Ukraińskie drony zawodzą? Październikowa klęska.

Dimko Żłuktenko to pilot drona, który dostarcza zasadnicze informacje do obrony pozycji ukraińskich. Ów sierżant niedawno został wysłany w obszar Pokrowska — istotnego terenu walk, gdzie Ukraina przyznawała, że posiada mniejszą przewagę liczebną. W rozmowie z Business Insiderem Dimko stwierdza, że Ukraina potrzebuje czegoś więcej, aniżeli samych dronów, by zatrzymać okrutną rosyjską ofensywę.

Niniejszy artykuł, jako relacja pisana z perspektywy pierwszej osoby, powstał w oparciu o konwersację z sierż. Dimkiem Żłuktenką, przywódcą zespołu dronów rozpoznawczych ISR w Siłach Systemów Bezzałogowych Ukrainy. W 2025 roku został skierowany w rejon Pokrowska — ważnego miasta, które Rosja utrzymywała, że przejęła na początku grudnia.

Business Insider potwierdził jego służbę w ukraińskich siłach zbrojnych. Tekst został zredagowany pod względem objętości i przejrzystości.

Zostaliśmy przesunięci w okolice Pokrowska w sierpniu, gdyż starcia stały się tam wyjątkowo gwałtowne. Z racji tego, że piloci dronów są w tej wojnie celami priorytetowymi, nasze kilkudniowe zmiany spędzaliśmy w domach oraz podziemnych schronach poza miastem.

Gdy przybyliśmy po raz pierwszy, aura była pogodna i sprzyjająca do lotów, lecz schyłek października okazał się dla nas klęską.

Od programisty do żołnierza

Przed rozpoczęciem wojny na pełną skalę byłem inżynierem oprogramowania, pracowałem dla spółek w San Francisco, Nowej Zelandii i Niemczech.

Obecnie kieruję zespołem pięciu–sześciu ukraińskich pilotów dronów. Naszym celem jest wykorzystywanie dronów latających na dużych wysokościach do przekazywania danych rozpoznawczych naszym żołnierzom i dowódcom.

Dzięki naszym informacjom artyleria — taka jak HIMARS — i zespoły dronów uderzeniowych mogą lokalizować rosyjski sprzęt oraz żołnierzy. Często dzieje się to, zanim jeszcze dotrą oni na linię frontu.

Żłuktenko pilotuje drony ISR, które dostarczają ukraińskim żołnierzom oraz dowódcom zasadniczych informacji. Obie strony konfliktu bazują na tego typu systemach w zakresie rozpoznania na polu bitwy.
Żłuktenko pilotuje drony ISR, które dostarczają ukraińskim żołnierzom oraz dowódcom zasadniczych informacji. Obie strony konfliktu bazują na tego typu systemach w zakresie rozpoznania na polu bitwy. | Dimko Żłuktenko (archiwum prywatne)

Pogoda odmieniła wszystko

Wróćmy jednak do pogody. Jesienią na Ukrainie częstokroć pojawiają się mgły, a także zwarte, nisko zawieszone chmury, które mogą utrzymywać się na wysokości od 100 do 300 m nad poziomem gruntu.

Są one tak gęste, iż żadna kamera na podczerwień ani kamera termowizyjna nie jest w stanie przez nie „przejrzeć”, co sprawiało, że przez wiele dni operowanie naszymi dronami było kompletnie niemożliwe.

W tym czasie Rosjanie wykorzystywali chmury, by maskować swój pochód — pieszy i zmechanizowany. Zważając na pogodę, ilość żołnierzy, których poświęcili, aby zdobyć miasto, oraz nasze ograniczone zasoby, w pewnym momencie nie istniała już realna możliwość, aby bez końca bronić Pokrowska.

Ukraina jest zależna od wojny dronowej. To ona przeprowadziła nas przez najstraszniejsze i najbardziej dramatyczne momenty rosyjskich ataków oraz zmieniła obraz wojny. Przykładowo przez całe lato 2025 roku widziałem na polu bitwy czołg tylko dwukrotnie.

Drony są tanie i efektywne — i gdybyśmy mieli ich nieograniczoną liczbę, działalibyśmy w Pokrowsku 24 godziny na dobę, siedem dni w tygodniu, zwalczając Rosjan.

Lecz nie posiadamy nieskończonej liczby dronów. Dlatego też potrzebujemy innych narzędzi rażenia i zasobów, takich jak większe wsparcie artyleryjskie i więcej żołnierzy. Wojna jest skomplikowana i drony nie mogą być jej jedynym rozwiązaniem.

Żłuktenko pozuje do zdjęcia podczas misji ze swoim oddziałem
Żłuktenko pozuje do zdjęcia podczas misji ze swoim oddziałem | Dimko Żłuktenko (archiwum prywatne)

Latanie na oślep

W normalnych okolicznościach wykonujemy cztery loty dziennie, z których każdy trwa ok. trzech–czterech godzin, czasem aż do nocy. To wyczerpujące, ale warte trudu, ponieważ można realnie wpłynąć na los ukraińskich obrońców. Widzimy, gdzie przemieszczają się rosyjskie siły, pozbawiamy ich elementu zaskoczenia oraz wyszukujemy cele — takie jak obrona przeciwlotnicza lub artyleria — które dowódcy mogą następnie zniszczyć.

Operatorzy dronów rozpoznawczych, tacy jak my, w znacznym stopniu polegają na nawigacji wizualnej. Znamy Pokrowsk tak dokładnie, że nawet gdy nasz dron jest zakłócany, potrafimy określić jego pozycję wyłącznie po ukształtowaniu terenu lub punktach orientacyjnych.

Gdy zaczyna się okres mgieł, staramy się maksymalnie spożytkować każdą chwilę dobrej widoczności. Niekiedy udaje się przeprowadzić pięć lotów podczas pięciodniowej rotacji.

Zdarzały się jednak dni, gdy przesiadywaliśmy w domu i po prostu czekaliśmy, aż pogoda się poprawi.

Można próbować latać pod chmurami, ale niska wysokość sprawia, że nasze spore drony są łatwiejsze do wykrycia i zniszczenia. Ponieważ dysponujemy ograniczonymi środkami, staramy się je chronić i nie używać ich bezmyślnie.

Mimo to w dni z silnym wiatrem istnieje szansa, że chmury na moment się rozerwą i umożliwią zajrzeć na pole bitwy. Czasami, gdy widoczność jest słaba, ale jeszcze dopuszczalna, musimy zaryzykować lot — zwłaszcza jeśli nasze wojska odpierają duży atak.

Pod koniec lata sytuacja w Pokrowsku stawała się coraz cięższa, zarówno na ziemi, jak i w powietrzu. Kiedyś wspomagaliśmy artylerię dalekiego zasięgu w rażeniu rosyjskiego zaplecza. Jesienią współdziałaliśmy już z jednostkami walczącymi na bardzo bliskim dystansie.

Bezwzględna, prosta kalkulacja Rosji

Około września zacząłem dostrzegać, że rosyjska taktyka zaczyna przynosić efekty.

Na całej linii frontu ich strategia opiera się na znalezieniu naszej granicy wytrzymałości i przytłoczeniu jej jak najmniejszą liczbą żołnierzy koniecznych do zajęcia naszych pozycji.

To prosta arytmetyka. Najpierw posyłają ok. 10 żołnierzy. Jeśli to nie starcza, wysyłają 20. Potem próbują 30.

Z dnia na dzień powiększają liczbę ludzi i sprzętu. Ich celem jest wytworzenie sytuacji, w której nie mamy dostatecznej liczby dronów, by przeciwdziałać napływowi piechoty.

Aby powstrzymać natarcie 50 żołnierzy rozproszonych na dużym obszarze, potrzebowalibyśmy co najmniej 150 dronów oraz wsparcia artylerii — co przy naszych ograniczonych zasobach jest niezmiernie trudne do zorganizowania.

Gdy operowaliśmy w Pokrowsku, były już dzielnice miasta, do których Rosjanie zdołali się wdzierać, przez co obszar walk stał się „porowaty” i pozbawiony jednoznacznych linii.

Ukraina potrzebuje czegoś więcej niż dronów

Gdybyśmy posiadali więcej żołnierzy, moglibyśmy bronić się o wiele dłużej oraz prowadzić bardziej agresywne działania.

Gdybyśmy mieli więcej dronów rozpoznawczych, nasz zespół mógłby bez przerwy latać nad Pokrowskiem, nawet pomimo chmur.

Gdybyśmy dysponowali większą liczbą dronów uderzeniowych FPV, nasi piloci mogliby w dalszym ciągu wyszukiwać i atakować Rosjan bliżej ziemi.

Lecz nie mamy ich wystarczająco dużo. Dlatego potrzebujemy też innych środków rażenia poza dronami FPV, mimo iż odpowiadają one za ok. 80 proc. naszych strat zadawanych Rosjanom.

Paradoksalnie część tych środków zniknęła, ponieważ sposób prowadzenia wojny tak dalece się zmienił. Moździerze mogłyby pomóc, ale w dużej mierze zaprzestaliśmy ich używać — pole walki stało się tak „przejrzyste”, że jazda pickupem z moździerzem blisko linii frontu to niemal misja samobójcza.

Tym, czego bezwzględnie potrzebujemy, jest amunicja artyleryjska. W zeszłym roku niektóre jednostki HIMARS, z którymi współpracowałem, miały racjonowane użycie do czterech uderzeń tygodniowo.

Inne jednostki artyleryjskie były ograniczone do zaledwie trzech pocisków dziennie. Znajdowaliśmy im cel, a oni odpowiadali: „Na dzisiaj już nie mamy. Przepraszamy, chłopaki”.

Pogoda w tym okresie oznacza, że dla operatorów dronów wciąż jest to tzw. sezon ogórkowy. Jednocześnie teren nie jest już zbyt grząski, co sprawia, że ten moment jest idealny dla rosyjskich ataków.

W tym miesiącu zostaję przeniesiony do Dniepru. Walka trwa.

Powyższy tekst jest tłumaczeniem z amerykańskiego wydania Business Insidera

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.

No votes yet.
Please wait...

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *