę i wyląduje na Księżycu jeszcze w 2028 r., będzie to triumf amerykańskiej determinacji i prywatno-publicznej współpracy, ale także ogromny sukces przypisany bezpośrednio Donaldowi Trumpowi. Jeśli jednak pośpiech doprowadzi do poważnej awarii, koszty polityczne, finansowe i – co najważniejsze – ludzkie będą ogromne. Na to jednak obecny prezydent Stanów Zjednoczonych zdaje się być gotów.

Wyniki Biznes Fakty:

  • Cel: Powrót człowieka na Księżyc przed końcem 2028 roku, w ramach programu Artemis.
  • Ramowy harmonogram:
    • Artemis II (misja załogowa okrążająca Księżyc): początek kwietnia 2026 r.
    • Artemis III (redukcja ryzyka przed lądowaniem): połowa 2027 r.
    • Artemis IV i V (lądowania załogowe na Księżycu): 2028 r.
  • Koszty: Program Artemis pochłonął już ponad 40 mld USD.
  • Kluczowe technologie i wyzwania:
    • Rakieta Space Launch System (SLS) i kapsuła Orion.
    • Human Landing System (HLS) dostarczany przez SpaceX.
    • Nowe skafandry księżycowe (xEMU, Axiom Extravehicular Mobility Unit).
  • Kontekst polityczny: Program Artemis jest kluczowym elementem politycznej agendy Donalda Trumpa, mającym na celu demonstrację siły i przywództwa USA w kosmosie, w kontekście rywalizacji z Chinami.
  • Ryzyko: Presja czasu związana z politycznymi deadline’ami może prowadzić do kompromisów w zakresie bezpieczeństwa, co stanowi historyczne ryzyko w programach kosmicznych (przykład: katastrofy Apollo 1, Challenger, Columbia).
  • Znaczenie symboliczne: Sukces misji Artemis w okresie prezydentury Trumpa byłby postrzegany jako potwierdzenie jego hasła „Make America Great Again” i dowód na zdolność USA do realizacji wielkich przedsięwzięć.

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.

Według danych portalu: businessinsider.com.pl

No votes yet.
Please wait...

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *