Co dalej z uwięzionymi funduszami Federacji Rosyjskiej w UE? Przywódcy europejscy zadecydowali. W piątek wczesnym rankiem doszli do porozumienia w sprawie przyznania Ukrainie kredytu w kwocie 90 mld euro na najbliższe dwa lata. Decyzja, przyjęta po wielogodzinnych negocjacjach na szczycie w Brukseli, ma za zadanie wspomóc Kijów na linii frontu i umocnić jego pozycję w nadchodzących rokowaniach pokojowych. Rosyjskie środki pieniężne pozostaną jednak na terenie Europy. Agencja Blomberg ujawniła przyczyny takiego stanu rzeczy.

Istotne porozumienie dla Ukrainy
Jak podaje Bloomberg, pożyczka zostanie sfinansowana ze wspólnego zadłużenia UE, uzyskanego na rynkach finansowych i zabezpieczonego budżetem unijnym. Tym samym szefowie Wspólnoty zrezygnowali z wcześniejszej koncepcji wykorzystania zamrożonych aktywów rosyjskich na obszarze Europy.
Dalsza część artykułu pod wideo:
Hubert Stojanowski o napięciach między Chinami a USA. "Eskalacja ma charakter systemowy"
— Zapewniliśmy to, co obiecaliśmy Ukrainie — oznajmił prezydent Francji Emmanuel Macron po zakończeniu szczytu. Jak zaakcentował, brak zgody byłby „katastrofą”.
Bloomberg zaznacza, że Ukraina nie będzie musiała regulować pożyczki, dopóki Moskwa nie wypłaci jej kompensat wojennych. W międzyczasie zamrożone rosyjskie aktywa pozostaną w Europie, co według liderów UE zwiększa nacisk na Kreml.
Presja czasu i niebezpieczeństwo podziałów
Decyzja została podjęta w atmosferze rosnącej presji, zwłaszcza w kontekście ograniczenia przez Stany Zjednoczone wsparcia finansowego dla Ukrainy. Waszyngton, który wywiera nacisk na Kijów, aby ten rozważył ustępstwa w rozmowach pokojowych, wzbudził zaniepokojenie wśród przywódców europejskich. Obawiają się oni, że brak stabilności na Ukrainie może stanowić zagrożenie dla całego kontynentu.
W ostatnich miesiącach wielu przywódców UE proponowało wykorzystanie 210 mld euro zamrożonych rosyjskich aktywów jako najkorzystniejszego rozwiązania finansowego. Jednak Belgia, gdzie zlokalizowana jest większość tych środków, zdecydowanie oponowała przeciwko temu pomysłowi, obawiając się retorsji ze strony Moskwy oraz potencjalnych sporów sądowych.
Zełenski: Rosja musi pokryć koszty zniszczeń
Podczas szczytu w Brukseli prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski podkreślił, że użycie rosyjskich funduszy byłoby „najbardziej trafnym” rozwiązaniem. — Rosja musi zdać sobie sprawę, że będzie musiała wypłacić odszkodowania za zniszczenie naszego kraju — powiedział Zełenski.
Ostateczna umowa przewiduje, że Ukraina spłaci kredyt jedynie w przypadku otrzymania reparacji od Rosji. Do tego czasu zamrożone aktywa pozostaną w Europie, co potwierdziła przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen.
— To pragmatyczne i dobre rozwiązanie, które realizuje te same cele, co poprzedni plan, ale jest mniej złożone — stwierdził kanclerz Niemiec Friedrich Merz po zakończeniu rozmów.
Sprzeciw Belgii i pogróżki Moskwy
Belgia, która przez miesiące sprzeciwiała się wykorzystaniu rosyjskich aktywów, uznała wynik szczytu za sukces. Premier Bart De Wever zapewnił, że udało się uniknąć chaosu i podziałów w Unii.
Tymczasem Rosja nasiliła swoje działania przeciwko planom UE. W ubiegłym tygodniu rosyjski bank centralny wniósł pozew w Moskwie, domagając się 18,2 bln rubli od Euroclear, belgijskiego depozytariusza większości zamrożonych aktywów. W czwartek Kreml przestrzegł, że może dochodzić odszkodowań w sądach krajowych od europejskich instytucji finansowych, jeśli UE zdecyduje się na użycie tych środków.
Spójność Europy pod znakiem zapytania
Porozumienie wypracowane w Brukseli uwzględnia również obawy państw takich jak Czechy, Węgry i Słowacja, które były sceptyczne wobec dalszego finansowania Ukrainy. Ustalono, że gwarancje z budżetu UE nie wpłyną na ich obowiązki finansowe.
Mimo to, decyzja nie uniknie krytyki. Jak jednak zauważył premier Polski Donald Tusk, sytuacja wymagała bezzwłocznej interwencji. — Mamy prosty wybór: pieniądze dzisiaj albo krew jutro. I nie mówię tylko o Ukrainie, mówię o całej Europie — przestrzegł Tusk przed rozpoczęciem szczytu.
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Źródło
