Europa wkracza w nowy etap bezpieczeństwa, w którym o pozycji krajów nie stanowią już zapewnienia ani dokumenty programowe, a możliwość faktycznego działania. Zmiany w podejściu Stanów Zjednoczonych wyraźnie unaoczniły, że Europa powinna sprawniej brać na siebie ciężar własnej obrony, odporność infrastruktury oraz zaplecze produkcyjne. W Berlinie wywołało to dyskusję o suwerenności strategicznej i oddalaniu się od USA. Warszawa zareagowała odmiennie — nie debatą, lecz realizacją — pisze w komentarzu dla Business Insider Polska Maciej Samsonowicz, doradca szefa resortu obrony.

Polska wcześniej niż znaczna część państw Unii Europejskiej (UE) pojęła kierunek przemian i zaczęła się do nich metodycznie przygotowywać. To właśnie Warszawa w praktyce urzeczywistnia postulaty, które współcześnie widnieją w dokumentach strategicznych USA, NATO i UE: podnoszenie potencjału odstraszania, umacnianie odporności newralgicznej infrastruktury oraz nierozerwalne połączenie obronności z rozwojem ekonomicznym.
Polska — jako obecnie najsilniejsza pod względem militarnym i jedna z najprężniej rozwijających się gospodarek Unii Europejskiej — już od dwóch lat systematycznie buduje ten model w rzeczywistości. Skutkiem tego jest wzrastająca pozycja kraju jako naturalnego punktu odniesienia dla rejonu Morza Bałtyckiego i coraz bardziej — dla całej Europy.
Nowa strategia bezpieczeństwa regionu
Decydujące znaczenie ma to, kto tę zmianę scala politycznie i operacyjnie. Wicepremier i szef resortu obrony Władysław Kosiniak-Kamysz nie tylko dogląda unowocześniania armii, lecz tworzy spójny system bezpieczeństwa: od kooperacji sojuszniczej, przez zabezpieczenie infrastruktury newralgicznej, po decyzje przemysłowe i morskie możliwości odstraszania.
To nie są puste słowa. Działania Ministerstwa Obrony Narodowej (MON) w obszarze Bałtyku pokazują, że zagrożenia są obecnie postrzegane szeroko — obejmują nie tylko klasyczne scenariusze wojskowe, ale także dywersję, ataki na infrastrukturę podwodną czy zakłócenia systemów nawigacyjnych.
Nowa struktura bezpieczeństwa akwenu Morza Bałtyckiego, zaproponowana i realizowana przez MON, jest geostrategiczną odpowiedzią na zmiany w strukturze transatlantyckiej i jednoznaczne sygnały dochodzące z USA: Europa musi posiadać realne zdolności odstraszania i błyskawicznego reagowania.
Bałtyk jako system
Przełomem stała się Deklaracja Bałtycka, zainicjowana przez MON. Do porozumienia państw NATO regionu dołączyła niedawno Norwegia jako dziewiąty kraj akwenu Morza Bałtyckiego, istotny filar bezpieczeństwa północy i strategiczny partner Stanów Zjednoczonych.
Jednocześnie norweski koncern Kongsberg zadeklarował rozpoczęcie inwestycji w Polsce na poziomie ok. 250 mln zł. To wyraźna cezura między polityką obietnic a polityką faktycznych możliwości. Analogiczny sygnał wysłała decyzja o wyborze szwedzkiego Saaba jako dostawcy okrętów podwodnych w programie Orka.
Polska otwarcie komunikuje, że Bałtyk traktuje jako spójny system operacyjny militarny, logistyczny i przemysłowy — zasadniczy dla odstraszania i projekcji siły.
Droga Czerwona i military mobility
Nowa struktura bezpieczeństwa opiera się nie tylko na uzbrojeniu, lecz także na infrastrukturze o dwojakim — cywilnym i wojskowym — przeznaczeniu.
Kluczowym elementem tego systemu jest Droga Czerwona w Gdyni, prowadząca do portu o znaczeniu strategicznym dla NATO i umożliwiająca szybki przerzut sojuszniczego sprzętu. Znaczenie Drogi Czerwonej było fundamentalne dla bezpieczeństwa i mobilności NATO na Bałtyku na długo przed tym, zanim temat military mobility stał się przedmiotem dyskusji na szczeblu europejskim.
To właśnie dlatego ta inwestycja znalazła się na liście priorytetów Raportu Paktu dla Bezpieczeństwa Polski — Pomorze Środkowe, obok takich projektów jak Via Pomerania, jako element infrastruktury o kluczowym znaczeniu operacyjnym i sojuszniczym.
Decyzja Komisji Europejskiej (KE) o uruchomieniu pakietu military mobility, na który Bruksela zamierza przeznaczyć nawet 17 mld euro, potwierdziła trafność wcześniejszych ocen strony polskiej. Tu także może trafić znaczna część tych środków.
Polska znalazła się w korzystnej pozycji nie tylko dlatego, że sprawnie reaguje na nowe instrumenty unijne, lecz dlatego, że w momencie rozpoczęcia prac przez KE dysponuje już gotową analizą i listą projektów. Wzorowa współpraca MON z kierowanym przez Dariusza Klimczaka Ministerstwem Infrastruktury umożliwiła w przypadku Drogi Czerwonej szybkie przejście od planowania strategicznego do decyzji inwestycyjnych. To przykład państwa efektywnego.
Polska jako globalny gracz
Jeśli ktoś pyta, gdzie obecnie odradza się moc Europy, odpowiedź brzmi: tam, gdzie powstają rzeczywiste zdolności militarne, infrastruktura przerzutowa i przemysł zbrojeniowy.
Polska jest w tej logice graczem globalnym, ponieważ łączy trzy waluty wpływu: siłę ekonomiczną, siłę militarną oraz sprawczość polityczną. Ośrodkiem tego przedsięwzięcia staje się Zielony Okręg Przemysłowy Kaszubia — obszar, w którym przecinają się porty, infrastruktura NATO, energetyka offshore i jądrowa oraz przemysł obronny i technologie podwójnego zastosowania.
To tutaj urzeczywistnia się makroregion militarno-gospodarczy akwenu Morza Bałtyckiego. Dlatego Niemcy muszą zacząć oswajać się z orientowaniem swojej polityki na Warszawę jako nowego lidera politycznego Europy. To nowy układ, w którym wzrastająca pozycja Polski nie wynika z ambicji, lecz z realnie zbudowanych zdolności. Moc Europy nie tworzy się tam, gdzie najwięcej się mówi o przewodzeniu, lecz tam, gdzie konsekwentnie przejmuje się odpowiedzialność. Dzisiaj robi to Polska.
Autor: Maciej Samsonowicz, doradca ministra obrony narodowej
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Źródło
