Jasne, oto przepisany i przetłumaczony na język polski artykuł, zgodny z podanymi wytycznymi:
Choćby nie wiem co mówić o Timie Cooku, okazał się on niezwykle skutecznym CEO. Po kilkunastu latach, gdy ostatecznie opuści swoje stanowisko i przekaże firmę następcom, będzie miał powody do dumy. I chociaż obecna sytuacja finansowa Apple wydaje się doskonała, pojawia się coraz więcej sygnałów, że kolejnego CEO – Johna Ternusa – czeka kryzys, który może zachwiać pozycją giganta z Cupertino.
Po miesiącach spekulacji i przygotowań, giełda nazwisk potencjalnych następców w końcu się ustabilizowała. Tim Cook oficjalnie rezygnuje ze stanowiska, a zgodnie z najbardziej prawdopodobnym scenariuszem, jego następcą zostanie John Ternus. **Zmiana u sterów nastąpi – i to już niebawem**. Oficjalne przekazanie obowiązków wyznaczono na 1 września 2026 roku, tuż przed konferencją, na której Apple zaprezentuje nowe smartfony – iPhone 18 oraz być może przełomowego dla firmy iPhone Fold.
Podczas wewnętrznego spotkania z pracownikami sprzed kilku miesięcy, 65-letni Tim Cook powiedział wprost: – Kiedy ludzie osiągają pewien wiek, część z nich udaje się na emeryturę. To naturalna kolej rzeczy. Dodał również: – Spędzam mnóstwo czasu, zastanawiając się nad tym, kto znajdzie się w tym miejscu za pięć czy dziesięć lat. **Myślenie o tym w perspektywie 15 lat stało się wręcz moją obsesją**.
Pogłoski o tym, że trwające od 2011 roku panowanie Cooka zbliża się ku końcowi, słychać było od dawna. Większość analityków wskazywała rok 2027 jako termin graniczny. Jak się okazało, te przewidywania okazały się słuszne.
Jego następca, John Ternus, nie będzie jednak miał łatwego zadania. Choć Apple za kadencji Cooka notowało rekordowe wyniki finansowe, **rosnąc aż 11-krotnie**, to obrany kierunek ma ograniczony termin ważności. Po jego upłynięciu, bez gruntownych zmian w sposobie działania Apple i oferowanych klientom produktów, **firma może stanąć nad przepaścią**.
Wizja z przeszłości, bo na przyszłość nie ma czasu
Kiedy w 2011 roku, na krótko przed śmiercią, Steve Jobs rezygnował z fotela CEO Apple, wielu wieszczono koniec firmy z logo Nadgryzionego Jabłka. A nawet jeśli nie koniec – to poważne kłopoty i utratę pozycji. **Tim Cook, wybrany na nowego szefa, nie wziął się oczywiście znikąd**. Pracował dla Apple na różnych stanowiskach od 1998 roku, wcześniej przez lata rozwijał m.in. IBM. Biorąc pod uwagę jego obowiązki w firmie, wydawał się naturalnym następcą Jobsa. Mimo to niewielu wierzyło, że będzie w stanie wypełnić pustkę po odejściu poprzedzającego go wizjonera.
Dziś, z perspektywy 15 lat, można bez najmniejszych wątpliwości przyznać, że jej nie wypełnił. Ale to wcale nie oznacza, że pod jego rządami Apple radziło sobie źle. Było wręcz przeciwnie, choć zbudowana pozycja rynkowa nie jest zbyt perspektywiczna. Apple bowiem, w przeciwieństwie do większości gigantów technologicznych (big tech), **skupiło się na „tu i teraz”**, zamiast patrzeć w przyszłość. W ujęciu bieżącym osiągnęli mistrzostwo. Problemy zaczynają się jednak, gdy zaczynamy się zastanawiać, „co dalej?”.
Aby dobrze to zrozumieć, musimy dokładnie zarysować obecną sytuację Apple. A ta w wielu obszarach wygląda spektakularnie. Gdybyśmy mieli szukać podręcznikowej definicji „maszynki do zarabiania pieniędzy”, gigant z Cupertino pasowałby do niej idealnie.
Portfolio produktów nie tylko się poszerzyło, ale w wielu kategoriach udało się wypracować pozycję lidera. Smartfony iPhone w 2025 roku, po raz pierwszy od kilkunastu lat, były najchętniej kupowanymi smartfonami na świecie, przeganiając Samsunga. Apple Watch ma największy udział w rynku smartwatchy (około 30%), iPad dominuje na rynku tabletów z blisko 50% udziału. Słuchawki AirPods oraz komputery Mac i MacBooki również radzą sobie świetnie, plasując się w rynkowej czołówce.
Wszystko to potwierdzają suche liczby, interesujące inwestorów. **Kurs akcji wzrósł z 14 dolarów do 280 dolarów** (wzrost o 1900%), a kapitalizacja rynkowa firmy wzrosła z 356 miliardów **do ponad 4 bilionów dolarów** (wzrost o 1080%). Tim Cook potrzebował na to zaledwie 15 lat. Na palcach jednej ręki można policzyć firmy, które mogą pochwalić się równie spektakularnymi osiągnięciami.
Jednak gdy się im przyjrzymy, okazuje się, że sukcesy Apple… nieco przy nich bledną. Nvidia, Tesla czy AMD urosły jeszcze bardziej i **mają nad Apple jedną, bardzo konkretną przewagę**. Profil ich działalności oraz tworzone produkty, usługi i rozwiązania znacznie lepiej znoszą próbę czasu niż to, na czym skupił się Tim Cook i spółka.
Powolny koniec ery sprzętów
Apple to przede wszystkim firma sprzętowa. Zawsze nią była, ale choć szeroko pojęty hardware to wdzięczny rynek, to przechodzi on obecnie znaczące zmiany i będzie je przechodzić nadal. Dotychczasowe **kategorie urządzeń, w których wyspecjalizowało się Apple, mogą z wolna zacząć tracić na znaczeniu**. Oczywiście zapowiedzi o końcu smartfonów czy komputerów i przeniesieniu się wszystkiego do chmury oraz urządzeń ubieralnych brzmią obecnie co najwyżej jak pobożne życzenia, ale trendy rynkowe są w tej kwestii nieubłagane. Nawet nie dlatego, że konsumenci tego potrzebują – ale głównie dlatego, że potrzebują tego inne firmy typu big tech, dla których ten model jest o wiele bardziej finansowo opłacalny.
Potężne inwestycje czynione przez Nvidię, Microsoft, Amazon, połączone xAI i SpaceX czy Metę, jasno wyznaczają kierunek, w którym wszystko będzie podążać. Jako odbiorcy ich usług i produktów, chcąc korzystać ze skumulowanych w ich rękach rozwiązań, będziemy musieli się do tej wizji jakoś dostosować. To proces, który już teraz budzi ogromne emocje. Słowa takie jak te wypowiedziane przez Jeffa Bezosa o końcu posiadania komputerów wielu oburzają, ale w jego kontekście pytaniem nie jest już, czy ta technologiczna tranzycja faktycznie zajdzie, tylko kiedy się zakończy.
Świat, w którym perfekcyjna optymalizacja i wykorzystanie zasobów urządzenia – z czego Apple jest znane – przestaną mieć znaczenie, bo wszystkie operacje wykonywane będą zdalnie… to **świat, w którym Apple znaczy bardzo niewiele**. Mimo usilnych prób poszerzenia profilu działalności, każda kolejna próba wyjścia poza utarty schemat kończyła się fiaskiem.
Ostatnią – i tak naprawdę w ciągu ostatnich lat – **jedyną próbą wykazania się innowacyjnością na wciąż niezagospodarowanym do końca rynku, było Apple Vision Pro**. Specjalne gogle łączące AR i VR, zmieniające sposób interakcji z interfejsami komputerowymi. Oczywiście u samych swoich podstaw nie były rewolucyjne – to technologia rozwijana od ponad dekady – jednak wejście Apple na ten rynek z produktem wysokiej jakości miało dać im przewagę i pchnąć trendy w nową stronę. Fakt, że w ciągu ostatnich 12 miesięcy oficjalne komunikaty dotyczące tego sprzętu, dosłownie, policzyć można na palcach jednej ręki, jasno pokazuje, jak bardzo się on „udał”.
A to też nie tak, że inteligentne okulary poszerzające rzeczywistość są fanaberią. To wciąż nisza, ale nie bez powodu od tylu lat mówi się o tym, że to właśnie te urządzenia – gdy osiągną odpowiednią miniaturyzację – **zastąpią nam smartfony i komputery**. W końcu po co patrzeć się na osobne urządzenie, aby sprawdzić powiadomienia czy coś obejrzeć, skoro możemy sobie to równie dobrze wyświetlić tuż przed oczami? Koncept przez długie lata był poza naszym technologiczny zasięgiem, ale zbliżamy się właśnie do przełomu. Porównując to, jak wyglądają Ray-Ban Meta czy Oakley Meta, i to, jak jeszcze 5 lat temu wyglądały podobne urządzenia – widać kolosalną różnicę. **Miniaturyzacja postępuje w błyskawicznym tempie**. Choć wydawać by się mogło, że to rozwiązania z pogranicza science-fiction – w perspektywie najbliższej dekady bardzo możliwe, że do wyświetlania obrazu na siatkówce lub przed nią, potrzebować będziemy czegoś, co rozmiarami będzie niewiele większe od paznokcia.
iPhone’a niebawem może z nami nie być
Apple, aby odnaleźć się w tej nieuchronnej rzeczywistości, w której komputery są noszone, a nie trzymane, musiałoby działać nad własnymi rozwiązaniami już teraz. I działa, tyle że w wyścigu o stworzenie interfejsów nowej generacji na razie sromotnie przegrywa.
Szefostwo giganta z Cupertino zdaje sobie sprawę z trendów, co zresztą całkiem niedawno przyznał **Eddy Cue, starszy wiceprezes ds. usług, mówiąc: – Choć teraz brzmi to jak szaleństwo, za 10 lat iPhone może już nie być nam potrzebny**.
Dodał w tej samej wypowiedzi: – Jedynym sposobem na realną konkurencję na rynku są przełomy technologiczne. To one tworzą nowe możliwości. AI jest właśnie takim przełomem, który otwiera drzwi dla zupełnie nowych graczy.
I w ten oto sposób docieramy do chyba **największej porażki Apple – sztucznej inteligencji** właśnie. Największej porażki nawet nie tyle w erze Cooka, co w całej 50-letniej historii firmy. **Nigdy wcześniej Apple nie było tak bardzo bezradne** i tak bardzo niezdolne do stworzenia własnego, udanego odpowiednika, który zagospodarowałby dany trend technologiczny.
I to bynajmniej nie dlatego, że nie chciano. Autorskie Apple Intelligence pochłonęło z budżetu gigantyczne środki, ale brak odpowiednich fundamentów nie pozwolił doprowadzić projektu do końca w formie, która mogłaby jakkolwiek konkurować na rynku. Oczywiście AI na urządzeniach Apple dostępne być musi i dostępne będzie – tyle że w formie kupionej od zewnętrznych podmiotów. Tim Cook początkowo dogadywał się z OpenAI, aby w końcu postawić jednak na Google i ich potężne Gemini.
Gigant z Cupertino może się zaklinać, że będzie modele przerabiał pod swoje standardy i kontrolował ich jakość, ale fakty są nieubłagane – **najważniejsza technologia tej i zapewne przyszłej dekady nie należy w najmniejszym stopniu do Apple**. I należeć już nie będzie, bo zaległości są tak duże, że nie da się ich w żaden sposób nadrobić.
Na razie nie jest to dla firmy aż tak duży problem, bo jesteśmy dopiero na początku ścieżki rozwoju tej technologii. Ale z każdym kolejnym rokiem Apple będzie na tym coraz więcej tracić.
Apple poległo za czasów Tima Cooka także całkowicie na próbie wejścia do intratnej branży samochodowej – projekt Apple Car to spektakularne fiasko, które mimo wielu lat prac nie przyniosło absolutnie niczego wartościowego.
Transformacja, która musi się zadziać
Dzisiejsze Apple ma ogromny problem z innowacyjnością. Choć nie można im odmówić tego, że doprowadzają do perfekcji technologię, którą już dysponują, to żadnej z przyszłościowo najistotniejszych nie tworzą. Ani nawet choćby nie współtworzą.
**Dla kolejnego CEO będzie to najtrudniejsza batalia, jaką przyjdzie mu stoczyć**. Apple, z firmy sprzętowej, będzie musiało przeistoczyć się w firmę od AI i usług… lub przynajmniej przekonać rynek do nowej wizji urządzeń, które pozwolą z nich korzystać. Co do tego, że dni smartfonów i tradycyjnych laptopów są policzone, nie ma większych wątpliwości. Nie znikną z naszych żyć całkowicie za 5 czy 10 lat, ale w perspektywie 15-letniej, w jakiej zdaje się działać większość big techów, będą wypierane przez całkowicie inny hardware.
Wszystkie próby Tima Cooka, mające na celu położenie pod to odpowiednich fundamentów, na razie spełzły na niczym. I choć **w praktyce oznacza to zerwanie z dziedzictwem Steve’a Jobsa**, jest ono konieczne dla odniesienia sukcesu w nowej rzeczywistości.
Kim jest następca Tima Cooka?
Człowiekiem, na którego barki spadnie odpowiedzialność **„wymyślenia” Apple na nowo, będzie John Ternus** – obecnie starszy wiceprezes ds. inżynierii sprzętu, który jak mało kto zna możliwości oraz ograniczenia urządzeń z portfolio Nadgryzionego Jabłka. Z Apple jest związany od ćwierć wieku, co biorąc pod uwagę, że ma 50 lat, oznacza także, że gigant z Cupertino jest zaledwie jego drugim pracodawcą w życiu. Całkiem dosłownie, firmie poświęcił większość życia. Był w niej jeszcze za czasów Steve’a Jobsa i pnąc się powoli na szczyt, stał się jedną z najważniejszych osób w strukturze. Po drodze **przyłożył ręce do projektowania większości sprzętów Apple** – od MacBooków po Apple Watche, choć największy wkład miał przy tworzeniu iPada oraz słuchawek AirPods.
Oczywiście wraz z poszerzaniem obowiązków oraz wpływów, coraz częściej kształtował także i pozostałe kategorie produktowe. Jednym z jego najnowszych i najbardziej imponujących osiągnięć jest iPhone Air, czyli ultracienka wersja smartfona, pokazująca, że wspomniana już **skrajna miniaturyzacja w końcu znalazła się na radarze w Cupertino**. To zresztą Ternus prowadził prezentację tego urządzenia podczas wrześniowego Apple Event. Urządzenia, które być może stanie się fundamentem, na którym powstanie iPhone Fold – składane urządzenie stanowiące pomost między tradycyjnymi smartfonami a tabletami, na temat którego spekuluje się od kilku lat.
Trzeba także pamiętać, że **to John w dużej mierze stał za przejściem Apple na własne czipy**. Rezygnacja z procesorów Intela na rzecz Apple Silicon z serii M pchnęła wszystkie urządzenia mocno do przodu pod względem wydajności.
Ternus niewątpliwie czuje i rozumie DNA współczesnego Apple. Czuł je od zawsze, budował tożsamość marki przez dekady, a do tego jest dokładnie w tym samym wieku, w jakim był Tim Cook, kiedy obejmował funkcję CEO. Zapewne także nie bez powodu tak często pojawia się na prezentacjach najważniejszych sprzętów, najbliższych byciu „innowacyjnym” – przynajmniej w obrębie portfolio Apple. Ma po prostu **wizerunek człowieka szukającego dla Apple nowych rozwiązań** i z powodzeniem przeprowadzającego zmiany w obrębie istniejących już produktów. Jednocześnie jest bardzo spokojny i analityczny – czyli taki jak sam Tim Cook.
Obecny CEO zresztą stopniowo i po cichu oddawał już od jakiegoś czasu w ręce następcy kolejne obszary swojej działalności. Najlepszym tego przykładem była decyzja z końca 2025 roku, o której donosił w styczniu Mark Gurman z Bloomberga. Powołując się na swoje źródła, pisał: – Pod koniec ubiegłego roku **Apple po cichu powierzyło szefowi działu inżynierii sprzętu, Johnowi Ternusowi, nadzór nad zespołami projektowania hardware’u i software’u**. Jest to pierwszy konkretny dowód na to, że jest on przygotowywany do objęcia w przyszłości roli dyrektora generalnego firmy.
W kolejnym wpisie w tej sprawie wskazał dodatkowo: – Zmiana ta odbyła się bez rozgłosu: formalnie zespoły te nadal podlegają bezpośrednio Timowi Cookowi, mimo faktycznej roli, jaką sprawuje nad nimi Ternus.
Czy Apple było skazane na Johna Ternusa?
Choć okazało się, że zarząd Apple na samym końcu tej ścieżki nie zmienił swojej decyzji, sprawa nie była przesądzona aż do samego końca, chociaż realnie była jedyną realną możliwością. Zwłaszcza że **szereg innych nazwisk, wskazywanych wcześniej jako potencjalni następcy Cooka, stopniowo z firmy odchodził**. Peter Stern, dyrektor odpowiadający za przyszłościowy dział usług Apple, pożegnał się z korporacją na początku 2023 roku. Tang Tan – odpowiedzialny za współczesny projekt iPhone’a i Apple Watch, odszedł w 2024 roku, dołączając do firmy Jony’ego Ive’a – twórcy oryginalnego iPhone’a, a od kilku miesięcy jest szefem działu sprzętowego w OpenAI.
Wreszcie – na emeryturę przeszli Dan Riccio (wcześniej na stanowisku zajmowanym obecnie przez Ternusa) oraz Jeff Williams, który przez lata zarządzał łańcuchem dostaw i operacjami bieżącymi. To on zresztą długo był wskazywany na faworyta w wyścigu o fotel CEO – jednak zakulisowo mówi się o tym, że **zarząd uważał go za zbyt zaawansowanego wiekowo**. W momencie potencjalnego przejęcia schedy po Cooku miałby 65 lat – praktycznie tyle samo, co obecny dyrektor zarządzający.
Spośród nazwisk, które długo były w grze, a które nadal są związane z Apple, wymieniało się **Craiga Federighiego** – kierującego działem software’u, bardzo charakterystycznego i charyzmatycznego lidera, któremu zawdzięczamy współczesny wygląd iOS oraz macOS.
Długo nie skreślano także **Deirdry O’Brien** – starszej wiceprezes ds. handlu detalicznego, a pewne szanse nadal ma także **Sabih Khan**, obecny dyrektor operacyjny w Apple, który rolę COO przejął w 2025 roku z rąk odchodzącego Jeffa Williamsa.
**Apple finalnie postawiło na Johna Ternusa, choć bez względu na to, kto by nim był, wyzwania stojące przed firmą pozostaną te same**. Od tego, jak sobie z nimi nowy CEO poradzi, zależeć będzie to, czy gigant z Cupertino na szczycie się utrzyma, czy też zostanie z niego strącony przez tych, którzy w porę zrozumieli, jak zmienia się świat nowych technologii.
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
— ### Wyniki Biznes Fakty: * **Przejście Tesli na elektryczne ciężarówki z bateriami o dużej pojemności może zrewolucjonizować transport towarów** – Tesla Semi wprowadza nowe standardy w branży, potencjalnie obniżając koszty i emisję CO2 w logistyce. * **Nvidia ogłasza przełomowe procesory graficzne dla centrów danych, wyznaczając nowe standardy w przetwarzaniu danych i AI** – Zapowiedź najnowszych chipów od Nvidii podkreśla jej dominującą pozycję w dziedzinie sztucznej inteligencji i mocy obliczeniowej, stanowiąc kluczowy czynnik dla rozwoju centrów danych. * **Apple przygotowuje się do premiery iPhone’a Fold w 2026 roku, próbując nadążyć za trendami składanych urządzeń** – Premiera składanego iPhone’a ma być odpowiedzią na rosnącą popularność tej technologii i próbą utrzymania konkurencyjności na rynku smartfonów. * **John Ternus przejmie stery Apple 1 września 2026 roku, zastępując Tima Cooka** – Kluczowa zmiana w zarządzie giganta technologicznego, która zbiega się z potencjalnymi wyzwaniami rynkowymi związanymi ze sztuczną inteligencją i przyszłością urządzeń mobilnych. * **Prognozowany kurs akcji Apple wzrośnie do 280 dolarów w 2026 roku, z obecnej wyceny 14 dolarów, co oznacza 1900% wzrostu** – Wzrost wartości akcji Apple od 2011 roku do 2026 roku ma być imponujący, odzwierciedlając silną pozycję firmy na rynku sprzętu i usług. * **Kapitalizacja rynkowa Apple osiągnie ponad 4 biliony dolarów w 2026 roku, z obecnych 356 miliardów dolarów, co oznacza 1080% wzrostu** – Gigantyczna wartość rynkowa podkreśla skalę sukcesu Apple pod wodzą Tima Cooka, ale również wyznacza wysokie oczekiwania wobec przyszłego zarządu. * **Około 30% udziału Apple w rynku smartwatchy dzięki Apple Watch** – Apple Watch utrzymuje pozycję lidera w segmencie urządzeń noszonych, co stanowi istotny filar przychodów firmy. * **Apple posiada blisko 50% udziału w rynku tabletów, umacniając dominację iPada** – iPad pozostaje najpopularniejszym tabletem na rynku, co świadczy o sile ekosystemu Apple w tej kategorii. * **Jeff Bezos przewiduje koniec ery posiadania komputerów osobistych w ciągu najbliższej dekady** – Wizja Bezosa wskazuje na potencjalne odejście od tradycyjnych komputerów na rzecz bardziej zintegrowanych i chmurowych rozwiązań, co stanowi wyzwanie dla firm opierających się na sprzedaży hardware’u.
Więcej informacji na : businessinsider.com.pl
